Uncle Tupelo: "Anodyne"

Amerykańska muzyka folk-rockowa w Polsce nigdy nie cieszyła się specjalnymi względami ani u radiowców, ani u słuchaczy. Podstawowa wiedza na jej temat ogranicza się zazwyczaj do kilku płyt Dylana i The Byrds.
Czyta się kilka minut

Rzadko kto zdaje sobie sprawę, że młoda scena folk-rockowa - lub alternative country, jak też bywa nazywana - to jedna z najprężniej rozwijających się scen muzycznych w Stanach. A przede wszystkim posiada legendy, które nie ograniczają się tylko do Dylana, Byrdsów czy Parsonsa. Jedną z takich legend jest właśnie Uncle Tupelo, zespół, od którego powstania (1989 r.) bierze swój początek współczesna scena alternative country. “Anodyne" to ich ostatni album, oryginalnie wydany w 1994 roku, to uwieńczenie ich kariery, artystyczne opus magnum. Tegoroczny remaster poszerzony jest o pięć nagrań, wcześniej opublikowanych na promocyjnej, dostępnej tylko w Stanach, epce “The Long Cut". Uncle Tupelo bywało określane przez prasę Beatlesami country-rocka. Powody takiej etykiety są dwa. Po pierwsze: Uncle Tupelo podobnie jak Beatlesi na swoich albumach nigdy nie ograniczało się do jednej stylistyki. Na “Anodyne" tradycyjne country miesza się z hard rockiem, by momentami wpaść niemal w punk rockowe rejestry. Po drugie: Uncle Tupelo podobnie jak Beatlesi było zespołem dwóch osobowości - Jeffa Tweedy’ego i Jaya Farrara. Niemożność ich pogodzenia w efekcie końcowym doprowadziła do rozpadu grupy. “Anodyne" to jeden z tych nielicznych albumów w historii rocka, którego słuchając stajemy się równocześnie niemymi świadkami wewnętrznego konfliktu w grupie. Z piosenki na piosenkę poznajemy stanowisko względem siebie liderów, niemal namacalną nienawiść, jaką do siebie czują. Jednak o dziwo te niezdrowe emocje wpływają znakomicie na kompozycje. “Anodyne" to dwanaście urzekających pieśni o rozstaniu, utracie motywacji do życia i miłości - “No Sense In Lovin’", “The Long Cut". Ale także po poszukiwaniu miejsca na świecie, gdzie można zacząć od nowa, z czystym kontem - “New Madrid". Jeden z tych albumów, o których zwykliśmy mawiać - epokowy. Choć u nas w kraju niemal niezauważony.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2003