Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Walczył o całą stawkę

Walczył o całą stawkę

23.12.2011
Czyta się kilka minut
Sławomir Sierakowski, redaktor "Krytyki Politycznej": Miłosz szybował wysoko, a nicią spajającą jego życie była walka z alienacją. Albo przynajmniej próba odpowiedzi na pytanie, czy możliwe jest zniesienie alienacji. Rozmawiał Andrzej Franaszek
A

Andrzej Franaszek: Badasz archiwa Miłosza w Beinecke Library. Wydaje się to dość zaskakujące zajęcie dla działacza politycznego. Czy szukasz "młodego Miłosza", przeglądasz jego wczesne, anarchistyczno-lewicowe teksty?

Sławomir Sierakowski: Mówiąc szczerze, najmniej interesują mnie te wczesne teksty. Podobnie zresztą jak prawie wszystkich badaczy i samego Miłosza. Owszem, także tam można znaleźć sporo rzeczy, które są bliskie mnie czy "Krytyce Politycznej". Miłosz miał okres silnego zaangażowania w sztukę społeczną. Pierwszą, nigdy niewznawianą książkę opracował w roku 1933 i była to "Antologia poezji społecznej", a krytyczny wobec "sztuki czystej" pozostał zawsze.

Bliska jest mi również idea, którą - co prawda w języku epoki - bardzo ostro wyraził w tekście "Dwa fałsze et co.", idea sprzeciwu wobec "z jednej strony nacjonalistycznego drobnomieszczaństwa, z drugiej - naiwnie liberalnej burżuazji". Całe życie był podejrzliwy wobec "narodu" i "rynku". Początek lat 30. to także fascynacja Brzozowskim, od którego odrzucą Miłosza nacjonaliści, wywołując zresztą wyrzuty sumienia, ukojone dopiero "Człowiekiem wśród skorpionów", napisanym 30 lat później.

Ale Miłosz wydaje mi się najciekawszy, gdy patrzę na jego drogę w całości. Od tych lewicujących początków, przez "zwrot ironiczny" z 1943 r., następnie odwrót od ironii i atmosferę coraz większej grozy istnienia w "pustce ideologicznej", aż po katolicki koniec. Bo ta droga to ciężka walka i nieustanne poszukiwanie, by znaleźć sens życia w odczarowanym świecie.

Czyli nie chcesz udowadniać lewicowości Miłosza?

Takie "zawłaszczanie" jest mi obce. W naszym cudownym kraju zdecydowanie za rzadko zakładamy, że ktoś wychodząc z postaw lewicowych albo prawicowych, nie robi wszystkiego tendencyjnie, ideologicznie i pod tezę. W "Krytyce" postanowiliśmy wydać jednocześnie lewicowo zaangażowane "Płomienie" Brzozowskiego i jego konserwatywne "Głosy wśród nocy", z ostatniego, katolickiego okresu, by uniknąć zarzutów, że Brzozowskiego traktujemy "wybiórczo", robimy z niego kogoś, kim nie był. Nie wiem, czy uda nam się uniknąć takich podejrzeń, gdy zaczniemy wydawać książki Miłosza i o Miłoszu - a właśnie zaczynamy...

Miłosz - anarchistyczny teoretyk rewolucji, a chwilę potem rewizjonista, antytotalista. Krytyk cywilizacji Zachodu, manichejczyk, ale i katolik. Byli i tacy, którzy zarzucali mu koniunkturalizm czy "proteuszowość". Jeśli zatem cenisz właśnie ową ewolucję, jaka nić spajałaby Twoim zdaniem kolejne etapy?

Miłosz nieraz odpowiadał na to pytanie. Ja się mogę tylko ucieszyć z tych odpowiedzi, bo bardzo mi się podobają i nie wydaje mi się, żeby mylił się co do siebie. To się oczywiście zdarza twórcom, a krytycy jeszcze częściej wmawiają różne rzeczy pisarzom i wcale nie uważam tego za skandal, bo wolę demokratyczne relacje między twórcą i czytelnikiem. Czyli z kolei inaczej niż Miłosz, który bronił hierarchii w sztuce i odrzucał francuskie poststrukturalizmy, pewnie obawiając się, że to prosta kontynuacja naiwnych uwikłań "Lewego Brzegu" (choć tak nie było, a sam Miłosz zdziwiłby się, jak blisko był Foucaulta czy Derridy w wielu sprawach).

