Reklama

Sylwa obojga narodów

Sylwa obojga narodów

15.10.2018
Czyta się kilka minut
Powieści Sabaliauskaitė to zdecydowanie więcej niż tylko kolejny rozdział w dyskusji o wspólnej polsko-litewskiej historii. Intencją autorki było przypomnienie o naszym wspólnym wielokulturowym dziedzictwie.
DAVID LEVENSON / GETTY IMAGES
S

Szeroki i wielobarwny strumień opowieści, przepływający przez kolejne tomy tetralogii historycznej Kristiny Sabaliauskaitė „Silva rerum”, zagwarantował autorce zasłużoną popularność i sprawił, że porównanie do prozy Sienkiewicza nie wydaje się wielkim nadużyciem. Jednak gołym okiem widać, że w pisarstwie litewskiej autorki chodzi nie tylko o przygodową rozrywkę. O ile w XIX wieku Sienkiewiczowska opowieść o przeszłości miała przede wszystkim krzepić serca, o tyle dziś, w zupełnie innych warunkach geopolitycznych, ta sama przeszłość również służy czemu innemu. Przywoływana z pietyzmem i wielką dbałością o szczegóły historia nowożytnej Europy Środkowej może być w XXI wieku cenną lekcją szacunku i pamięci o wspólnej przeszłości – szczególnie dla powojennych, monokulturowych społeczeństw. Dla Polaków tym ciekawszą, że pochodzącą od naszych sąsiadów.

Ciągłość dziejów

„Zmarli nie tylko śpią i mają sny, ale w dodatku wiercą się podczas spania” – mówi Urszula Narwojsz na początku pierwszego tomu sagi Sabaliauskaitė. Słowa te mogłyby posłużyć za motto dla całej serii. Składające się na nią tomy zainspirowane są gatunkiem sarmackiej sylwy (dosłowne tłumaczenie łacińskiej frazy silva rerum to „las rzeczy”), czyli popularnej księgi rodowej, do której przez wiele dekad i pokoleń trafiały różnorodne stylistycznie, najczęściej nieoficjalne i nieprzeznaczone do publikowania zapiski.

Sabaliauskaitė zręcznie wykorzystuje tę konwencję i opowiada o przeszłości nie z perspektywy władców i prowadzonych przez nich wojen, ale prywatnego życia umiarkowanie zamożnej szlacheckiej rodziny Narwojszów. W tle oczywiście dzieje się wielka historia lat 1659–1795 (tom I: rosyjsko-kozacki najazd na Wilno i towarzysząca mu zaraza; tom II: Wojna Północna i epidemia dżumy z 1710 r.; tom III: wielkie pożary Wilna z lat 1748-1749; tom IV: spóźnione oświecenie i rozbiory Rzeczypospolitej). Kilka tygodni temu do księgarń trafił drugi tom polskiego przekładu tetralogii w tłumaczeniu Izabeli Korybut-Daszkiewicz.

Długie, wielokrotnie złożone zdania, z których składają się rozbudowane opisy, dobrze łączą się z humorem, ironią i zaskakującymi pointami, a nieoczekiwanie potoczne i dosadne fragmenty z powodzeniem rekompensują brak dialogów i względnie powolną narrację. Intensywność tej prozy polega bowiem na czymś innym – kolejne części cyklu koncentrują się na odchodzeniu starych i pojawianiu się nowych pokoleń, często skonfliktowanych ze sobą. W ten sposób rodzi się opowieść znacząco odbiegająca od doświadczeń dzisiejszego czytelnika. U Sabaliauskaitė ważniejsza od pojedynczych losów jest ciągłość dziejów kultury i przekaz międzypokoleniowy, które uległy bezpowrotnemu zerwaniu wraz z nadejściem gilotyny nowoczesności.

