Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

W naszej gminie

W naszej gminie

25.03.2014
Czyta się kilka minut
Tomasz Róg, historyk z Cieszanowa: W naszej gminie ginęli niewinni Polacy i Ukraińcy. Dziś polska społeczność nie protestuje przeciw upamiętnianiu ukraińskich cywilów. Krytyka pojawia się, gdy jako ofiary figurują ludzie odpowiedzialni za zbrodnie.
Negocjacje w Lublińcu. Przy stole pierwszy od lewej Łopatynśkyj, obok Martyniuk (obaj tyłem), naprzeciw w białym płaszczu Gołębiewski. Mężczyzna obok, który uderza palcami w blat stołu, to kapitan Stanisław Książek „Rota”. 21 maja 1945 r. Zdjęcie z archiwum Stanisława Książka / ZBIORY MARIUSZA ZAJĄCZKOWSKIEGO
E

ELIZA LESZCZYŃSKA-PIENIAK: Dlaczego wiosną 1944 r. UPA zniszczyła wieś Rudka koło Cieszanowa?
TOMASZ RÓG: Chodziło o „oczyszczenie” tego terenu z ludności polskiej. We wsi mieszkała tylko jedna rodzina żydowska (zginęła prawdopodobnie podczas likwidacji getta w Lubaczowie) i jedna ukraińska. Była to więc wyjątkowa miejscowość na tym obszarze, bo prawie w stu procentach zamieszkana przez Polaków.
Po Rudce przyszła kolej na Cieszanów.
W mieście zebrało się wielu uciekinierów z okolicy. Na wieść o spaleniu Rudki, ludzie z Chotylubia i innych wsi porzucili gospodarstwa i szukali schronienia w Cieszanowie. Jednak miejscowa placówka AK, dowodzona przez ppor. Franciszka Szajowskiego „Kruka”, miała słabe uzbrojenie i mało żołnierzy. Nie była w stanie zapewnić bezpieczeństwa zgromadzonej ludności polskiej. Doszło do kolejnych ataków nacjonalistów ukraińskich na Polaków z Cieszanowa i okolicy, podczas których zginęło co najmniej 27 osób. Dlatego 2 maja 1944 r. pod osłoną oddziałów AK z Cieszanowa, Lubaczowa i Tomaszowa Lubelskiego przeprowadzono ludność na tereny kontrolowane przez Polaków, czyli w okolice Narola. Ewakuacja odbywała się przez obszar opanowany przez Ukraińców. O jej powodzeniu zdecydował fakt, że była utrzymana w ścisłej tajemnicy. 2 maja nie wypuszczano miejscowych Ukraińców z miasta, żeby nie mogli przekazać informacji o planowanej akcji.
Jednak, choć z miasta ewakuowano ponad tysiąc osób, UPA spaliła Cieszanów.
Oddział UPA Iwana Szpontaka „Zalizniaka”, wspierany przez Oddziały Obrony Kuszcza [placówki terenowe – red.] z Nowego Sioła oraz Lublińca Nowego i Starego, wkroczył do Cieszanowa w nocy 3 maja 1944 r. Napastnicy podpalili polskie domy. Zabudowa miasta spłonęła w 90 procentach. Polaków, którzy dzień wcześniej nie chcieli opuścić swoich domów, zabito. To byli przeważnie ludzie starsi; tłumaczyli, że nie mają z Ukraińcami zatargów, nic im nie zrobili. UPA potraktowała ich okrutnie, były przypadki spalenia żywcem. Dwa dni później oddział UPA wrócił, by zabić tych, co ocaleli. Zginęło łącznie 45 osób.
Jak Polacy odpowiadali, były akty zemsty?
Akty zemsty na szerszą skalę zdarzały się przeważnie w okresie późniejszym. Największa akcja odwetowa AK na tym terenie – jej okoliczności nie udało się w pełni wyjaśnić do dzisiaj – miała związek z zaginięciem 9 października 1944 r. trzech polskich gajowych z Rudy Różanieckiej, wykonujących obchód lasu w pobliżu Lublińca Nowego. Podejrzenie padło na UPA. Był to okres likwidowania przez banderowców pracowników leśnych, którzy stanowili zagrożenie dla ich oddziałów kryjących się w lasach. Funkcjonariusze z posterunków MO z Płazowa, Cieszanowa i Rudy Różanieckiej (zresztą wszyscy należący do AK, która kontrolowała wtedy miejscową milicję) wzięli 33 zakładników z Lublińca Nowego i Starego. Postawili Ukraińcom ultimatum: jeśli gajowi nie wrócą, zakładnicy zostaną rozstrzelani. Akcją dowodził akowiec Bolesław Wesołowski „Grot”, który nie był milicjantem. Miał on osobiste powody do odwetu. W czasie ataku na Cieszanów banderowcy spalili żywcem jego ojca. Gajowi nie wrócili, zakładników rozstrzelano w pobliżu Rudy Różanieckiej. Do dziś nie wiadomo, gdzie są pochowani. Po śledztwie IPN w Rudzie Różanieckiej zapadła na ten temat zmowa milczenia.
