Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Urośnie czy oklapnie?

Urośnie czy oklapnie?

13.04.2011
Czyta się kilka minut
Autorzy książek dla młodych stanowią niewielką i zaprzyjaźnioną partię kanapową. Kto ma debiut za sobą i respektuje prostą, a niepisaną zasadę: "nie udzielamy zawodowych rad kolegom", może liczyć na akces.
A

Autorzy książek dla młodych stanowią niewielką i zaprzyjaźnioną partię kanapową. Kto ma debiut za sobą i respektuje prostą, a niepisaną zasadę: "nie udzielamy zawodowych rad kolegom", może liczyć na akces. Każde targi i duże czytelnicze imprezy są pretekstem do spotkań tej zdziecinniałej kliki, na którą "dorośli" pisarze patrzą z pobłażaniem.

Nowe nazwiska w tym gronie pojawiają się rzadko i zwykle za sprawą branżowych konkursów - jak dotąd, nie ma w Polsce lepszej drogi do czytelnika. Ciekawe debiuty natychmiast stają się przedmiotem plotek i rusza nieformalna giełda: urośnie czy oklapnie? Jedno wyróżnienie w konkursie literackim bywa fuksem, ale dwa - to już nie przypadek. Zwłaszcza że składy jurorskie różne, a pisarze do konkursów przystępują incognito, ukryci pod godłem.

Konkurs literacki im. Astrid Lindgren zakończył swoją drugą edycję. Jakkolwiek znacznie skromniejszy od szwedzkiego krewnego pod tą samą nazwą (ALMA - Astrid Lindgren Memorial Award, w którym nagroda wynosi, bagatela, pięć milionów koron!!!), to przecież ogromna liczba nadesłanych prac i niekwestionowany autorytet przewodniczącej jury, profesor Joanny Papuzińskiej, czynią z niego prawdziwe wydarzenie. Trochę trwało, zanim w księgarniach ukazały się drukiem tytuły będące plonem konkursu. O dwóch z nich (spośród nagrodzonych dziewięciu) będzie tu mowa.

W dniu ogłoszenia werdyktu giełda plotkarska ożywa. W wyścigu, obok debiutantów, biorą udział niemal wszyscy popularni pisarze dla młodzieży. Bywa, że daremnie szukają swoich nazwisk wśród nagrodzonych. Ta "ślepa próba" rozpala emocje. Podobnej lekcji pokory doświadczył niegdyś A.A. Milne, autor "Kubusia Puchatka". Zmęczony "kubusiową" sławą, pod pseudonimem zaczął rozsyłać swoje opowiadania do wydawców i... raz po raz dostawał kosza.

Bullerbyn na opak

Prawdziwym wydarzeniem tegorocznego konkursu im. Astrid Lindgren był "Czarny młyn" Marcina Szczygielskiego - thriller prowincjonalny dla młodzieży, zdobywca Grand Prix. Chwilę później autor odebrał kolejną nagrodę: jego powieść "Omega" została wybrana Książką Roku przez Sekcję Polską IBBY - International Board on Books for Young People. A zatem o fuksie nie może być mowy - dwa różne grona jurorskie doceniły potencjał debiutanta, zdobył laury w dwóch najbardziej prestiżowych konkursach "młodzieżowej" branży literackiej.

"Omega" to książka o dziewczynce--odludku, uwięzionej w grze komputerowej. Fabuła zdradza wielką pomysłowość autora. Na sześciuset stronach (!) Szczygielski stworzył niezwykły koktail, zmieszał wszystko ze wszystkim: nowoczesne gadżety hi-tech, wilkołaki, mitologię, wampiry, powstańców warszawskich, popkulturowe ikony, komunistycznych generałów i antyczne mity... Inteligentnie żonglując konwencjami, nawiązuje bezustannie do naszej społecznej rzeczywistości. Jakkolwiek książka mnie znużyła (skróty bardzo pożądane), to przecież od pierwszej linijki było jasne, że mamy do czynienia z arcyoryginalnym, świeżym i bystrym piórem.