Autorka, z wykształcenia historyczka sztuki, pracowała nad swoją tetralogią 18 lat, czym bije na głowę nawet Olgę Tokarczuk i jej „Księgi Jakubowe”. Podobieństwa z głośną powieścią polskiej laureatki Nagrody Bookera sięgają głębiej, gdyż oba dzieła to świetne przykłady rewizji pamięci historycznej, zawłaszczonej dotąd przez patriarchalne wyobrażenia o władzy i podboju. Kolejne tomy litewskiej autorki nie bez kozery zaczynają się tam, gdzie autorzy tradycji walterscottowskiej raczej zakończyliby fabułę: w chwili, gdy trzeba zacząć odbudowę kraju po kolejnym pustoszącym najeździe (w pierwszym tomie – kozackim, w drugim – szwedzkim). Fenomen Wilna regularnie powstającego z kolan po kolejnych ciosach z pewnością interesuje autorkę bardziej niż chwała czyjegokolwiek oręża. Choć naturalistyczne opisy wszechobecnej śmierci (zgodne zresztą z duchem epoki) pojawiają się często – na przykład w pierwszym tomie, kiedy Urszula Narwojsz raz za razem grzebie swoje przedwcześnie zmarłe dzieci – to jednak powieściowy cykl opowiada przede wszystkim o życiu, narodzinach i odbudowie.

Kontrowersje

Ciekawa jest recepcja cyklu Sabaliauskaitė na Litwie. Pierwszy tom ukazał się w 2008 r. i można śmiało powiedzieć, że dokonał rewolucji na litewskiej scenie literackiej. Jako propozycja z obszaru mało popularnego gatunku powieści historycznej, poruszająca jeszcze mniej popularną i przez wiele lat marginalizowaną tematykę okresu Wielkiego Księstwa Litewskiego i unii z Koroną, powieść zainspirowała zaskakująco szeroką debatę o przeszłości i pamięci. Niewolne od przywar, ale pokazane z wyraźną sympatią postaci historyczne „Silvy rerum”, nierozpoznawane wcześniej jako litewskie, zastąpiły w szerokiej świadomości obrazy spolonizowanej szlachty, która przepiła kraj. Popularność książki zachęciła nawet władze Wilna do utworzenia tras turystycznych śladami bohaterów książki.

Istotna dla sukcesu mogła być peryferyjna pozycja samej autorki – od lat zamieszkałej w Londynie i udzielającej się publicznie wyłącznie naukowo, nienależącej do lokalnego życia literackiego. Niezależność i nieuwikłanie zapewniły Sabaliauskaitė większą wiarygodność, ale także swobodę zajęcia się mało modnym tematem, powiązanym bezpośrednio z jej zainteresowaniami naukowymi. Wszystko to zaowocowało ważnym głosem w debacie na temat dotychczasowej polityki tożsamościowej Litwy, która zarówno w opinii autorki, jak i wielu litewskich intelektualistów, kontynuuje stare, sowieckie wzorce charakterystyczne dla całego regionu.

Po upadku Związku Radzieckiego tłamszone przez dekady nacjonalizmy wybuchły ze zdwojoną siłą – tak w Polsce, jak i na Litwie. Widowiskowym przykładem tych dawnych sporów mogą być choćby przepychanki o to, jak zapisywać nielitewskie nazwiska. Warto dodać, że Sabaliauskaitė była jedną z inicjatorek listu przeszło 30 litewskich intelektualistów do prezydent kraju, Dalii Grybauskaitė, nawołującego do zmiany dyskryminujących przepisów.

Między polskim i litewskim

Czytelnik polskiego przekładu tego nie zauważy, ale „Silva rerum” napisana jest niezwykle oryginalnym językiem, który na Litwie wywołał niemałe kontrowersje. Sabaliauskaitė, która płynnie włada polszczyzną (posiada polskie korzenie, a jej nazwisko można przetłumaczyć jako Sobolewska), zdecydowała się na użycie oryginalnego słownictwa z epoki, wprowadzając tym samym do tekstu liczne polonizmy. Na Litwie istnieje ustawa, która ogranicza możliwość używania słów pochodzenia obcego w tekście, a twórcy łamiący te zasady narażają się na ryzyko mandatów ze strony Państwowej Inspekcji Języka. Formuła stylizacji historycznej okazała się furtką, dzięki której udało się ominąć rygorystyczną politykę językową.

