Warto pamiętać?

Sobota, 10 stycznia. Już zdawało się, że aura najdotkliwszych wydarzeń, krwawe zmagania na śmierć i życie w rejonie Gazy i wzbierający w Europie absurdalny kryzys gazowy (o ekonomicznym już nie wspominając) wymuszą i na polskiej polityce jakiś bardziej odpowiedni wymiar w odróżnianiu tego, co ważne i mało ważne. Niestety, od wczoraj wieczór znów się to wydaje płonną nadzieją.
Czyta się kilka minut

Znowu w radiu i telewizji wzbiera zawzięty jazgot oskarżeń o wszystko i odsądzania się od jakichkolwiek uczciwych intencji, nie ma dyskusji, wszystkie racje wyłącznie po jednej stronie, a dziennikarze po staremu stronniczy, przerywający niewygodne wypowiedzi albo zapraszający tylko "swoich", bo tak to jakoś widziana jest "misja publiczna". Albo wymachująca sztandarem "prawdy", albo kierowana nieubłaganą presją oglądalności i słuchalności. I dalej tropienie, dalej śledztwa, dalej podejrzenia; w braku teczek przynajmniej skrawki dokumentów, choćby więcej niż wątpliwych, byle doznać satysfakcji "rozliczenia autorytetów".

A mamy w tym roku nie tylko chmurzący się horyzont. Mamy też obchodzić parę rocznic, których wspólnym mianownikiem jest - bagatela - dwudziestolecie obalenia komunizmu. I chcieliśmy, by zgodnie z prawdą były to rocznice nie tylko polskie, ale powszechne, bo to myśmy zaczęli, bo naprawdę byliśmy pierwsi. Są już pierwsze przymiarki do nadania czerwcowej dacie charakteru właśnie międzynarodowego. Żeby się jednak udało tak jak należy, trzeba by wspólnego tonu w obchodach - i to nie wymuszonego, ale dającego wyraz prawdziwej społecznej świadomości ich wymiaru i wagi. Uda się, czy też będziemy dalej bezlitośnie skłóceni i podzieleni? Oskarżający się nawzajem, odsądzający od czci i wiary, niezgodni co do wartości każdego wydarzenia historycznego po kolei, odmawiający udziału w świętowaniu albo zaprzeczający współbraciom prawa do tego udziału? Jeśli tak będzie, na nic całe nasze święto, dla nikogo nie będzie ono niosło żadnych przekonujących treści, nikogo nie zagarnie do wspólnoty, a nam samym nie przyniesie nic poza dalszą porcją rozgoryczenia i umacnianiem się podziałów.

A przecież pamiętamy... Tamten czas naprawdę niósł w sobie przeżycia wielkie i dobre. Spajające nas, budujące z nas jedność.  Wystarczy z dobrą wolą przypomnieć. Przyda się nam jeszcze ta pamięć, czy też będzie już po nic? Wystąpią na pierwszy plan sędziowie dzisiejsi, lepiej wszystko wiedzący, czy może jednak ustąpią trochę miejsca świadkom? Zmarnujemy nasze święto czy  wykorzystamy szansę wzmocnienia dobrymi przeżyciami i pamięcią o rzeczywistym sukcesie nasze dzisiejsze więzi społeczne, bez których dzień dzisiejszy i jutrzejszy musi budzić niepokój? I tak nadciągający zewsząd, i któremu musimy stawić czoło, czy chcemy, czy nie chcemy?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2009