O ile "Omega" była popisem fabularnej ekwilibrystyki, o tyle "Czarny młyn" to dobrze skonstruowana, przygodowa fabuła z wiarygodnymi portretami dziecięcych bohaterów. Akcja rozgrywa się w osobliwym "trójkącie bermudzkim" - w wiosce Młyny, odciętej od świata autostradą, moczarami i elektryczną trakcją przesyłową. W sąsiedztwie monotonnie buczącej linii wysokiego napięcia tracą zasięg komórki i śnieżą telewizory. Od czasu pożaru w pobliskim kombinacie wieś się wyludniła i tylko zrujnowane gospodarstwa świadczą o tym, że niegdyś było inaczej. Zwierzęta się tu "nie udają", a na drzewach dojrzewają kwaśne owoce. Nie rodzą się też dzieci. W całej wsi zostało ich raptem sześcioro, w tym Iwo - jedenastoletni narrator i jego młodsza, niepełnosprawna siostra Mela, obdarzona niezwykłą intuicją.

Pewnego lipcowego dnia, kiedy dzieci wylegują się w słońcu na poboczu autostrady, niepokojący hałas dobiega od strony spalonego młyna. Za siatką opustoszałego kombinatu-widma dzieje się coś niedobrego. Ułomna Mela wypowiada zdanie, które okaże się osobliwym proroctwem. Odtąd wypadki potoczą się szybko. Dorośli zawodzą, bezradni wobec tajemniczych zmian. Tylko dzieci zgadują, że przyczyna kolejnych katastrof tkwi we młynie. Niechodząca, prawie niema Mela niekiedy wypowiada zdania na pozór bez związku. Dzieci szybko dopatrują się w tych dziwnych komunikatach ułomnej ośmiolatki pomocnych wskazówek.

Marcin Szczygielski świetnie różnicuje charaktery dzieci: Mela jest tajemnicza i pogodna, Natalia afektowana, Iwo odpowiedzialny i melancholijny, Justyna bezceremonialna... Najlepszy portret to jednak babka chłopca - zołzowata i twarda jak zelówka. W nieszczęściu babka chwyta się kurczowo oswojonych domowych obowiązków, niczym kuchenny cyborg z blaszanym sercem. W chwili próby - prawdziwa heroina, napędzana zimną furią.

Jak to zwykle z książkami sensacyjnymi bywa - rozwiązanie zagadki okaże się mniej emocjonujące niż sama tajemnica i narastająca groza, ale "Czarny młyn" czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem, bo obok wątku fantasy zawiera dobrze znane obrazy prowincji, wiejskiego obyczaju, biedy i sąsiedzkich waśni. "Dzieci z Bullerbyn" na opak: nastolatki rosnące w przyjacielskiej paczce, lojalne i pomocne, tyle że nie w sielskim krajobrazie umieszczone, a w "bermudzkim trójkącie", gdzie znika się po cichu i bez śladu.

Polska Pippi

Pierwszą nagrodę w konkursie Astrid Lindgren otrzymała Katarzyna Ryrych za "Wyspę mojej siostry". Pisarka dała się wcześniej zauważyć jako autorka "Siedmiu sowich piór" - książki na pograniczu realizmu i fantasy, której bohaterem jest chłopiec na szpitalnym oddziale dziecięcym "trudnych przypadków" onkologicznych. Autorka zrobiła użytek z własnych doświadczeń wolontariuszki na takim oddziale.

"Wyspa mojej siostry" nie odwołuje się do magii. Książka jest opowieścią najpierw dziecka, potem nastolatki - Marysi (Mysi). Jej starsza siostra, zwana Pippi, chociaż wielka i silna, nie radzi sobie ze szkołą i czytaniem. Mówi bełkotliwie i nie rozumie metafor. W obronie Marysi uderza na oślep. Nie umie zapiąć guzików, ale zręcznie szatkuje warzywa na przezroczyste plasterki. Pippi łączy w sobie cechy osoby z zespołem Downa i "sawanta" - jest upośledzona i genialna zarazem. Autorka książki nie wchodzi w medyczne szczegóły - jej ruda bohaterka jest raczej transpozycją Pippi Pończoszanki, dziwnego dziecka, które potrafi unieść konia jak piórko i żadnej reguły nie przyjmuje na wiarę.