Rozczarują się jednak srodze ci, którzy liczą, że z tego powodu książka ma polonofilski charakter. Ustami bohaterów cyklu niejednokrotnie przemycana jest ostra krytyka I Rzeczypospolitej. „Ileż można było się żreć na warszawskich sejmach, skakać sobie do oczu, przekupywać posłów, nuncjuszy, dyplomatów i kandydatów, i siebie nawzajem przed każdą elekcją” – zastanawiają się litewscy konfederaci, marzący o secesji Wielkiego Księstwa od Korony pod wodzą Sasa. Do tego co chwila pokazywana jest nędza i bezsilność chłopskiej, czyli przede wszystkim litewskojęzycznej ludności.

Powieść można zresztą czytać jako drobiazgowo opowiedziane dzieje kultury Rzeczypospolitej w epoce długiego, ale nieubłaganie nadciągającego schyłku. Tę gęstniejącą atmosferę dobrze ilustruje scena, gdy Anna Katarzyna Narwojsz, bohaterka drugiego tomu, odwiedza dwór w Milkontach i odkrywa ze wstrętem „obmierzły, bezwstydny bohomaz z Wenerą i Marsem”. Rozkazuje powieszenie w jego miejscu obrazu Maryi w koronie z kwiatów. Wszystko dzieje się w sypialni jej własnych dziadków, Jana Macieja i Elżbiety, dla których podobizny nagich antycznych bóstw były naturalnym elementem wystroju pokoju. Postępujący upadek świetności dworu, jak to zwykle bywa, idzie w parze z zaostrzeniem norm obyczajowych.

Zapomniane dziedzictwo

Powieści Kristiny Sabaliauskaitė to jednak zdecydowanie więcej niż tylko kolejny rozdział w dyskusji o wspólnej polsko-litewskiej historii. Autorka wielokrotnie podkreślała w wywiadach, że jej intencją było przypomnienie wielokulturowego dziedzictwa tej części Europy, której tradycyjną stolicą jest Wilno. Miasto, którego nazwa, jak zauważył kiedyś Tomas Venclova, w każdym języku ma inny rodzaj gramatyczny: po litewsku „ten” Vilnius – niczym ojciec, w jidysz „ta” Vilne – jak matka, a po polsku „to” Wilno – czyli dziecko. Dlatego warto dostrzec w postaciach Delamarsa – francuskiego ludwisarza i wielkiego amatora ślimaków – czy też Aarona Gordona – żydowskiego lekarza – nie tyle powieściowe ozdobniki, co raczej pełnoprawne, a może nawet kluczowe postaci. Bo to przecież oni budują panoramę tego minionego świata, o którym mieszkańcy naszego regionu często zapominają bądź pamiętać nie chcą.

Tetralogia Sabaliauskaitė to opowieść pamięci całej Mitteleuropy, co słusznie zauważył Leonidas Donskis, zmarły przed dwoma laty znakomity litewski intelektualista, filozof, eurodeputowany i gość Festiwalu Conrada. Milan Kundera nazwał kiedyś Pragę „miastem bez pamięci” i pewnie miał to samo na myśli co Ričardas Gavelis, litewski prozaik, gdy w swoich powieściach („Vilnius Poker”, „Vilnius Jazz”) portretował Wilno jako miasto-widmo. Wszędzie, gdzie tyrania historii zniszczyła lub przemieściła całe społeczności i pozostawiła nowym mieszkańcom wyłącznie puste mury, odbywa się podobny proces. Zaczyna się od długoletniej niepamięci, która ustępuje powolnemu i mozolnemu przywracaniu śladów życia dawnych społeczności.

Zdają sobie z tego doskonale sprawę gdańszczanie czytający Güntera Grassa, a także mieszkańcy słowackich Koszyc, przeglądający się w dziennikach Sándora Máraiego, czy młodzi lwowianie, którzy zdecydowali się nazwać powstające właśnie w dawnej zajezdni tramwajowej centrum kulturalno-coworkingowe imieniem Stanisława Lema.

