Dwieście kilometrów kwadratowych: tyle ukraińskiej ziemi podbiła Rosja w ciągu jednego tygodnia pod koniec października. To największa zdobycz terytorialna w tak krótkim czasie od początku roku 2024. To więcej niż incydent – to niepokojący trend.
Rosjanie idą do przodu. Nawet jeśli nie są to postępy wielkie (kilometr, czasem więcej dziennie), i nawet jeśli za cenę strat (dziennie ponad tysiąc zabitych i rannych), to ruch stały. Od początku sierpnia, gdy wróg przerwał front w środkowym Donbasie, Ukraina straciła już prawie 1150 km kwadratowych.
Kolejne miasta Donbasu padają szybko, bez takiego oporu jak kiedyś w Bachmucie
Sełydowe i Hirnyk: to straty z ostatnich dni. Miasteczka małe, ale operacyjny zysk duży. Pierwsze daje podstawę do ataku na Pokrowsk, skąd będzie już tylko 27 km do granicy z obwodem dniepropietrowskim. A miasto Dniepr to już centralna Ukraina. Z kolei Hirnyk to najwyższy punkt Donbasu: kto ma ten płaskowyż, ten w dobie wojny dronocentrycznej (takiej, w której coraz większą rolę odgrywają drony, sensory i walka radioelektroniczna) ma dodatkową przewagę.
Oba miasta padły szybko, nie było oporu jak w Bachmucie. Trudno czynić tu zarzut obrońcom – Hirnyka bronił batalion obrony terytorialnej. Piechota z bronią ręczną, bez umocnień (i to adekwatnych dla „wojny dronów”), była bez szans. Agresor systematycznie idzie do przodu także na innych odcinkach: Kupiańsk, Siewiersk, Kurachowe, Wielka Nowosiłka.
Rosja weszła w wojenną rutynę i radzi sobie coraz lepiej
Dlaczego front chwieje się teraz? Można postawić tezę, że mamy do czynienia z kumulacją negatywnych czynników.
Po stronie Ukrainy to coraz większe braki w sprzęcie; niedobór zmotywowanych żołnierzy; przemęczenie tych, którzy służą od czasu tamtej masowej samomobilizacji w 2022 r.; błędy w dowodzeniu na najwyższym szczeblu. To także demobilizacja po stronie Zachodu – pomoc znów jest mniejsza.
Rosja zaś weszła w wojenną rutynę i radzi sobie coraz lepiej na poziomie operacyjno-taktycznym. Niektórzy na Zachodzie pocieszają się, że Putinowi rychło skończą się czołgi, ale to nie czołg jest kluczowy na polu walki. Rosja zmieniła taktykę: atakują małe grupy piechoty, rozpoznając teren bojem, co ma zmusić obrońców, by ujawnili pozycje, w które następnie uderzą drony, artyleria i lotnictwo. Oznacza to duże straty atakujących, lecz armia rosyjska wciąż ma rekrutów zachęconych pieniędzmi. I także technologicznie radzi sobie coraz lepiej – Ukraina długo miała w tej kwestii przewagę, ale ją straciła.
Co dalej? Jeszcze niedawno wydawało się, że załamanie ukraińskiej obrony jest niemożliwe. Dziś to scenariusz, który trzeba brać pod uwagę.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















