Tyle widzisz, ile wiesz

DARIUSZ NOWACKI: Znajdą się w Skarbcu przedmioty znane widzom i takie, które nie były eksponowane od lat, jak proporzec króla Szwecji Karola Gustawa zdobyty przez wojska Stefana Czarnieckiego.
Czyta się kilka minut
Christoph Erhart, Figura lwa, Augsburg, ok. 1600 r. / / DARIUSZ BŁAŻEWSKI / ZAMEK KRÓLEWSKI NA WAWELU
Christoph Erhart, Figura lwa, Augsburg, ok. 1600 r. / / DARIUSZ BŁAŻEWSKI / ZAMEK KRÓLEWSKI NA WAWELU

GRZEGORZ NUREK: 30 czerwca otwarcie nowego Skarbca Koronnego na Wawelu. Czym nas zachwyci?

DARIUSZ NOWACKI: Zachwyci, ale i zaskoczy. Jako Muzeum jesteśmy powołani do opowiadania historii. Stara zasada mówi: tyle widzisz, ile wiesz. Posiadamy w swoich zbiorach kosztowności i pamiątki historyczne związane przede wszystkim z Rzeczpospolitą Obojga Narodów, ale nie tylko. Także przedmioty ważne dla innych nacji. Na przykład miecz, który Władysław Zygmunt Waza jeszcze jako królewicz ofiarował Michałowi Konaszewiczowi-Sahajdacznemu, przywódcy Kozaków, walczącemu z Turkami po stronie Rzeczypospolitej. To jeden z najcenniejszych zabytków świadczących o dążeniu Ukraińców do samostanowienia. Tego rodzaju pamiątek z XVII w., działających na emocje i wyobraźnię Ukraińców, właściwie nie ma, jeśli nie liczyć chorągwi kozackich w sztokholmskim Armemuseum.

Szczycimy się na Wawelu zbiorem cennych przedmiotów, które potrzebują odpowiedniego komentarza, opowieści, aby wydobyć z nich walory warte podkreślenia i ukryte piękno. Ich ranga niejednokrotnie mogłaby konkurować z ważnymi eksponatami muzeów w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie. Czasami posiadamy dzieła sztuki stanowiące parę z eksponatami najważniejszych muzeów świata.

Opowiadamy jednak przede wszystkim dzieje Polski, odwołując się do historycznego Skarbca Koronnego, który był instytucją powołaną do przechowywania widomych znaków suwerenności Królestwa Polskiego, a później Rzeczypospolitej, czyli insygniów i klejnotów koronnych. Pierwsza z dwunastu sal nowego Skarbca na Wawelu będzie zatytułowana „Znaki państwowe”. Tu znajdzie się zbiór staropolskich chorągwi, w tym najstarsza i największa z zachowanych, namalowana na ślub Zygmunta Augusta z Katarzyną Habsburżanką. Na tej samej uroczystości premierę miały słynne arrasy.

Emocjonalny stosunek mam do chorągwi miasta Gdańska z przełomu wieków XVII i XVIII, jedynego tego rodzaju zabytku z okresu staropolskiego. Jego walory pozwalają wyobrazić sobie, czym była wtedy ta nadbałtycka metropolia. O aspiracjach mieszkańców Gdańska świadczą także paradne srebra, złote numizmaty, plakiety z kości słoniowej. ­Nigdzie poza Gdańskiem nie ma tak doborowej kolekcji dzieł z okresu największego rozkwitu nadmotławskiej metropolii w czasach nowożytnych.

Wśród gedanianów wspomniałbym jeszcze srebrną kasetę z początku wieku XVIII, z ażurową wewnętrzną przegrodą z dwugłowym carskim orłem. To okazałe srebro było przeznaczone dla jakiegoś carskiego rezydenta, mówiąc językiem współczesnym „agenta wpływu”, który przesiadywał w Gdańsku za czasów Piotra Wielkiego. Był to czas intensywnego obdarowywania się orderami, tabakie-rami, bibelotami i kosztownymi podar-kami, aby zjednać sobie podwładnych lub wkraść się w łaski wyżej postawionych. W przypadku tego zabytku mamy do czynienia ze śladem rosyjskiej obecności w Rzeczpospolitej doby saskiej.

Jakie odkrycia, pamiątki i nabytki najbardziej Pana zaskoczyły i ucieszyły w trakcie tej półrocznej przebudowy ekspozycji?

