Wat Kyk Jy

Opowieść o zakończeniu otwartym jak twarz cierpiącego Innego, tytuł dla turystów z RPA, ale temat dla wszystkich, którzy kiedykolwiek mieli okazję przebywać w grodzie Kraka.
Czyta się kilka minut

Chodzi o kraklook, czyli o to, jak się tutaj mieszkańcy innym hmmm... przyglądają. Nie wygląda to, niestety, na trening uważnościowy, nie: natężenie spojrzeń mieści się w innym rogu skali. Bliźni się po prostu gapią. Bez osłonek. Bez żenady. Bezrefleksyjnie zgoła, letargicznie, choć może się mylę, imputuję, nadinterpretuję, robię ziomkom z oczu widły, ale zdecydowanie nie – ja za moją obserwację lokalnej tradycji wgapiania mogę ręczyć głową, jakem Klata.

Dajmy na to wczoraj: człowiek idzie się przespacerować, powiedzmy, bulwarem, albo i nawet Na Groblach placem, ubrany raczej „kościołowo” (akurat była niedziela, jak zwykle w Krakowie). No i od razu za rogiem klasyka gatunku. Posiadacz rodzinnego dizla na KRK-blachach, przewiewny pod pachami bezrękawnik, praktyczne kroksy oraz zmechacone szorty koloru eks-khaki, i się gapi. Przestał nawet grzebać w bagażniku, przegrzebywania klamotów poniechał... patrzy. Patrzy i patrzy. Stoi i władzę spojrzenia egzekwuje. Klasyczny kraklook.

W sumie do wszystkiego można się przyzwyczaić, taka karma podwawelska, taka tradycja na naszych żyznych ziemiach, gdyby się nie przyglądali, nie mielibyśmy hejnału, dumną jawi się nasza rutyna (wszak tutaj nie jakiś Londyn, tutaj się gapimy!), wszak cały świat po prostu wcześniej czy później musi tutaj przyjechać, na kraklook się wystawić, który to już raz. Zdziwiłbym się, gdyby nagle przestali, łkałbym tęsknie za kraklookiem, gdybym choć kilkanaście razy dziennie go nie doznał, mam więcej szczęścia niż Susan Sontag, John Berger, Daniel Arasse i Michel Foucault razem wzięci, mam patrzenie, widzenie, wpatrywanie, wszystko to obiektywnie skupione w niedzielnym popołudniu Na Groblach, nigdzie indziej, nie w Paryżu, nie we Lwowie, lecz w Krakowie, bo gdzie jeszcze ludziom tak dobrze się patrzy jak tu?

Akurat była niedziela, jak zwykle w Krakowie, ale coś mnie wzięło, i zamiast zwyczajnie, tradycyjnie przejść nad kraklookiem do porządku dziennego, wybiłem się z codzienności. Człowiek się gapi? No to ja też staję i patrzę. Się sobie przyglądamy. Co dalej? Zobaczymy. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2015