Reklama

Ukraina: jak zakończyć wojnę?

Ukraina: jak zakończyć wojnę?

27.02.2015
Czyta się kilka minut
W pierwszą rocznicę Majdanu pięcioro autorów z Ukrainy co tydzień odpowiada na jedno pytanie, dotyczące sytuacji ich ojczyzny.
Ilustracja Anatolija Biełowa
Ilustracja Anatolija Biełowa
P

Pytania zadaje artystka i publicystka Jewgenija Biełorusiec, a odpowiadają i spierają się: Borys Chersoński (lekarz, poeta i pisarz z Odessy), Roman Dubasewycz (kulturoznawca ze Lwowa, obecnie mieszkający na Zachodzie), Ołena Stepowa (blogerka z Łuhańska, która nadal mieszka w swoim rodzinnym mieście, pozostającym obecnie pod kontrolą rosyjską), Sasza Dworieckaja (działaczka na rzecz praw człowieka z Kijowa, z organizacji „Wostok SOS”, która zajmuje się m.in. ukraińskimi uchodźcami) i Iwan Jakowina (rosyjski dziennikarz mieszkający dziś we Lwowie, prowadzący własny program w niezależnej kijowskiej telewizji Hromadske.tv). 

Głosy z Ukrainy – to część projektu dziennikarskiego „Stereoscope Ukraine” (w internecie: http://n-ost.org/voices_from_ukraine), prowadzonego przez grupę niemieckich dziennikarzy „n-ost”. Teksty są publikowane równocześnie w internecie przez niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (na stronie www.faz.net), rosyjski niezależny magazyn internetowy www.colta.ru, angielski portal Transitions Online (tol.org) oraz przez „Tygodnik Powszechny”.

 

JEWGIENIJA BIEŁORUSIEC: 


Jewgenija Biełorusec / fot. Wiktor Maruszenko

Ukraina w ciągu ostatniego roku wydawała się niekiedy krajem, który oniemiał – tak mało liczyli się z jej rzeczywistością jedni czy drudzy uczestnicy wielokrotnych rozmów o pokoju. Czyżby rzeczywiście kanały komunikacji międzynarodowej nie działały, jeśli po zawartych w Mińsku porozumieniach wojna trwała nadal? Ponadto zamachy bombowe – podobne do tych, które miały miejsce w Charkowie – stają się dziś dniem powszednim spokojnych miast Ukrainy, to zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa, dla demokratycznej przyszłości naszego społeczeństwa. Co trzeba zrobić, by nastał pokój? Sankcje, dostawy broni lub dyplomacja, oburzające moim zdaniem rady udzielane Ukrainie, aby ta „zrezygnowała z Donbasu” – co sprawi, że wojna na wschodniej Ukrainie nareszcie się skończy?

 

OŁENA STEPOWA:

Ołena Stepowa
Ołena Stepowa / fot. Wiktor Maruszenko

Jestem, podobnie jak i tysiące moich rodaków, przesiedleńcem z przymusu. Uciekamy przed wojną po swojej ziemi. Dokąd jednak uciekamy? Gdzież ona jest, gdzie granica wojny?

Moja przyjaciółka, która wyjechała z Doniecka do Mariupola, straciła cały swój dobytek i posiwiała w wieku 36 lat. Jak tylko zaczęła dochodzić do siebie, znów zaczął się ostrzał.

Uciekali boso po odłamkach szkła, ślizgając się na krwi zabitych i niosąc na rękach swoje dziecko. Mieli szczęście. Pocisk trafił w sąsiedni samochód. A cały świat w tym momencie dyskutował o porozumieniach mińskich, szczycąc się wynegocjowanym „zawieszeniem broni”.

Słyszymy żarty i rozmowy rosyjskich żołnierzy, marzących o tym, by pozostawić swoje napisy na murach Kijowa, Lwowa, Berlina i Pragi. Czasem nawet wątpię w to, że Putin kontroluje swoich terrorystów. On po prostu dorzuca broń i zasoby ludzkie swojego pokornego kraju do ognia konfliktu wojennego, obawiając się powrotu do domu przestępców, którzy posmakowali krwi.

Dlaczego bólu Ukrainy nie słyszy społeczność międzynarodowa i nie boi się, że powtórzy nasz los?

Od samego początku wojny narzucony został termin „operacja antyterrorystyczna” (ATO), przeprowadzana przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy przeciwko grupce miejscowych terrorystów. A „miejscowi” terroryści mieli rosyjskie adresy zameldowania, rosyjską broń i nie wiedzieli, gdzie znajdują się miejscowe kopalnie.