Chorągiew nadworna z czasów Zygmunta Augusta nie była pokazywana przez ostatnie 22 lata. Była w na tyle niestabilnym stanie konserwatorskim, że wydawało się, iż pomimo swoich wielkich walorów jest skazana na magazyn. W okresie międzywojennym w Skarbcu zwisała ze sklepienia ponad Szczerbcem, najważniejszą narodową pamiątką. W nowym Skarbcu każdy z tych zabytków będzie miał odrębną, bezpieczną dla nich gablotę.

Co jeszcze zobaczymy?

Kilkaset przedmiotów: paradne militaria świadczące o chwale oręża polskiego, zwłaszcza w wiekach XVI i XVII, naczynia toastowe, klejnoty i wiele różnorodnych pamiątek o niezwykłej urodzie. Wykonawca jednej z gablot żartował, że od lat był właścicielem mieszkania o mniejszych gabarytach niż przygotowywana teraz przez niego gablota na końskie rzędy. Zobaczymy trofea z odsieczy wiedeńskiej, najcenniejsze pamiątki po słynnych magnackich rodzinach, dla których Wawel stał się bezpieczną przystanią.

Nawet jeśli ktoś bardzo dobrze znał dotychczasowy Skarbiec, to wszystkie kosztowności prezentujemy w nowym świetle i odmiennej aranżacji. W miejsce czterech pomieszczeń zapraszamy teraz do dwunastu. To zarówno ilościowa, jak i jakościowa różnica. Obok przedmiotów znanych widzom wiele jest jednak takich, które nie były eksponowane przez lata, jak np. proporzec króla Szwecji Karola Gustawa zdobyty przez wojska Stefana Czarnieckiego w bitwie pod Rudnikiem. O tej potyczce wspomniał w „Potopie” Henryk Sienkiewicz.

Sporo energii poświęciliśmy na pozy-skanie nowych nabytków. Wśród moich faworytów jest zakupiony miesiąc temu augsburski puchar z końca XVI w., na którego czasy zobrazowano zwierzęta w pejzażu. Z tego samego warsztatu złotniczego pochodzi pozyskana w ubiegłym roku figura lwa z tarczą herbową, która stanie się nieformal-nym logo Skarbca. Do najcenniejszych zakupów należy patera z zastawy stołowej Zygmunta III Wazy, pół roku temu wylicy-towana na aukcji w Paryżu.

Dlaczego wawelska kolekcja jest tak cenna i wyjątkowa?

Nie z powodu ilości, chociaż i ta ma znaczenie. Typowe baro-kowe naczynia kredensowe prezentujemy w zestawach liczą-cych nawet kilkadziesiąt sztuk. Znaczenie naszego zbioru wy-nika nade wszystko z pokaźnej liczby przedmiotów o charak-terze jednostkowym, unikatowym. Posiadamy np. zegar w for-mie monstrancji, uważany za zdobycz spod Wiednia, który jest przy tym znakomicie zachowanym mechanizmem, wy-konanym w Toruniu przez nadwornego zegarmistrza Waw-rzyńca Wolbrechta. Zegar ma pojedyncze odpowiedniki w in-nych kolekcjach, ale drugiego tak efektownego staropolskiego czasomierza nie ma nigdzie.

Kilkanaście lat temu wylicytowaliśmy w Paryżu półmetro-wej wysokości srebrny puchar z Leszna, z końca wieku XVII. W tamtych czasach to prywatne miasto magnackiego rodu Leszczyńskich było niezwykle prężnym ośrodkiem wytwór-czości tekstylnej, ale i centrum życia intelektualnego i religij-nego. Puchar jest jednym z najlepszych świadectw niegdysiej-szej wielkości tego miasteczka.

Aby zobaczyć, jak wyglądają najcenniejsze kosztowności w zakresie rodzimego złotnictwa, trzeba odwiedzić skarbce w Monachium czy Moskwie, bo tam przetrwały monumen-talne dary poselskie i składniki wiana polskich królewien. Szwedzi chlubią się polonikami zrabowanymi w wiekach XVII i XVIII. A tymczasem wspomniane dwa augsburskie ar-cydzieła – puchar i figura lwa – z pewnością będą powodem zazdrości kolegów muzealników z Niemiec. ©

DARIUSZ NOWACKI jest kustoszem, kuratorem zbiorów złotnictwa w Zamku Królewskim na Wawelu, twórcą koncepcji i scenariusza ekspozycji Nowego Skarbca Koronnego.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2022