„Ukryty motyw” już w kinach – ten film warto zobaczyć

Nowy film Gustava Möllera to kliniczne studium władzy i munduru. Blisko mu jednak do intymnego kina zemsty, rozgrywanego niespiesznie i po cichu.
Czyta się kilka minut
Sidse Babett Knudsen i Sebastian Bull w filmie "Ukryty motyw", reż. Gustav Möller, 2024 r. // materiały prasowe Gutek Film
Sidse Babett Knudsen i Sebastian Bull w filmie "Ukryty motyw", reż. Gustav Möller, 2024 r. // materiały prasowe Gutek Film

Czasami diabeł tkwi w tytułach. Bo oryginalny, duński „Vogter” idzie w dosłowność i zapowiada, że w centrum filmowej uwagi znajduje się więzienny nadzór, co w istocie ma miejsce. Angielskie tłumaczenie, „Sons”, mocno spoileruje – nawet jeśli szybko zaczynamy się domyślać, dlaczegóż to strażniczka Eva (gra ją wyśmienita Sidse Babett Knudsen) z taką zajadłością prześladuje nowego więźnia, który wiekowo mógłby być jej synem. Dla odmiany polski wariant tytułu, czyli „Ukryty motyw”, zapowiada trudną do rozszyfrowania tajemnicę. Tymczasem wcale nie na tym skupiają się scenarzyści filmu, czyli Emil Nygaard Albertsen i, będący także reżyserem tego filmu, Gustav Möller. 

Eva jest samotnie żyjącą kobietą, która obraca się w zmaskulinizowanym świecie. Pracuje w zakładzie karnym dla mężczyzn oraz wyłącznie z mężczyznami. Jej domowego życia nigdy nie zobaczymy, jakby praca była dla niej całym światem. Poznajemy ją jako osobę solidną (nie mylić z zimną służbistką) i pomocną (chętnie bierze nocne zmiany, prowadzi zajęcia relaksacyjne dla osadzonych, dba o ich edukację). Kiedy jednak na sąsiedni oddział o zaostrzonym rygorze trafia młody, nabuzowany agresją Mikkel (Sebastian Bull), jej nieprzenikniona twarz zacina się w nerwowym grymasie.

Niewiele myśląc strażniczka załatwia sobie przenosiny tam, dokąd raczej nikt nie chciałby trafić z własnej woli i w jakiejkolwiek roli. Od początku Eva ma obsesję na punkcie chłopaka. Obserwuje go przez więzienne okno, za pomocą inwigilujących kamer, przez wizjer w celi, plądruje w zdeponowanych rzeczach… To zazwyczaj najlepsze momenty w tego rodzaju filmach, gdy jeszcze możemy śmiało pofantazjować, co takiego mogło się kiedyś wydarzyć między dwójką bohaterów. I dlaczego kobieta chce być tak blisko więźnia o numerze M017, z wyjątkowo zakapiorską przeszłością. Oraz skąd się wziął gniew ukryty również w jej ciele.  

W tym przypadku nie wystarczą badania profesora Zimbardo, którego słynne eksperymenty przyniosły ponurą diagnozę natury ludzkiej, zdolnej do szczególnego okrucieństwa w warunkach więziennej zależności. „Ukryty motyw” przynosi zrazu kliniczne wręcz studium władzy i munduru, ale bliżej mu do intymnego kina zemsty, rozgrywanego niespiesznie i po cichu, w warunkach podwójnie klaustrofobicznych. 

Już w „Winnych” stał się Möller specjalistą od dusznej ekranowej kameralistyki. Po mistrzowsku zainscenizował i skondensował kilka godzin z życia ratunkowego dyspozytora, który dostaje telefon od porwanej kobiety i próbuje zdalnie zarządzać kryzysem, sam wpadając po drodze w pułapkę. Ów debiut był przykładem maksymalnie kreatywnego minimalizmu i „Ukryty motyw” najwyraźniej próbuje powtórzyć tamten sukces – choćby w zredukowanej i wyizolowanej czasoprzestrzeni czy w warstwie dźwiękowej (te wszystkie więzienne zgrzyty, kroki, pogłosy zaiste robią atmosferę). Tym razem mogło więc zadziałać tak zwane „przekleństwo drugiego filmu” i nie tylko pod względem wygórowanych oczekiwań widowni. 