I tak oto w zewnętrznym odbiorze zewnętrzny agresor (Rosja) został zastąpiony wewnętrznym – mieszkańcami Donbasu. Odurzona informacyjnym narkotykiem Europa do chwili obecnej nie rozumie, że sednem sprawy nie jest Donbas, lecz trzecia wojna światowa, którą próbują zamaskować jej ukryci zwolennicy.

Dzisiaj przyjdzie oddać Donbas, jutro Charków, a pojutrze Kijów i Lwów. A potem podbita Ukraina będzie patrzeć, jak Putin podpisuje porozumienia pokojowe, przesuwając granice Polski, Łotwy, Litwy, Estonii, Białorusi, Czechosłowacji, Finlandii i Niemiec. Przyjmiecie naszą radę, żeby oddać terytoria, które wpadły mu w oko?

Konfliktu nie rozwiąże dyplomacja, broń ani „siły pokojowe”.

O zakończeniu konfliktu zadecyduje pełna blokada Rosji. Ciekawe, czy znajdujące się w europejskich bankach konta bankowe Putina i deputowanych Dumy, popierających zniszczenie Ukrainy, zostały zablokowane?

 

IWAN JAKOWINA:

Iwan Jakowina
Iwan Jakowina / fot. Wiktor Maruszenko

Ukraina może zwyciężyć w wojnie na Donbasie tylko w jednym wypadku – jeżeli w celu szukania ratunku zdecyduje się na kroki niestandardowe, asymetryczne. Kijów musi pogodzić się z rzeczywistością, pojmując, że pełnej blokady Rosji – jak o tym marzy Ołena Stepowa – nie będzie. Ukraina nie jest nawet gotowa zdecydować się na zerwanie stosunków z Federacją Rosyjską, dlatego nie można żądać tego samego od Europy i reszty świata.

Obecnie to po prostu niemożliwe. Możliwe jest jednak coś innego: Kijów powinien złamać zasady narzuconej przez Władimira Putina gry wojenno-politycznej, tak, aby rosyjski prezydent został zmuszony do zmieniania „w biegu” swoich planów i do popełniania błędów.

Do tego celu mogłaby posłużyć groźba ze strony Kijowa przeprowadzenia jednostronnego rozgraniczenia między Ukrainą a Donbasem, za przykładem wycofania się Izraela ze Strefy Gazy w 2005 r. Wschód Ukrainy interesuje Moskwę tylko jako wewnętrzny instrument nacisku na Kijów, samodzielnej wartości on nie posiada.

Rezygnacja Kijowa z Donbasu uczyniłaby niemożliwą realizację strategicznego celu Kremla: stworzenia w miejsce współczesnej Ukrainy jakiejś konfederacji, której wschodnią częścią będzie rządziła Moskwa, ale utrzymywać ten region będzie Kijów, ze swojego budżetu.

Co więcej, ponieważ na własną rękę Donbas niezdolny jest do życia, to właśnie Rosji przyszłoby płacić za jego odbudowanie i pokrywać bieżące wydatki w przypadku rozgraniczenia z Ukrainą. Podobnych nakładów w żaden sposób Moskwa nie planuje i brać ich na siebie nie zamierza.

Tak więc nawet sama groźba Kijowa ogłoszenia rezygnacji z Donbasu wywołałaby wielki popłoch na Kremlu, gdzie po prostu nie wiedzieliby, jak zareagować na taki obrót wydarzeń.

Rosyjska propaganda twierdzi, że wschód Ukrainy walczy „o wolność”. Przyznanie separatystom tej „wolności” teoretycznie powinno doprowadzić do zakończenia wojny, jeżeli tylko nie kryją się za nią inne cele – na przykład zamiar ustanowienia rosyjskiej kontroli nad cała Ukrainą.

Groźba rozgraniczenia zmusi Władimira Putina do pójścia na bezpośrednie negocjacje z Ukrainą, ponieważ jej realizacja całkowicie zburzyłaby jego własne plany, bynajmniej nie plany liderów ugrupowań separatystycznych.

 

BORYS CHERSOŃSKI:

Borys Chersoński
Borys Chersoński fot. archiwum prywatne

Proponowane przez Iwana radykalne ustępstwa – rezygnacja z Donbasu – nie rozwiążą problemu. Przede wszystkim żyją tam ludzie, identyfikujący się z Ukrainą. Nawiasem mówiąc, nigdy wzmacnianie pozycji przeciwnika nie powstrzymywało go.