Ale akurat co do samego Miłosza, to zgadzam się z Miłoszem. Tym bardziej że jego autodefinicje brzmią odważnie i wyraziście na tle dominującego dziś słownika. Można powiedzieć, że taką nicią spajającą całe życie i twórczość Czesława Miłosza była walka z alienacją albo próba odpowiedzi na pytanie, czy możliwe jest zniesienie alienacji. I Miłosz to mówi. Choćby w liście do Andrzeja Walickiego: "czuję, że problematyka alienacji (bo do niej się wszystko sprowadza) jest zupełnie nie rozwikłana (i czy do rozwikłania?)". Nieco ogólniej, ale bardziej wprost podsumowuje siebie samego w "Roku myśliwego": "mieć silne »Metafizyczne Poczucie Dziwności Istnienia« u mnie znaczyło: »dziwność istnienia ludzkiego społeczeństwa«, czyli cywilizacji, czy jak to nazwiemy. Niech podzielą całą moją twórczość na taką, w której próbowałem to poczucie wyrazić, i inną, zachowując tę pierwszą: to byłoby po mojej myśli".

Tą nicią nie jest może żadna konkretna idea, wiara, przekonanie, ale raczej poczucie, że coś jest bardzo nie tak z otaczającą go "ziemią bez ojcostwa". Poczucie, które popycha do zaangażowania, czy zaangażowań, jak w przypadku Miłosza. "To jest splot egzystencjalno-marksistowski właśnie i rodzaj osłupienia, człowiek się szczypie, zadając sobie pytanie, czy z nim jest nie w porządku, czy z otaczającym światem nie w porządku" - to też z listów do Walickiego. Można więc powiedzieć, że Miłosz, podobnie jak Brzozowski, choć inaczej, był uczniem XIX-wiecznych zaangażowanych inteligentów.

Albo też: tą nicią może być po prostu pytanie Czernyszewskiego: "Co robić?"...

"Człowiek wśród skorpionów", esej poświęcony Brzozowskiemu, był bodaj najgorzej sprzedającą się i najrzadziej komentowaną jego książką, choć skądinąd wyprzedzał krajowy renesans zainteresowania autorem "Płomieni". Czy uważasz - byłoby to Miłoszowi chyba bliskie - że myślenie Brzozowskiego jest aktualne i dziś?

To prawda. "Człowiek wśród skorpionów" pozostaje jedyną nieprzełożoną w całości na angielski książką Miłosza. A jest przecież książką piękną, stanowiącą rozrachunek nie tylko z Brzozowskim, ale z sobą samym i "przeklętymi pytaniami". Jest jednym z kilku, jakie mamy w naszej kulturze, głęboko przeżytych rozliczeń wielkiego Polaka, odrzuconego przez własne społeczeństwo.

Nieuchronną częścią losu inteligenta jest obustronne niezrozumienie, a nawet odrzucenie przez społeczeństwo, któremu postanowił służyć. Bez przerażającego poczucia, że "rozdzióbią nas kruki, wrony", nie ma chyba zaangażowania u Polaków. Więc może ta książką nie mogła i nawet nie powinna się dobrze sprzedawać. I jest nieprzekładalna na zachodnie języki.

Mam wrażenie, że Miłoszowi nie udało się uniknąć roli wieszcza. A to jest rola może nawet potrzebna, ale przecież produktywna jedynie w bardzo niskich rejestrach duchowych. Pokrzepia serca, ale poza tym raczej ogłupia. Uderzająca jest nieobecność w polskim odbiorze Miłosza jako przenikliwego i bardzo zdecydowanego krytyka kultury kapitalistycznej. Szczerze mówiąc, obawiałem się, że zabraknie go także w twojego autorstwa. Na szczęście "Dwustronne porachunki", "Więźniowie Ulro" i kilka innych rozdziałów pokazują tę stronę twórczości Miłosza. Ale popatrz na pomnik, który Miłoszowi zbudowali Polacy. Widzisz tam zawsze konsekwentnego, czasem radykalnego, często bardzo sarkastycznego, krytyka kapitalizmu? Widzisz tam milion drastycznych odniesień do Ameryki i Zachodu? Widzisz tam wołanie wprost o trzecią drogę, poza komunizmem i kapitalizmem?

Nie widzę, bo też myśl Miłosza zbytnio się rozmijała z naszymi narodowymi pragnieniami, mitami czy kompleksami. Jednak lewicowa krytyka kapitalizmu to chyba zbyt mało, by opowiedzieć Miłosza...

Oczywiście. Nawet "lewicowość" jako taka byłaby tu zbyt wąskim pojęciem. A jeśli przez "lewicowość" rozumieć to, co mieści się w zestawie dominujących polskich skojarzeń, to wręcz trzymałbym Miłosza od tego z daleka. Miłosz szybował bardzo wysoko. Walczył w imię człowieka o całą stawkę. Był krytykiem cywilizacji. Chciałbym tak rozumieć lewicowość. W "Krytyce" definiujemy ją jako prometejską próbę znalezienia odpowiedzi na pytanie, jak upodmiotowić człowieka wobec rozmaitych ubezwłasnowolnień: rynku, państwa, tradycji, kultury masowej, Kościoła. Czy możliwe jest zniesienie alienacji, czy ludzkość może sama nadać sens swojemu istnieniu po "śmierci Boga". Te pytania Miłosz stawiał wprost i wykonał nadludzki wysiłek, żeby wydobyć z ludzkiej kultury wszystko, co dawałoby nadzieję na satysfakcjonującą odpowiedź.

