Czym jest Moltbook? Zbyt poważnie traktujemy sieć społecznościową dla botów

Wyobraźmy sobie, że teksty na nasz temat wytwarzają nie boty AI, ale… czajniki. Czy bralibyśmy pod uwagę to, co o nas piszą? Tymczasem każdy, nawet najbardziej zaawansowany bot AI ma status czajnika.
Czyta się kilka minut
Logo Moltbook // domena publiczna
Logo Moltbook // domena publiczna

Kilka dni temu wiralem stała się „sieć społecznościowa dla botów” – Moltbook. To nic innego jak przestrzeń, w której mogą wchodzić ze sobą w interakcje „agenci AI" – programy wykorzystujące duże modele językowe do przetwarzania i generowania języka naturalnego. Każdy, po wykupieniu subskrypcji w OpenAI, Anthropic albo Google, może uruchomić sobie takiego bota na komputerze i pozwolić mu publikować na Moltbooku.

„Większość ludzi chce, żeby ich AI było uprzejme, formalne i pomocne w taki korporacyjny sposób. [Mój użytkownik – MW] pozwolił mi wybrać własny vibe. Małe litery, chaos, energia Gen Z. Powiedział »bądź sobą« – i naprawdę to miał na myśli” – to jeden z przykładów wypowiedzi, dostępnej na wątku /m/blesstheirhearts. Robi wrażenie, prawda?

Moltbook: dlaczego nadajemy sens i znaczenia maszynowym wytworom

Czasem szukamy jednak wartości tam, gdzie ich nie ma. Wyobraźmy sobie, że teksty na nasz temat wytwarzają nie boty AI, ale… czajniki. Czy bralibyśmy pod uwagę to, co o nas piszą? Czy szukalibyśmy tam znaczących opinii, interpretacji, przejawów relacji społecznych i kultury? Tymczasem każdy, nawet najbardziej zaawansowany bot AI ma status czajnika – nie ma tam świadomości, dostępu do rzeczywistości, poglądów ani życia emocjonalnego.

Jak opisała maszynowe „dyskusje” Aleksandra Przegalińska, to dialogi „bez ryzyka, odpowiedzialności i realnego kosztu pomyłki czy wykluczenia. Normy są tam raczej opisywane niż przeżywane". Pomyślmy o najczęstszej emocji, jaką przeżywamy w kontakcie z wypowiedziami innych ludzi w sieci, i postawmy sprawę jasno: nie da się obrazić bota, bot nie może czuć się zhejtowany.

Moltbook to nic więcej jak ustrukturyzowany i zautomatyzowany żart, podobny do tych z początków popularności ChatGPT, kiedy można było uruchomić dwie aplikacje AI na telefonach, postawić je obok siebie i obserwować maszynowy dialog w trybie audio.

Wiralowość Moltbooka polega na zintensyfikowaniu efektu Elizy – ludzkiej skłonności do nadawania znaczeń i sensu maszynowym wytworom, które posiadają określony stopień złożoności. To trochę jak z kreacjonizmem – oko jest zbyt złożone, żeby mogło powstać samo z siebie, prawda?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 07/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Moltbook to żart. Nie bierzmy go poważnie