Strategia niespiesznego przechodnia

Jerzy Stempowski: NOTATNIK NIESPIESZNEGO PRZECHODNIA
Czyta się kilka minut

Tej książki dotąd nie było, mimo że jej autor zmarł 43 lata temu. Po raz pierwszy zebrano wszystkie teksty, które Stempowski opublikował od kwietnia 1954 r. na łamach „Kultury” pod tytułowym nagłówkiem.


Formuła „Notatnika niespiesznego przechodnia” jako rubryki na łamach miesięcznika Jerzego Giedroycia była szeroka i pojemna. Czasem wypełniał ją jeden esej, czasem kilka tekstów – esej i krótkie recenzje albo noty poświęcone bieżącym wydarzeniom. Recenzja z „Tkanki ziemi” Kazimierza Wierzyńskiego przybrała postać listu do autora, a w szkicu o operze Arnolda Schönberga „Mojżesz i Aron” Stempowski umieścił fragmenty własnego przekładu libretta. Niekiedy „Notatnik” stawał się dziennikiem podróży: do Niemiec, Austrii, Holandii, Włoch.

Przygotowując dla Instytutu Literackiego „Eseje dla Kassandry” (1961), Stempowski włączył do nich niektóre z „Notatników”, poczynając od programowego eseju „O czernieniu papieru”. Kolejne fragmenty znalazły się w pośmiertnym tomie „Od Berdyczowa do Rzymu” (1971) – w sumie trzynaście „Notatników”. W krajowych wyborach pism Stempowskiego znalazło się piętnaście innych. „W rezultacie – pisze Jerzy Timoszewicz – w ośmiu książkowych zbiorach pism Stempowskiego, jakie się dotąd ukazały, pominięto dziesięć całych »Notatników« oraz sześć szkiców, które wchodziły w skład innych, przedrukowanych nie w pełni”.

Dlaczego przypominam te szczegóły? Dotychczasowe publikacje porządkowały teksty z „Notatnika” według klucza tematycznego czy też gatunkowego. Decyzja uprawniona, pozbawiająca jednak czytelnika dodatkowej przyjemności, jaką daje teraz obcowanie z różnorodnością gatunkową i stylistyczną rubryki. Uproszczone sądy każą czasem widzieć w Stempowskim erudytę odwróconego ku przeszłości, cyzelującego frazę klasyka, w którym współczesność nie budzi emocji. „Notatnik” czytany w kształcie integralnym pokazuje fałsz takiego obrazu. Jest tu, owszem, dystans, jest powściągliwość, ale nie wykluczają one ani emocjonalnego zaangażowania, ani zainteresowania przemianami, jakim podlega świat.

Legendarna erudycja Stempowskiego złączona z pasją obserwatora pozwala mu tym przenikliwiej analizować zjawiska współczesnej kultury – czy chodzi o los awangard, czy o książki ukazujące się w kraju. Omawiając „Zmiany w krajobrazie” Hanny Mortkowicz-Olczakowej, zbiór reportaży o budowie Nowej Huty, dostrzega więc u autorki – córki wydawcy Żeromskiego! – inteligencki kompleks winy wobec ludu. Pisząc o wstępie do albumu poświęconego ołtarzowi mariackiemu Wita Stwosza (wydanie z roku 1951), precyzyjnie oddziela trybut, jaki autorzy – historycy sztuki – złożyli obowiązującej ideologii od ich odkrywczych ustaleń stricte naukowych. Fascynują go zarówno eksperymenty artystyczne Teodora Parnickiego czy Leopolda Buczkowskiego, jak i twórczość młodych – choćby Stanisława Czycza.

Niekiedy zaś trafiamy na wyznania osobiste, jak w „Fantazjach bywalca koncertowego”. Stempowski wspomina koncert symfoniczny, na który w dzieciństwie zabrali go rodzice. Po powrocie położył się szybko do łóżka, sen jednak nie przychodził. „Płynny żywioł dźwięków niósł mnie przez szybko mijające godziny ku jakiejś przemianie, którą bez żalu i strachu witałem z radosnym wzruszeniem. Patrząc z oddalenia pół wieku, sądzę, że noc ta była rozstrzygająca dla całego późniejszego biegu moich spraw”. A więc dystans – ale ten, który zdobywa się dzięki sile przeżycia artystycznego. (Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską – Oddział Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2012, ss. 270 + 262. Zebrał i notą wstępną opatrzył Jerzy Timoszewicz, opracowała Dorota Szczerba. Na końcu – to świetny pomysł! – indeksy nie tylko osób i dzieł, ale też miejsc.)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 01/2013