Szlak odnalezionej nadziei

Znamienne, że Jezus wchodzi zupełnie anonimowo w głęboki smutek wędrowców. Nie przedstawia się, nie mówi, dokąd zmierza. Stawia pytania, jak gdyby nic nie wiedział o wydarzeniach ostatnich dni. Sugeruje, że musi iść dalej i trzeba dopiero odwołać się do perswazji, aby pozostał w Emaus. Znika z oczu obserwatorów, kiedy zostaje rozpoznany. Jedyne, co czytelne w Jego przesłaniu, to wspólnota łamanego chleba i wyjaśnianie Pism, którego następstwem było pałanie serca.
Czyta się kilka minut

Jakże często oczekiwalibyśmy spotkania z Bogiem, który wszystko uprzedzająco sprecyzuje, rozwiewając wszelkie niedomówienia i niepewność. Tymczasem On pozwala się odnajdywać w głębi naszego smutku, w rozdarciu i niepewności, w przeżyciu dzielonego bólu, w pozornie przypadkowym spotkaniu.

Gdyby podczas tamtej wędrówki zbagatelizowano Jego pytania, gdyby nie zatrzymano Go w Emaus, lecz pozwolono Mu odejść, Apostołowie nie przeżyliby szokującej radości niesionej przez prawdę o Zmartwychwstaniu. Pozornie błahe gesty na życiowym trakcie spowitym przez gęstą mgłę mogą odsłaniać zagubiony wymiar życia prowadząc na szlak odnalezionej nadziei.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2005