Jezus „po drodze przyszedł do jakiejś wioski”. W gościnę zaprosiła go Go kobieta imieniem Marta. I kiedy ta zabrała się do przygotowywania kolacji, jej siostra Maria „usiadła u stóp Pana i wsłuchiwała się w Jego słowo”. Nic dziwnego, że w pewnym momencie Marta warknęła na Jezusa: „Panie, nic Cię to nie obchodzi, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”.
Coś podobnego dzieje się na mszy. Na początek mszy dzwonek, na podniesienie gong, i znowu dzwonek na Komunię. Hostię przechowujemy w pozłacanym naczyniu i w pancernym tabernakulum. Natomiast Lekcjonarz gdzieś w kącie, w jakiejś szafce, żeby nie powiedzieć: w rupieciarni. Przed Hostią i tabernakulum klękamy aż na dwa kolana, a przed Lekcjonarzem? Owszem czasem można znaleźć przed ołtarzem pulpit z otwartą Biblią, ale częściej tzw. święte obrazki, foldery, czasem jakąś gazetę.
Wykosztowujemy się na koszmarne, bo niby złote ornaty i inne kiczowate ozdoby, ale już o wiele rzadziej na dobre nagłośnienie. I jeśli czegoś na nabożeństwie nie możemy ścierpieć, to ciszy. Czytanie Biblii oczywiście jest, bo musi być, gdyż bez tej części msza byłaby „nieważna”, a to znaczy, że nieskuteczna, szkoda wydawać na nic te parędziesiąt złotych.
Skąd się bierze to, najdelikatniej mówiąc, niedowartościowanie liturgii słowa i w ogóle Biblii? Przyczyn jest wiele, ale jedna wydaje się być najważniejszą – strach. Cisza, milczenie jest niebezpieczna, pozwala dojść do głosu rozumowi, pamięci, a co gorsza – sumieniu. A tego nie lubimy, to psuje błogostan, który wynika z samozadowolenia. Powiedziałem, wyśpiewałem, w procesji wychodziłem, co miałem Panu Bogu do przekazania, i teraz kolej na Niego – na udzielenie mi „łask, których tak bardzo pragnę i potrzebuję”.
Jak Marta krzątamy się koło Boga, nie zważając, co ma do powiedzenia, albo nie dostrzegając, co potrafiła Maria, że gdy człowiek głoduje, to głoduje również Bóg. Jezus skarżącej się na siostrę Marcie mówi: „Maria dobry udział wybrała sobie”. Być może dlatego Ignacy z Loyoli radzi, byśmy starali się być kontemplatywni w działaniu. Robili w pierwszym rzędzie to, co konieczne, czyli możliwe tylko tu i tylko teraz. Tym samym przestali uganiać się za Bogiem, prosić o przyjście, o zstąpienie z nieba, nasłuchiwać i czekać, kiedy przyjdzie. Na to szkoda czasu. On jest. Współdziałamy z Nim.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















