Szklanki

Prawda o tym, że do przelania się szklanki wystarczy jedna, decydująca kropla, jest tak stara i banalna, że aż wstyd o niej przypominać. Czasem, kiedy myślę o naszym kraju (a może o naszym świecie?), wydaje mi się, że widzę setki i tysiące takich wypełnionych po brzegi szklanek. Zdziczenie w szkołach, gdzie upokarza się i torturuje słabszych, zdziczenie wojskowej "fali", zdziczenie w domach rodzinnych, skąd trafiają do szpitali okaleczone dzieci, zdziczenie na stadionach sportowych, zdziczenie w domach opieki nad starymi ludźmi, zdziczenie na cmentarzach, gdzie ograbia się i bezcześci groby, zdziczenie na drogach, gdzie zabija się, bo ktoś chciał wypić kielicha albo zaaplikować sobie szybkością dawkę adrenaliny. I tak dalej...
Czyta się kilka minut

Kiedy kropla się przelewa, wybucha kilkudniowy szum w mediach, rodzą się pomysły drakońskich kar, drylu, dyscypliny - potem wszystko cichnie, zainteresowanie gaśnie. A w wypełnionych po brzegi szklankach - osady wieloletnich zaniedbań, bezmyślności, niewrażliwości, obojętności, niekompetencji, zbrodniczej głupoty...

Co z tym zrobić? Nie wiem. Pytam.

Rozmowy

Spotkania i rozmowy telefoniczne z moimi przyjaciółmi, lub znajomymi, zaczynają się często od zdania: "Ale nie będziemy mówić o polityce...". Założenie słuszne, bo jeśli poglądy mamy podobne (najczęściej), rozmowa szybko zamienia się w gorzki i deprymujący rejestr tych samych znanych narzekań. Jeżeli poglądy mamy inne (rzadko, ale jednak się zdarza), rozmowa szybko staje się agresywna, nieprzyjemna i obnażająca u rozmówców te cechy, o których może woleliby nie pamiętać.

Właściwie o polityce należałoby rozmawiać tylko wtedy, kiedy jest szansa, że politycy to usłyszą. A u nas nie usłyszą, bo słyszą tylko samych siebie. Zasłuchani we własne prymitywne, często niegramatyczne zdania, zatokowani jak głuszce czy cietrzewie w porach uniesień miłosnych.

Misternie

Ach, jakież to podniecające, tak ją sobie dziergać i obrębiać, podcerowywać i zeszywać na zakładkę, przeciągać nitkę przez kolejne uszka, wiązać na niej pętelki, umacniać przetarte miejsca, a potem nagle szarpnąć - spruć aż do ostatniego ściegu, zostawiając tylko ledwie widoczny węzełek w tkaninie! Potem podważyć go paznokciem, dowiązać nitkę, przewlec, solidnie zahaczyć, umocnić, odtworzyć poprzednie ściegi - a potem nagle szarpnąć - i trrach!

Ach, jakież to porywające, tak sobie misternie dziergać i pruć, nizać i pruć, zszywać i pruć koalicję!

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2006