To musiało przyjść

To, czyli pierwsza w Polsce prośba o zgodę na eutanazję. Jeśli ktokolwiek mniemał, że nas ominie ta próba, musiał być krańcowo naiwny albo zupełnie ślepy. Medycyna, która nie leczy ani nie poprawia kondycji chorego, tylko dzięki niebywałemu rozwojowi wiedzy i techniki umie postawić nawet najdłuższe bariery nieuchronnej już śmierci, jest i u nas realnie dostępna, i to ona otwiera przed społeczeństwem pokusę (przez wielu nazywaną nadzieją), która tak właśnie się nazywa.
Czyta się kilka minut

Co może odpowiedzieć na taką prośbę człowieka żyjącego tylko dzięki respiratorowi i kompletnie sparaliżowanego prawnik, lekarz, duszpasterz nauczający o Bogu jako jedynym Panu życia? Przypomnienie o wartości człowieczeństwa - nawet najbardziej "nieefektywnego", o godności każdej bez wyjątku osoby ludzkiej, o niebezpieczeństwie precedensów stwarzających zagrożenie egoistyczną cywilizacją, w której liczyć się będzie tylko życie wydajne i przyjemne, nie wystarczy. Za wołaniem o "godną śmierć" dotkniętych krańcowym nieszczęściem ludzi stoi bowiem brak nadziei, o którym nikt zdrowy pojęcia mieć nie może. I odpowiedzią na takie wołanie nie może być wówczas najświętsze nawet słowo, skazane na to, by zabrzmieć jak frazes (jak to w polskim przypadku uczynili od razu pierwszego dnia w telewizji kapłan, minister zdrowia i minister sprawiedliwości). Odpowiedzią może być tylko realna gotowość do przyjścia z pomocą, która jest w stanie ten brak nadziei choć trochę uleczyć. Janusz Ś., od czternastu lat pielęgnowany przez rodziców i lękający się perspektywy ich śmierci, żyje w osamotnieniu na ósmym piętrze bloku, nie mając najmniejszej bodaj szansy zobaczenia świata poza swoim łóżkiem, a pielęgniarkę ma przyznaną na trzy godziny tygodniowo! Błyskawiczny sondaż dziennikarski wyłonił natychmiast inne, równie kompromitujące nas jako wierzącą społeczność przykłady krańcowych zaniedbań i obojętności wobec cierpienia. Jeśli nie potrafimy tego zmienić, piękne cytaty z encykliki "Evangelium vitae" będą tylko oskarżeniem nas samych, a mocy przekonującej mogą nie odzyskać.

Drugim zadaniem, już tylko dla specjalistów, będzie dogłębne rozważenie wszystkich aspektów medycznych i prawnych zagadnienia "uporczywej terapii", której zaniechanie nauka Kościoła w pewnych przypadkach dopuszcza, z czego, jak wiemy, w ostatnim dniu życia skorzystał sam Jan Paweł II. Chodzi przecież o to, by na wołanie rozpaczy przez powalonych zbyt ciężkim doświadczeniem odpowiedź przychodząca z naszej strony nigdy nie zabrzmiała jak katowski wyrok "umieraj powoli", zaprzeczając samej istocie ewangelicznego przesłania.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 09/2007