Ukraina: rozejm po negocjacjach pokojowych w Mińsku jest dziurawy i tymczasowy

Miesięczna eskalacja walk w Donbasie wystarczyła, aby UE zaczęła pośpiesznie szukać porozumienia z Putinem.
Czyta się kilka minut
Ukraińscy żołnierze podczas postoju w drodze do Debalcewe, 14 lutego 2015 r. / Fot. Volodymyr Shuvayev / AFP / EAST NEWS
Ukraińscy żołnierze podczas postoju w drodze do Debalcewe, 14 lutego 2015 r. / Fot. Volodymyr Shuvayev / AFP / EAST NEWS

Kanclerz Merkel, która wcześniej kategorycznie opowiadała się za wypełnieniem wrześniowych (niekorzystnych dla Rosji) porozumień mińskich, zabrała prezydenta Francji i znów pojechała negocjować. Najpierw do Kijowa, potem do Moskwy, aby wreszcie podpisać nowy dokument w Mińsku. Wszystko dlatego, że prezydentowi Rosji udało się skutecznie zastraszyć liderów UE. Lęk przed wojną w Europie jest wielki i Rosjanie potrafią to wykorzystać.

Choć w trakcie negocjacji prasa europejska pełna była analogii historycznych, to Mińsk nie stał się nowym Monachium czy Jałtą. Prezydentowi Poroszence udało się wynegocjować maksimum tego, co mógł, w tym zawieszenie broni, wycofanie ciężkiego sprzętu, wymianę jeńców, rozszerzenie uprawnień Donbasu bez słowa „autonomia” oraz przeprowadzenie wyborów w regionie. Uniknął ustępstw o charakterze strategicznym (federalizacja państwa, rezygnacja z integracji ze strukturami zachodnimi), ale nie udało mu się uzyskać gwarancji odzyskania kontroli nad 400-kilometrowym odcinkiem granicy z Rosją. A bez tego nie ma co liczyć na zakończenie konfliktu.

Najważniejsze jest jednak to, że chyba nikt nie wierzy, iż wynegocjowane porozumienie doprowadzi do stabilizacji. I słusznie: putinowska Rosja nie zna przecież pojęcia kompromis. Szczególnie gdy chodzi o sprawy najważniejsze (Ukrainę) i gdy ma do czynienia z przeciwnikiem, którego słabości i podziałów grzech byłoby nie wykorzystać (UE). Nie po to Kreml sprowokował wojnę, aby zadowolił go kawałek papieru niedający tego, do czego usilnie dąży – kontroli nad Ukrainą. Putin nie kłamie, kiedy mówi, że chce, aby Donbas pozostał w państwie ukraińskim. Ważne są jednak szczegóły. A te zakładają narzucenie Kijowowi rozwiązań zaprojektowanych w Moskwie, których ceną jest ukraińska suwerenność. Dopóki cel ten nie zostanie osiągnięty, demolowanie Ukrainy będzie trwać.

Rosyjskie poczucie bezkarności zwiększa zachodnia pobłażliwość. Zaufanie do Putina spadło do zera, ale mimo to UE nie może zdecydować się na adekwatną odpowiedź. W wielu unijnych stolicach panuje zadziwiające przekonanie o potrzebie „strategicznej cierpliwości” w podejściu do Rosji oraz o tym, że bez niej nie można zbudować bezpieczeństwa w Europie.

Tymczasem słabość kolejnego porozumienia z Mińska już jest widoczna. Walki w Donbasie wprawdzie osłabły, ale działania i wypowiedzi separatystów nie pozostawiają wątpliwości, co myślą o nowym rozejmie. Rosja, która z uporem maniaka przekonuje, że nie jest stroną w konflikcie, tak jak wcześniej będzie oskarżać Kijów o jego nieprzestrzeganie.

Nowa faza konfliktu wisi w powietrzu, a fiasko z trudem wynegocjowanego dokumentu jest tylko kwestią czasu. Może wówczas Zachód zrozumie, że z agresorem trzeba rozmawiać jedynym językiem, jaki ten rozumie.

©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2015