Czyli zginęli ludzie niewinni?
Zdarzało się, że ginęli niewinni. Tak było również 29 kwietnia 1944 r. podczas próby zabicia Waniurskiego, czołowego działacza ukraińskiego. Grupa likwidacyjna AK dowiedziała się, że będzie wracał z Cieszanowa do Lubaczowa furmanką. Niestety, prócz niego jechał jeszcze ukraiński adwokat Pantelejmon Babiak i Polka Maria Bajorska, właścicielka apteki w Cieszanowie. Gdy był najdogodniejszy moment do ostrzału, furmanki chwyciła się rowerzystka, jak się okazało, dziewczyna jednego z akowców uczestniczących w zasadzce. Gdy wreszcie puściła wóz i odjechała, kąt ostrzału był już niekorzystny. Zginęli woźnica, adwokat i Bajorska, Waniurski uciekł. Ale to nie był koniec tragicznych wydarzeń. Następnego dnia zastrzelono omyłkowo członka miejscowej placówki AK. Akowcy spoza Cieszanowa mieli wykonać wyrok na ukraińskim działaczu nacjonalistycznym, ale nie wiedzieli, jak wygląda. Spotkali wracającego z pogrzebu Bajorskiej kaprala Szymona Zuchowskiego. Zapytali go o coś po ukraińsku, a on przekonany, że to Ukraińcy, odpowiedział w tym języku. Wtedy go zastrzelili.
Nie spytali o dokumenty?
Atmosfera w Cieszanowie była wówczas bardzo napięta. Wypadki toczyły się błyskawicznie. Takie, niestety, były czasy.
Jak relacje polsko-ukraińskie wyglądają tu dziś? Czy Polacy protestują wobec ukraińskich upamiętnień?
Jeśli chodzi o gminę Cieszanów i w ogóle powiat lubaczowski, relacje między Polakami a Ukraińcami układają się dobrze. To teren przygraniczny, rozwija się współpraca kulturalna i gospodarcza. Nikt z lokalnej społeczności nie protestuje przeciw upamiętnianiu ukraińskiej ludności cywilnej. Głosy krytyczne pojawiają się wówczas, gdy na tablicach w kategorii ofiar figurują członkowie OUN-UPA, a tak zdarzyło się w Gorajcu. 6 kwietnia 1945 r. żołnierze z komunistycznego 2. Samodzielnego Batalionu Wojsk Wewnętrznych (potem to było KBW) dokonali pacyfikacji tej wsi; zginęło wielu Ukraińców, głównie cywilów. Wedle różnych źródeł: od 139 do 155 osób, w tym kobiety i dzieci.
Pomnik pomordowanych gorajczan odsłonięto w 2010 r. Niestety, obok tragicznie zmarłych Ukraińców z Gorajca są też nazwiska tych, którzy mordowali ludność polską z okolicznych wsi. Pomnik stoi na dawnym cmentarzu greckokatolickim położonym w lasku, gdzie wiosną 1944 r. upowcy zamordowali kilkudziesięciu Polaków z Gorajca i okolicy. Część ciał ekshumowano jesienią 1944 i przeniesiono na cmentarz, ale jest prawdopodobne, że inne nieodkryte zwłoki leżą tam do tej pory. Nie spoczywają w grobach, a ich oprawcy mają pomnik.
Jeden z mieszkańców sąsiedniej wsi Dąbrówka, Władysław Zaborniak, zwrócił uwagę, że wśród upamiętnionych jest Adrian Łebedowycz, który był sprawcą śmierci jego brata. Pisał w tej sprawie do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Został też upamiętniony proboszcz greckokatolickiej parafii w Żukowie Myron Kołtuniuk, wyrokiem Wojskowego Sądu Specjalnego skazany na karę śmierci za działalność antypolską. Na podstawie dostępnych źródeł ustaliłem, że na tablicach upamiętniających mieszkańców Gorajca narodowości ukraińskiej jest kilkunastu członków ukraińskiego nacjonalistycznego podziemia. Trudno dziwić się miejscowej ludności, że nie chce akceptować takiej sytuacji. Ale nie są to reakcje gwałtowne, pomnik nie został zniszczony. Ludzie aprobują upamiętnienie, ale nie zgadzają się na to, by nazwiska oprawców wymieniano obok rzeczywistych ofiar.

TOMASZ RÓG (ur. 1980 r.) jest historykiem z Cieszanowa, badaczem dziejów polsko-ukraińskich w tym regionie, autorem książek m.in.: „...i zostanie tylko pustynia. Osobowy wykaz ofiar konfliktu ukraińsko-polskiego 1939–1948. Gmina Cieszanów, powiat Lubaczów” (IPN 2011), „Zarys dziejów Dachnowa do 1947 roku” (Cieszanów 2012). Redaktor rocznika „Cieszanowskie Zeszyty Regionalne”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]