Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Świadek uczestniczący

Świadek uczestniczący

07.05.2012
Czyta się kilka minut
Na ogół nie piszę tu o książkach, które już omówiono w „Tygodniku”. Odstępując od tej zasady – kilka słów o książce, o której już pisał Janusz Poniewierski („TP” nr 16).
K

Książka Józefy Hennelowej jest bowiem książką o „Tygodniku”, ale nie wyłącznie. Zgodnie z tytułem, jest to książka o Kościele, a zarazem w pewnej mierze duchowa autobiografia Autorki. Napisana żarliwie, z niebywałą szczerością, bez oglądania się na „poprawność polityczną”, książka jest ważna, bo zostało w niej uchwycone i zapisane coś, co można ująć w zdaniu: „tak myśleli ludzie w »Tygodniku«”. Oczywiście nie wszyscy i nie zawsze, ale głos redaktor Ziuty zawsze był w naszej redakcji ważny.

Tak więc książka mieści się w kategorii „świadectwo”, a ze świadectwem się nie polemizuje. Świadectwo i oceny są niekiedy bardzo surowe, ale nawet wtedy, kiedy dotyczą mnie i kiedy odnoszę wrażenie, że fakty nie zostały dokładnie przedstawione, nie czuję potrzeby polemiki czy sprostowań. Moją wersję przedstawiałem na łamach „TP” i kto zechce, do tamtych tekstów sięgnie; być może moje racje nie były wystarczająco mocne. Ważne, że tamte wydarzenia tak zostały odebrane i tak się zapisały w pamięci. Wiem, że po pierwszym odruchu irytacji muszę sobie postawić pytanie: może to Józefa Hennelowa ma rację? Powtórzę tylko zdanie, które w książce zostało skrytykowane, że wybory, których musimy dokonywać, niekoniecznie są oczywiste, czarno-białe.

Wracając do książki – jest ona opartą na doświadczeniu refleksją nad wielkimi i mniejszymi sprawami Kościoła oraz Polski. Autorka przypomina wielkie postacie z wdzięcznością, a często i z ubolewaniem, z powodu wyrządzonych im krzywd: Jacka Kuronia, brata Karola de Foucauld, księdza Michała Sopoćkę, księdza Andrzeja Bardeckiego, księdza Stanisława Musiała, biskupa Jerzego Matulewicza i swego wspaniałego ojca Józefa Golmonta, obrzydliwie zniesławionego przez niejakiego Andrzeja Krzepkowskiego. Są tam jeszcze obserwacje dotyczące ustawodawstwa w sprawie aborcji, stosunków polsko-litewskich, liturgii Mszy św., ubóstwa Kościoła i wielu innych spraw.

Szczególnie ważny jest rozdział poświęcony katolickim mediom („Media dla Kościoła – ważne? najważniejsze?”), a w nim fragmenty dotyczące ich wiarygodności. Czytamy: „Jak więc dzisiaj ma wyglądać stempel wiarygodności mediów, którym wolno powiedzieć, że są katolickie, ponieważ wywodzą swój świat wartości z Kościoła? (...) Czy jest możliwa dyskusja wokół tematów przez Kościół uważanych za ważne, na przykład o jego miejscu we współczesnej Polsce? Czy głos krytyczny albo głos, z którym księża biskupi się nie zgadzają, może być wzięty pod uwagę jako temat? (...) Kościół hierarchiczny oczekuje przede wszystkim poparcia swojego stanowiska. (...) W rozważaniu o tym, na co Kościołowi media, podkreślić trzeba tylko jedno: nie jest dobrze i musi budzić niepokój, gdy obowiązek katolickości wyrażanej przez lojalność i dydaktykę (by nie nazy¬wać tego propagandą, która zawsze towarzyszy ideolo¬giom, a od czego ewangelizacja ma być jak najdalsza) staje się ważniejszy niż etyka dziennikarska”. Trzeba też mieć wyraźnie złą wolę, by się nie zastanowić nad tym, co – sine ira – Autorka pisze o Radiu Maryja (z przyległościami).

Ciekawe: podtytuł tej książki – „O Kościele, który może boleć” – spotyka się z tytułem książki znanego watykanisty Gian Franca Svidercoschiego. Włoskiego tytułu „Mal di Chiesa” nie udało się przełożyć na polski i wydany przez Świat Książki przekład nosi tytuł „Dokąd zmierza Kościół – chrześcijanin w kryzysie, rozterki i nadzieje”. A mógłby właśnie brzmieć: „Kościół, który boli”.

Józefa Hennelowa, Otwarty, bo powszechny. O Kościele, który może boleć. Wysłuchała i opracowała Anna Mateja. Kraków 2012, Wydawnictwo Literackie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]