Zwłaszcza że znowu krążą twórcy wokół tematu winy. Eva próbuje Mikkela za coś ukarać, osaczyć go, zamienić w piekło jego odsiadkę, jakby szesnastoletni wyrok był niewspółmierny wobec popełnionej niegdyś zbrodni. Ona zresztą także bywa tu obiektem nadzoru, aczkolwiek jej uprzywilejowana pozycja polega również na tym, że łatwiej przymknąć oko, gdy to funkcjonariuszka drastycznie łamie regulamin. A umundurowanym kłamstwom łatwiej uwierzyć. Przychodzi jednak moment, kiedy sytuacja wymyka się Evie spod kontroli i wyznaczone na początku role zaczynają się odwracać.

Bohaterowie podejmują wówczas morderczą próbę sił, która w szlachetnych rękach Jeana-Pierre’a i Luca Dardenne’ów nabrałaby zapewne mocy gorzkiego moralitetu z próbą ocalenia, a u Michaela Hanekego byłaby perwersyjną grą, również z widzem. U Möllera zmienna dynamika skrywanych emocji i manifestowanej przewagi jedynie do pewnego momentu ma domyślny wektor.

Oglądamy rozmaite odcienie i wcielenia winy. Bywa ona tak mocno uwikłana w rozmaite mechanizmy – transakcyjne, manipulacyjne, odwetowe czy zwykły strach – że trudno wskazać jej czystą postać i wziąć za siebie pełną odpowiedzialność, nie mówiąc o szczerej woli odkupienia krzywd. A może, podążając za wygodnym stereotypem, winne są po prostu matki, zawsze odpowiedzialne za własną bezradność? Jeśli nawet brzmi to niczym interpretacyjny wytrych, najwyraźniej coś poszło nie tak dużo wcześniej, poza więziennym kadrem.  

W jednej ze scen Eva, przygnieciona ciężarem własnej winy, rozmawia z kapelanem o tym, co wydarzyło się w jej życiu i w jakich okolicznościach zaistniał w nim Mikkel. Późniejsze spotkanie z jego matką sugeruje poniekąd lustrzane odbicie dawnej sytuacji Evy. Film ma jednak podejrzliwy stosunek do uproszczonych porównań, czarno-białych antagonizmów, uzdrawiających recept, pięknych naprawczych gestów. Za to dużo wokół przemilczeń i kłamstw.

Jeśli czegoś w tym filmie, kręconym zresztą w autentycznym kopenhaskim więzieniu, ewidentnie zabrakło, to uwiarygodnienia sytuacji Evy i Mikkela w specyficznych warunkach zakładu karnego. Nie zmienia to faktu, że opowieść, która wielokrotnie próbuje pójść na więzienne skróty (trudno uwierzyć, że aż tyle udało się bohaterce poukrywać przed załogą i przełożonymi), ciekawie komplikuje ludzką stronę tej relacji. 

Chwilami można mieć wrażenie uczestnictwa w sytuacji za bardzo wypreparowanej. Z niemych napięć i nagłych emocjonalnych tąpnięć stworzył Möller coś na kształt psychologicznego laboratorium, w którym przeprowadza się eksperymenty na ludziach dożywotnio na coś „skazanych”, niezależnie od zmieniających się okoliczności. Nie ma w tym na szczęście wyrachowanego okrucieństwa, duńscy aktorzy zaś wypełniają tę zamkniętą przestrzeń czymś bardzo żywym.

Stąd „Ukryty motyw” wyróżnia się na tle standardowych dramatów więziennych. Nie wytacza ciężkich armat przeciw duńskiemu systemowi penitencjarnemu, nie szuka w zakratowanym i nafaszerowanym kamerami mikrokosmosie społecznych metafor, odrzuca też naiwną wiarę w możliwości resocjalizacji. Woli penetrować szare strefy między sprawiedliwością a sumieniem, pomiędzy ślepą desperacją i resztkami zdrowego instynktu. Szuka suspensu w emocjach niewpisanych w prostą mechanikę, często zaskakujących i niełatwych do nazwania. 

„UKRYTY MOTYW” („Vogter”) – reż. Gustav Möller. Prod. Dania/Szwecja 2024. Dystryb. Gutek Film. W kinach od 16 maja. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Nadzorować i kłamać