W książce jest dowcip i czułość. Bez rzewnej słodyczy, z tą samą swobodą, z jaką portretowała małych pacjentów onkologicznych, Katarzyna Ryrych opisuje niezwykłą miłość siostrzaną, gdzie młodsza siostra i starsza stale zamieniają się rolami. Silna Pippi bywa bezbronna, mała Mysia dorośleje u boku "dziwnej", rudej opiekunki. Jest i chłopak, pierwsza miłość i niezawodna przyjaźń. A wszystko napisane prosto i bezpretensjonalnie. Optymistyczna i mądra, przesycona empatią i uważną wrażliwością - taka jest ta książka.

Zachary i Alfi

I wreszcie, już bez związku z konkursem Astrid Lindgren, trzecia rekomendacja. Na powieści Barbary Ciwoniuk czekam niecierpliwie - trzykrotnie wyróżniana i nominowana przez IBBY, nie zdobyła dotąd tytułu Książki Roku. Jest na mojej liście pisarek szczególnie cenionych. "Własny pokój" to pierwsza część cyklu dla nastolatków. Bohaterami są chłopcy - pożądana tendencja, jako że chłopców w literaturze deficyt.

Czternastoletni Zachary jest gimnazjalistą. Wychowuje go mama. Ojciec-pracoholik odszedł i rzadko widuje syna - nie znajduje czasu nawet dla swojej "narzeczonej", dla której rozstał się z żoną. Zach trafia do nowej szkoły. Nie jest tu bezpiecznie, czego chłopak doświadcza już w pierwszych tygodniach nauki. Stając w obronie dręczonego kolegi, naraża się szkolnym zakapiorom. Przed nieuchronnym laniem obroni go nieznany wybawiciel, Alfi, na oko nie mniej niebezpieczny od napastników. Poczucie wdzięczności za pomoc każe Zacharemu w rewanżu osłonić nieznajomego, kiedy przyłapany zostanie na kradzieży. Odtąd dwaj chłopcy - przykładny jedynak i drugoroczny łobuz Alfi - zbliżają się. Nawiązuje się przyjaźń. Dom rodzinny Alfiego okazuje się być prawdziwym piekłem. Im więcej Zach dowiaduje się o przyjacielu, tym bardziej poczuwa się do pomocy. Sprawy skomplikują się, aż po kryminalny incydent. Obaj chłopcy, na rożne sposoby pozostawieni sami sobie, muszą sprostać sytuacji.

Barbara Ciwoniuk jak zawsze potrafi dobrze oddać uczucia i niedostatki dzieciaków przedwcześnie dorosłych, ze środowisk patologicznych, ubogich, zagrożonych. Jej książki dają nadzieję (czasami naiwną), że wszystko zmierza ku lepszemu, a odmiana losu zależy także od osobistych wyborów tych najsłabszych, pokrzywdzonych przez los. Zachary i Alfi budzą sympatię. Są podobni, dobrzy - każdy na swój sposób - choć ich zaplecze i środowisko są skrajnie różne.

Czekam na tom drugi cyklu: tym razem o Jacku - dręczonym klasowym grubasie, który odszedł ze szkoły po dotkliwym pobiciu, niegdyś koledze Zacharego.

Marcin Szczygielski, Czarny młyn, Warszawa 2011, Wydawnictwo, Piotra Marciszuka, Stentor, seria Kora;

Katarzyna Ryrych, Wyspa mojej siostry, Warszawa 2011, Wydawnictwo, Piotra Marciszuka Stentor, seria Kora;

Barbara Ciwoniuk, Własny pokój, Kraków 2011, Wydawnictwo Znak

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]