W Sejmie jak zwykle

Święto demokracji trwało krótko - tyle tylko, ile trwa odśpiewanie Mazurka Dąbrowskiego. I wcześniej, i później nic nie wskazywało na to, że trwa inauguracyjne posiedzenie Sejmu VI kadencji. Nawet w czasie witania gości dały o sobie znać animozje polityczne. Prezydenta Kaczyńskiego nowo wybrani posłowie witali oklaskami na stojąco. Gdy witano Lecha Wałęsę, wstała już tylko część sali, a Jarosław Kaczyński demonstracyjnie siedział, wyraźnie niezadowolony z braw, którymi obdarzyli byłego prezydenta posłowie PiS. Prezydent z kamienną twarzą słuchał ślubowania Donalda Tuska, a oklaskami nagrodził ślubowanie własnego brata. Po tej demonstracji niechęci już wiadomo, że nowa koalicja nie ma co liczyć na neutralną choćby życzliwość głowy państwa, a opozycja nie tylko będzie twarda, jak mówił odchodzący właśnie premier, ale totalna. Najpełniej wyraził tę myśl nieodżałowany szef klubu PiS Marek Kuchciński, zachwalający kandydaturę Krzysztofa Putry na marszałka Sejmu. I Putra, i PiS mają być wyrazicielami ogólnonarodowej większości, która jest teraz w opozycji. A taka pozycja zobowiązuje do utrudniania życia zwycięzcom, jak się tylko da.
Czyta się kilka minut

Od dnia wyborów było jasne, że PiS niełatwo pogodzi się z porażką. Przegrana w kampanii wyzwoliła żądzę walki, by nie powiedzieć rewanżu. Na pierwszy ogień poszedł Bronisław Komorowski, którego kandydatura na marszałka Sejmu podziałała jak płachta na byka. Nie bez kozery przecież chciano Komorowskiego wezwać na przesłuchanie w sprawie wciąż tajnego raportu WSI, który podobno ma prezydent, a którego nikt podobno nie widział. Atmosfera więc gęstniała, co dało znany spektakl przerw, narad i, jak niektórzy mówią, targów. Bo Platforma też postanowiła przetestować świeżo nabytą większość, a równocześnie zemścić się na PiS-ie za odrzucenie dwa lata temu kandydatury Stefana Niesiołowskiego na wicemarszałka Senatu - teraz na cenzurowanym miał być Zbigniew Romaszewski, zgłoszony przez PiS kandydat na wiceszefa tej izby.

Być może inauguracja nowego Sejmu byłaby mniej nerwowa, gdyby nie wewnętrzne kłopoty PiS. Nie tylko smutek na twarzy Jolanty Szczypińskiej potwierdzał to, czemu oficjalnie starano się zaprzeczyć: na trzy godziny przed rozpoczęciem obrad Ludwik Dorn, Kazimierz Ujazdowski i Paweł Zalewski zrezygnowali z funkcji wiceprzewodniczących PiS. W kuluarach Zbigniew Ziobro nie ukrywał, że odpowiedzialnymi za wyborczą porażkę są słynni spin-doktorzy Michał Kamiński i Adam Bielan. Oficjalnie zapewniano, że rozpadu nie ma. Nieoficjalnie przywództwo Jarosława Kaczyńskiego może nie wisi na włosku, ale jest kwestionowane - rzecz do tej pory nie do pomyślenia. Trudno więc się dziwić zdenerwowaniu liderów, których dotąd słuchano bez szemrania.

Sejm VI kadencji rozpoczął prace od przerw i pogłosek o wyciąganiu haków. Można mieć tylko nadzieję, powołując się na złotą maksymę byłego premiera, że nie jest ważne, jak się zaczyna, ale jak się kończy. Początek nie skłania do optymizmu. Zamiast merytorycznej pracy będzie polityczny ping-pong.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 45/2007