Trochę miłosierdzia

Podobno nie można inaczej. Żeby powstrzymać rozpasaną i coraz szerzej rozlewającą się modę na rozjeżdżanie gór, Beskidów, Bieszczadów, quadami (pojazd odkryty, z napędem na cztery koła, radzący sobie z każdą nierównością terenu i każdym bezdrożem), należy wytyczyć dla ludzi ogarniętych taką "potrzebą" określone połacie lasów górskich i z góry spisać na straty wypłoszone stamtąd zwierzęta, bezpowrotnie zmarnowane rośliny, ptaki, które nie zniosą ryku silników (o turystów pieszych, spychanych ze szlaków, oczywiście mniejsza). Tak obdarowani, może przez czas jakiś zadowolą się ograniczoną przestrzenią i łaskawie zgodzą się nie wjeżdżać wszędzie, gdzie zechcą. Nie wiadomo tylko, czy to długo potrwa, bo przecież każdy może mieć quada (nie wymaga się nawet rejestracji), więc w którymś momencie ograniczenie przestanie się liczyć pod naporem liczby spragnionych takich przeżyć (szczególnie intensywnych jesienią, gdy wszędzie błoto i trudnościami rośnie atrakcyjność). Krajobraz? Piękno przyrody? Nieporównywalna z niczym radość wędrówki w ciszy i zachwyceniu? A cóż to za argumenty w porównaniu z wyzwaniem techniki?
Czyta się kilka minut

W najnowszej "Polityce" można było przeczytać o mieszkańcach jednej z małych miejscowości północno-zachodniej Polski, którzy pewnego dnia odkryli, że biegnąca w pobliżu aleja kasztanowców jest bezpowrotnie okaleczona: z drzew zdarto korę, sprawcy sprzedali ją za parę tysięcy. To był zresztą wyjątek "komercyjny" - powszechne jest inne zjawisko i inaczej argumentowane: drzewa przydrożne wycina się w imię "bezpieczeństwa drogowego". Padają setkami i tysiącami, ginie uroda przestrzeni i na nic zda się przykład krajów, które, o wiele wyżej stojąc pod względem bezpieczeństwa komunikacji, tego sposobu dawno zaprzestały. A ponieważ uzyskane drewno to towar, więc oficjalna i utajona argumentacja podają sobie ręce.

Teraz są akurat dni nasilonego gadania o ojczyźnie i o miłości do niej. Ma być dumna i sprawiedliwa, czczona, a zarazem zaspokajająca wszystkie nasze pretensje i roszczenia. Podobno wróciła moda na patriotyzm. Podobno nawet na zbliżającej się prezydenckiej gali w stolicy (piszę to jeszcze przed świętem 11 listopada) śpiewać się będzie najrzewniejsze piosenki z dawnych lat chwały i cierpienia. Chciałoby się jednak także czegoś takiego, co przedmiotowi miłości przysługuje z wyjątkową oczywistością: zatroskanej czułości. Ot, gdy chodzi o własny kraj, dla jego piękna właśnie. Dla lasu, do którego nie wywiezie się potajemnie następnej fury śmieci po to tylko, by uniknąć płacenia. Polski krajobraz możemy zmarnować dużo szybciej, niż nam się zdaje. Pocieszając się, gdy ktoś zgłosi troskę, że nie jest to najważniejsze z naszych zmartwień...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2008