W dniu, kiedy pisałem ten tekst, w Odessie chowano dwóch poległych żołnierzy z batalionu „Azow” [broni on Mariupola na południu Donbasu – red.]. Na ciele jednego z nich widoczne były ślady tortur. Chcieli go chować w zamkniętej trumnie. Matka powiedziała: „Otwórzcie. Niech wszyscy widzą”.

Na tle codziennych przypadków śmierci, na tle cynicznego zachowania Rosji, która postanowiła „wszystkiemu zaprzeczać”, pasywność naszych przywódców i – grzechem byłoby to ukrywać – powolność i niezdecydowanie naszych niedoszłych (?) sojuszników wyglądają niegodnie.

Jedyne, co pozwala ich zrozumieć, to fakt, że nikt nie chce wielkiej wojny. Prócz jednego potężnego kraju. Prócz kraju-agresora. Prócz Rosji. Dzisiaj władza w tym kraju jest faktycznie skupiona w rękach jednego człowieka. Do jego dyspozycji jest wyposażona w nowoczesną broń armia. A także atomowa walizeczka.

Władimir Putin to rzeczywiście postać przerażająca. Historia wymownie przekonuje o tym, co może się wydarzyć, kiedy ogromna władza skoncentrowana jest w rękach dyktatora. Historia mówi także o tym, że metodą „zaspokajania” agresora nie da się zapobiec wojnie. Można ją tylko odsunąć, odłożyć na potem.

I trzeba pamiętać, że ta zwłoka zostanie wykorzystane przez agresora. Porozumienia zawarte w Mińsku porównywane są z układem monachijskim z 1938 r. Kiedy odświeżamy w pamięci kronikę tamtych odległych wydarzeń, to rodzi się wrażenie, że odgrywany jest dokładnie ten sam scenariusz.

Inspirowany przez agresora bunt na terytorium, zamieszkałym przez ludzi w znacznym stopniu identyfikujących się z krajem-agresorem. Ultymatywne żądania agresora, niezgoda ofiary na podporządkowanie się. Negocjacje, które faktycznie zmuszają ofiarę, by podporządkowała się agresorowi.

Dzisiaj już nie Czechosłowacja, lecz Ukraina leży na ołtarzu kolejnego Molocha. I dla wielu niestety ta ofiara wydaje się być dopuszczalną. Wielu łudzi się, że pochłonąwszy terytorium Krymu i Donbasu Moloch zatrzyma się...

Ukraina nie jest jedynym postsowieckim krajem, który zamieszkuje także ludność rosyjska i rosyjskojęzyczna. Po gruzińskiej wojnie zadawaliśmy sobie pytanie: kto następny? Następną okazała się Ukraina. Ale pytanie pozostało – kto następny?

 

SASZA DWORIECKAJA:

Sasza Dworieckaja
Sasza Dworieckaja / fot. Wiktor Maruszenko

Aby konflikt na Donbasie zakończył się i nastał pokój, Rosja powinna przestać istnieć. Przynajmniej w tym kształcie, w jakim ona istnieje dzisiaj – jako wielkie i biedne imperium.

Dostawy broni nie przybliżą pokoju, zmieniając tylko dynamikę konfliktu na Wschodzie Ukrainy. Rosja, podobnie jak wcześniej, walczy z wykorzystaniem czynnika ilościowego: ludności w Rosji jest dużo, a elita polityczna nie zna ludzi, których życie należałoby cenić. Przewaga militarna nad armiami świata to bańka mydlana, lecz umowny „Zachód” w ciągu ostatnich 70 lat nauczył się cenić spokój i nie śpiesznie mu z niego rezygnować.

Warianty przewidujące rokowania dyplomatyczne w warunkach braku jakichkolwiek zmian w samej Rosji są możliwe, lecz przy tym na Donbasie stale będzie utrzymywało się napięcie. Na ukrainofobię, zamachy terrorystyczne i polityczne prześladowania pieniędzy w Rosji wystarczy.

Jeżeli można byłoby nawet dopuścić myśl o rezygnacji z Donbasu jako terytorium, to nie wolno zrezygnować z Donbasu-ludzi. Rosji (czytaj: Putinowi) nie jest potrzebny Donbas ze zniszczoną infrastrukturą i przedsiębiorstwami, z ludnością w stanie depresji; Rosja ma wystarczająco dużo takich własnych: i ludności, i terytoriów. Zrozumiałe, że celem rosyjskiej polityki jest stworzenie stałych problemów dla Ukrainy, dla jej władz, dla kursu jej polityki wewnętrznej. Jeżeli przypomnimy sobie cały rozwój konfliktu, zdołamy pojąć, że wykupić się od tej wojny „oddając” Donbas nie uda się, problemy będą rozprzestrzeniać się dalej na Charków, Odessę, Mikołajów.

