Wiele razy Mazowieckiemu dane było odczuć smak niepowodzeń. Choćby wtedy, gdy jako młody członek PAX zrozumiał, że organizacja ta nie działała zgodnie z wartościami, w imię których została ponoć powołana. Lub, gdy jako poseł Znaku, próbował, wraz innymi posłami tego koła, wywalczyć odrobinę swobody dla społeczeństwa i próby te nie mogły w realiach PRL przynieść żadnych skutków. Czy później, gdy 16 miesięcy pierwszej „Solidarności”, mimo jego zabiegów, by z władzą rozmawiać „mądrzej”, zakończyło się stanem wojennym i internowaniem 10 tys. osób (w tym samego Mazowieckiego). Ale ból tych porażek osłabiać mogła świadomość ich nieuchronności. Bardziej dotkliwe musiały być dla Mazowieckiego niepowodzenia doznane już w świecie demokratycznym. W 1990 r. podczas wyborów prezydenckich społeczeństwo wolało zaufać enigmatycznemu kandydatowi z Peru. Z kolei w trakcie bałkańskiej misji Mazowieckiego jako specjalnego wysłannika Narodów Zjednoczonych w latach 1992-1995 zachodnie elity polityczne, mając usta pełne frazesów o prawach człowieka, ignorowały jego raporty dotyczące ich łamania na terenach b. Jugosławii. W efekcie podał się do dymisji. Był to wielki gest, który paradoksalnie pomógł prześladowanej na Bałkanach ludności, ale też był przecież dowodem klęski - choćby instytucji, którą Mazowiecki reprezentował. Wreszcie partia, którą stworzył i która winna być jego naturalnym środowiskiem i środkiem do realizacji celów, w ostatnich latach coraz mniej zważała na rady swego szefa, a potem została odrzucona przez Polaków i w końcu stała się tak Mazowieckiemu odległa, że ją opuścił.
Tadeusz Mazowiecki nigdy nie obrażał się za porównywanie go do żółwia. Bo żółw, obok niespiesznego charakteru, ma też moc-
ną skorupę. Mazowiecki zaś, obok zwyczaju niespiesznego podejmowania decyzji, ma twardy, niczym pancerz, charakter. Owszem trwa trochę, nim Premier zdecyduje się, w jakim kierunku podążać, ale gdy już podejmie decyzję, to, po pierwsze: raczej się nie myli, po drugie: jest niesłychanie konsekwentny.
Porażki, których doznawał Mazowiecki niejednego polityka dawno wyeliminowałyby z życia publicznego. Ale Mazowiecki nie jest zwykłym politykiem. Jest mężem stanu. Dlatego, mimo pozornych przegranych, Mazowiecki nie poddawał się. W efekcie każde działanie Mazowieckiego przynosiło efekty. Komunizm jednak upadł. Na Bałkanach idee praw człowieka padają na coraz podatniejszy grunt, a ludzie nie zapominają, komu to zawdzięczają i, jak podczas uroczystości w auli Auditorium Maximum UW mówił prezydent Aleksander Kwaśniewski, chcą imieniem świeżo upieczonego doktora honoris causa UW nazwać jedną z ulic Sarajewa. Wreszcie wartości i program, wokół których skupiała się Unia Wolności (wcześniej Demokratyczna), wtedy nie dla wszystkich tak oczywiste, dziś akceptowane są przez najważniejszych w kraju polityków. A co najważniejsze: kierunek rozwoju kraju, który wyznaczył pierwszy suwerenny po wojnie rząd, został utrzymany i potwierdzony przez Polaków w niedawnym unijnym referendum. Nikt w Polsce nie ma prawa do większej satysfakcji z wyniku referendum niż Mazowiecki. Wreszcie, zapewne głębiej rozumiejąc istotę i ducha prawa niż niejeden zawodowy prawnik, w swej działalności parlamentarnej Mazowiecki przez lata korzystnie wpływał na procesy legislacyjne, czego najlepszym przykładem jest Konstytucja RP.
Dlatego ci, którzy z goryczą przyjmowali porażki Mazowieckiego jak własne, mogą być spokojni, że tak jak senat Uniwersytetu Warszawskiego postanowił jego niedoszłemu absolwentowi przyznać tytuł doktora honoris causa, tak Polacy niedoszłemu prezydentowi będą z wdzięczności stawiać pomniki i jego imieniem nazywać ulice. Ale tego akurat, w przeciwieństwie do jeszcze wielu doktoratów, życzmy Panu Premierowi jak najpóźniej!
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















