Po fiasku referendum w Irlandii w sprawie traktatu z Lizbony i rosyjskiej lekcji Realpolitik w Gruzji widmo gospodarczej recesji staje się dla niego ostatnią szansą na udowodnienie własnego przywództwa w Unii. Sęk w tym, że do kończącego je szczytu w grudniu nie ma dużo czasu. Sarkozy nie byłby jednak sobą, gdyby nie spojrzał na ten problem jak na wyzwanie. Stąd pomysł, aby po 1 stycznia Francja nadal przewodniczyła obradom tzw. EURO-grupy, składającej się z 15 państw należących do strefy euro.
Z formalnego punktu widzenia taki scenariusz nie jest niemożliwy. W praktyce oznaczałby jednak zepchnięcie w cień prezydencji Czech i Szwecji w 2009 r., czyli pogłębianie rywalizacji w Unii. Tymczasem w tle obecnego kryzysu już widać postępującą marginalizację Komisji Europejskiej. Ta strażniczka wspólnego rynku jedynie przygląda się działaniom poszczególnych państw, które na własną rękę i bez czekania na jej zgodę nacjonalizują banki (Wlk. Brytania) czy podwyższają rządowe gwarancje depozytów (Niemcy).
Takie samodzielne, niejako narodowe reakcje członków Unii na wspólny przecież problem dają dużo do myślenia o przyszłości integracji europejskiej, która - utraciwszy dynamikę w obszarze polityki - flirtuje dziś z ideą renacjonalizacji w gospodarce. Na tym tle pomysł Sarkozy’ego bardziej ilustruje problem, niż go stwarza.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