Pokój jest niestety możliwy tylko w tym przypadku, jeżeli wewnętrzne problemy w Rosji – izolacja, wywołane sankcjami problemy ekonomiczne, obniżenie stopy życiowej i niezadowolenie postępowej ludności z powodu nasilających się represji politycznych – rozwalą kraj, co nie tylko zmusi samego Putina do odejścia ze stanowiska głowy państwa, ale także zmieni nastawienie do układu rządzącego. A wówczas elita polityczna uzna, że zbyt drogo i niewygodnie jest myśleć o Ukrainie.

 

ROMAN DUBASEWYCZ:

Roman Dubasewycz
Roman Dubasewycz / fot. archiwum prywatne

Pewna moja znajoma, niezwykle poruszona, pytała mnie o wydarzenia, o których także wspomina Borys Chersoński: „Słyszałeś, że kilka dni temu w Odessie chowali ukraińskich żołnierzy z batalionu ochotniczego »Azow«? Matka otworzyła trumnę, by ludzie widzieli, jak separatyści okaleczyli twarz jej syna. Jak długo można to wszystko spokojnie obserwować? Dlaczego Europa milczy o naruszeniach rozejmu? Jak dotrzeć do Europejczyków?”.

Jeszcze rok temu, po rozstrzelaniu demonstrantów na Majdanie, wydawało się, że groza tego, co się dzieje, przekroczyła już wszelkie granice. Stopniowo groza ta przekształciła się w dzień powszedni Ukrainy...

Tymczasem w poprzednią sobotę byłem naocznym świadkiem tego, jak w Niemczech obchodzono rocznicę bombardowania Drezna. Niemal każda telewizyjna dyskusja kończyła się wzmianką o tym, że w odległości dwóch godzin lotu podobny koszmar przeżywają sąsiedzi-Europejczycy, Niemcy po raz pierwszy wymawiali słowo Debalcewe...

W poniedziałek pojechałem do starego majstra, aby naprawić rower. „A ten wasz Putin to najprawdziwszy sukinsyn! Same zniszczenia!” – stękał majster. – „Ale co zdziała mały człowiek? Ja sam jestem uchodźcą! Pamiętam, jak w nasz dom trafiła bomba, cały dach zerwało na ziemię, śnieg był czerwony od dachówki. Od tego czasu ja, ślusarz, na broń nawet nie mogę patrzeć, nie to żeby brać ją w ręce!”.

Po odbyciu podobnej rozmowy także z sekretarką profesora G., która również okazała się być uciekinierką z byłych terenów niemieckich, zrozumiałem, że Niemcy nareszcie pojęli grozę tego, co odbywa się na Ukrainie. Przyszło na to czekać prawie rok. Teraz głos należy do polityków. Społeczność międzynarodowa powinna zaostrzyć kontrolę nad przestrzeganiem rozejmu i pomyśleć o wprowadzeniu kontyngentu sił pokojowych. W tym samym czasie nie mniej ważne jest, by odwieść ukraińskie władze od szalonej idei „wybicia Rosji zębów” i obrony do „ostatniego naboju”.

Najsilniejszą bronią Ukrainy jest to, jak zdoła ona w tych złożonych okolicznościach zatroszczyć się o swoich obywateli, niezależnie od miejsca, gdzie się oni znajdują: na obszarach kontrolowanych przez Ukrainę czy też na terenach opanowanych przez separatystów.

Mimo że materiał o okaleczonych żołnierzach transmitowało kilka kanałów telewizyjnych, nie byłem w stanie go oglądać. Nie ostatnim powodem był fakt, że jego okropieństwo po prostu paraliżuje mój umysł, pozostawiając w nim miejsce tylko dla jednego – rozpaczy, zemsty lub zawziętego oporu. W tym sensie oddanie Debalcewa nie jest zdradą, jak o tym krzyczą gorące batalionowe głowy, ale być może jedynym słusznym krokiem. Początkiem trudnej i niepopularnej drogi, którą zdołamy przejść tylko ramię w ramię ze społecznością międzynarodową.

Tłumaczenie Przemysław Tomanek

Projekt „Stereoscope Ukraine jest wspierany przez: Robert Bosch Stiftung, Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej, Ministerstwo Spraw Zagranicznych RFN, Fundację Renovabis oraz Europäischer Austausch.

Czytaj więcej:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]