Rzeczywiście wierzysz, iż możliwy jest jakiś inny model cywilizacyjny? Ciekawi mnie to m.in. dlatego, że będąc przedstawicielem generacji niewiele starszej, mam raczej poczucie braku alternatywy, czy też faktu, iż inne rozwiązania byłyby gorsze. Gdy zaś rozmawiam z Tobą, albo np. z osobami ze środowiska krakowskiego Ha!artu, mam wrażenie, jakbym stykał się z młodymi żagarystami - przekonanymi, że demokracja i wolny rynek się nie sprawdzają i trzeba je zastąpić czymś innym...

To by znaczyło, że niektórzy z nas są kandydatami na Putramenta lub Jędrychowskiego. Ale w takim razie należy ich szukać raczej w pismach katolickich oraz na radykalniejszej lewicy [śmiech]. W każdym razie też irytują nas czasem dzisiejsze "Wiadomości Literackie", choć - chcąc nie chcąc - jesteśmy i tak zamknięci w jednej rodzinie, przynajmniej dla tych, co nas wszystkich mają za wrogów Polski... Po 11 listopada prawica zrobiła z nas, z "Krytyki Politycznej", bandytów. Rozmawiam ostatnio z pewnym współczesnym "Skamandrytą" i mówię: "Słuchaj, chyba nas już tak samo nienawidzą, jak was", na co odpowiedział: "Nie bądź megalomanem!" [śmiech].

A mówiąc poważnie, Miłosz to na pewno właściwa osoba do pobudzenia wyobraźni. To, że nie sposób dziś wymyślić innego modelu cywilizacyjnego, wcale nie znaczy, że żyjemy już w najlepszym albo jedynym możliwym. Inaczej Miłosz by się tak nie szarpał.

Czy Tobie, człowiekowi lewicy, nie przeszkadza mocno ­wyartykułowana postawa chrześcijańska Miłosza?

Bardziej mi przeszkadza to, że żyję w niemal zupełnie pogańskim społeczeństwie, które na domiar złego uchodzi za jedno z najbardziej religijnych. Chrześcijańskiego etosu i logosu mamy w Polsce tyle mniej więcej, ile czytelników "Tygodnika Powszechnego". I jeśli coś mi w tym przeszkadza, to raczej, że go tak mało, a nie tak dużo. A ponieważ każda lewicowość jest zbudowana na matrycy chrześcijańskiej, to może nawet powinniśmy życzyć sobie najpierw chrystianizacji Polski, by możliwe było w niej w końcu oświecenie?

Wcale nie postanowiłem cię zaskakiwać w tej rozmowie, ale muszę powiedzieć, że w pewnym sensie chrześcijaństwo Miłosza jest dla mnie najciekawszą stroną jego twórczości. W tym samym sensie jak chrześcijaństwo Dostojewskiego. Czyli przejście przez chyba wszystkie możliwe próby odnalezienia sensu życia dla człowieka wątpiącego w Boga. Zakończone u Miłosza spektakularną kapitulacją i odą, a następnie listem z prośbą o imprimatur do Jana Pawła II. To robi na mnie wielkie wrażenie. Autor, któremu ufam niemal bezgranicznie i który desperacko badał kulturę światową, posiadając niewiarygodny talent, pracowitość i wielki szmat czasu, na końcu wybiera poddanie się Kościołowi katolickiemu...

Miłosz napisał niegdyś o swoim krewnym, Oskarze: "mistycy katoliccy jak Oscar V. de L. Miłosz" mogą być "nauczycielami... nielicznych rewolucyjnych poetów". W środowisku, w którym przebywał, musiała to być odważna teza. Czy tak mocno odwołując się do tradycji chrześcijańskiej, nie masz obawy, że naruszasz pewien własny kod środowiskowy?

Raczej obecny - a może i stały - polski kontekst dla tego kodu. Mamy w Polsce dwie zinstytucjonalizowane w sferze publicznej tożsamości: narodowo-katolicką i sceptyczno-liberalną. Miłosz, podobnie jak Brzozowski, obie odrzucał wprost. Także dlatego, że obie odizolowane są od klasycznej oraz współczesnej myśli i wrażliwości religijnej. Nie uważam, by teraz katoliccy poeci mieli być nauczycielami rewolucyjnych mistyków, ale chciałbym, żeby w "Krytyce" wyzwaniem duchowym i intelektualnym obok Brzozowskiego i Miłosza stała się także tradycja religijna.

Sławomir Sierakowski (ur. 1979) jest działaczem politycznym i publicystą, założycielem i redaktorem naczelnym "Krytyki Politycznej", wydawcą (w ostatnich latach m.in. pism Stanisława Brzozowskiego), współtwórcą warszawskiego Centrum Nowy Wspaniały Świat.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]