Paradoksem jest – mówi dalej Donskis – że Anglia i Francja, czyli w epoce baroku monokulturowe państwa ze centralizowaną władzą, dziś są otwartymi i postępowymi społeczeństwami zjednoczonej Europy, a kraje naszego regionu, w tym te słynące niegdyś ze złotej wolności i niespotykanego gdzie indziej poziomu pluralizmu w debacie publicznej (choć ograniczonego oczywiście do jednego stanu), są coraz częściej kojarzone z atawistycznym nacjonalizmem i narastającym resentymentem. Sukces Sabaliauskaitė dowodzi jednak, że nadziei na ratunek można szukać w literaturze, która działa lepiej na pamięć zbiorową niż dekady siermiężnej polityki historycznej.

Nasi pisarze

Żyjemy w czasach wzmożonej fascynacji przeszłością, która jednak zazwyczaj sprowadza się wyłącznie do przaśnych rekonstrukcji historycznych. Lektura litewskiej sagi otwiera nowe możliwości dla kanalizowania tych potrzeb. Co więcej, dzięki niej można na nowo przemyśleć historię polsko-litewskich relacji, bo wciąż wiele jej momentów kładzie się cieniem na teraźniejszości. Jednak najbardziej niezwykłe w tej tetralogii jest to, że doczekaliśmy się powieści, która – choć napisana w obcym języku – wpasowuje się idealnie pomiędzy najróżniejsze polskie teksty – zarówno te kanoniczne, jak i współczesne. Bo przecież od dworu Narwojszów w Milkontach do Soplicowa nie jest daleko, a bohaterowie „Warunku” Eustachego Rylskiego spokojnie mogliby zahaczyć o niego w czasie swojej dezercji z wyprawy Napoleona na Moskwę (i spotkać tam kolejnych potomków Jana Macieja Narwojsza).

A wszystko dlatego, że mamy tu do czynienia z literaturą, która wznosi się ponad partykularne podziały i opowiada o fundamentalnych doświadczeniach kulturowych, zrozumiałych dla wszystkich mieszkańców dawnej Rzeczypospolitej. W wywiadzie dla popularnego litewskiego portalu 15min Sabaliauskaitė powiedziała kiedyś, że należałoby uznać za część szeroko rozumianej literatury litewskiej także te teksty, które wiążą się z Litwą, ale powstały w innych językach – choćby „Dolinę Issy” Czesława Miłosza, „Obietnicę poranka” Romaina Gary’ego czy pisane w jidysz powieści Chaima Grade. To świetny pomysł, bo nie tylko zrywa z niepotrzebnie ograniczającą nas perspektywą narodową, ale również pozwala włączyć do „naszych” autorów tak świetną pisarkę jak Kristina Sabaliauskaitė. ©

KRZYSZTOF ŻWIRSKI (ur. 1988) jest doktorantem w Katedrze Porównawczych Studiów Cywilizacji UJ, a także pracownikiem Krakowskiego Biura Festiwalowego.

KRISTINA SABALIAUSKAITĖ (ur. 1974) jest litewską pisarką i historyczką sztuki. Od 2002 r. mieszka w Londynie. Autorka bestsellerowej tetralogii „Silva rerum” (2008–2014), wielopokoleniowej sagi o szlacheckiej rodzinie Narwojszów, w której z wielką pieczołowitością odmalowała czasy Rzeczypospolitej Obojga Narodów XVII i XVIII wieku na Litwie. Seria wzbudziła na Litwie liczne kontrowersje, ale też przyczyniła się do ożywionej debaty o litewskiej przeszłości i tożsamości. W 2008 r. autorka została laureatką literackiej nagrody im. Jurgi Ivanauskaitė, w 2016 r. była nominowana do Nagrody Literackiej Europy Środkowej „Angelus”.

LITERATURA POZWALA WZNIEŚĆ SIĘ ponad partykularne interesy i zrozumieć, że międzynarodowe spory napędzane są zwyczajnym egoizmem, zabarwionym nacjonalistycznie. Relacje Polski i Litwy, które nigdy nie były łatwe, są tego najlepszym przykładem. Podczas Festiwalu będzie okazja, aby porozmawiać z Kristiną Sabaliauskaitė o trudnej i skomplikowanej pamięci Rzeczypospolitej szlacheckiej w Polsce i na Litwie, a także wspólnym, lecz nieco zapomnianym dziedzictwie otwartości i tolerancji.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]