Sted i jego kumple

Podobno już na zawsze skazany na ognisko i trzy akordy, Edward Stachura wraca w świetnym stylu.
Czyta się kilka minut
Bajzel i Budyń, czyli formacja Babu Król / Fot. Anna Głuszko-Smolik
Bajzel i Budyń, czyli formacja Babu Król / Fot. Anna Głuszko-Smolik

Nie ma sensu rozstrzygać, czy Stare Dobre Małżeństwo zrobiło krzywdę Edwardowi Stachurze, przenosząc jego twórczość w krainę łagodności. Z pewnością legionom Polaków (również piszącemu te słowa) dostarczyło w ten sposób wielu wzruszeń. Stachura w wersji proponowanej przez najsłynniejszy polski zespół poezji śpiewanej był przez wiele lat nieodłączną częścią rytuału inicjacyjnego, razem z letnim ogniskiem, rozstrojoną gitarą i butelkami wina przechodzącymi z rąk do rąk. Ani Jan Kondrak ze swoją „Mszą wędrującego”, ani aranżacje Jerzego Satanowskiego w wykonaniu Jacka Różańskiego, ani nawet najbardziej chyba melancholijny ze wszystkich Marek Gałązka (świetna interpretacja „Zawiei w Michigan”) nie podbili serc tłumów w takim stopniu jak ballady SDM. To one otwierały wejścia do namiotów.

Jakie wejścia otwierają Bajzel i Budyń z Babu Króla? Znani z formacji Pogodno muzycy również deklarują, że przeciwko poezji śpiewanej nic nie mają, chcieli jednak Stachurę „odharcerzyć”. I to się znakomicie udało. Powstał zbiór 12 utworów, złożony zarówno z tekstów bardzo znanych („Jak”, „Człowiek”, „Nie brooklyński most”, „Biała lokomotywa”), jak i zapomnianych („Co noc”, „Bójka w L.”, „Nachylcie plecy wasze”), zbiór wariacki, drapieżny, nasycony szaleństwem i erotyzmem zupełnie innym niż ten z obozów wędrownych. Babu Król wywraca Stachurę do góry nogami, przenosząc go z krainy smutnych marzeń i jesiennych wrzosowisk w terytorium szaleństwa. „Sted” w towarzystwie Bajzla i Budynia zaczyna gryźć, jest człowiekiem namiętnym i nieobliczalnym, jak wtedy, gdy woła:


Przyjdź do mnie jawnogrzesznico
będę cię rozdzierał powoli

(„Próba wniebowstąpienia”)


To muzyka złożona z różnych stylów, niespodziewanych kontrapunktów, nastrojów zmieniających się w mgnieniu oka, nieprzewidywalna, pełna pułapek. Znajdziemy w niej odblaski ścieżek dźwiękowych do westernów („Bójka w L.”), ukłony w stronę alternatywnych gitarowych brzmień z Zachodniego Wybrzeża („Jak”), fragmenty niesłychanie delikatne („Nachylcie plecy wasze”), brutalne, szczeniackie wygłupy i śmiertelną powagę oraz momenty jak z najlepszych dancingów („Boska”). Bajzel i Budyń to muzyczne kameleony, które z przyjemnością zmieniają kolor skóry, jak w „Brooklyńskim moście”, który niespodziewanie przechodzi w pastisz. Roi się na tej płycie od smaczków, które trzeba wyszukiwać samodzielnie (choćby przepiękne pochody saksofonu w „Boskiej”). Wszystko to, podkreślmy, sprawka dwóch multiinstrumentalistów, którzy wystarczą za całą orkiestrę.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym: „Sted” to kolejna produkcja, w której polscy muzycy sięgają po polską poezję. Płyty „Broniewski”, „Gajcy”, a szczególnie „Kalambury” Pustek (zawierające m.in. wiersze Słonimskiego, Broniewskiego, Wyspiańskiego) udowadniają, że możliwy jest żywy, chwilami wbijający w podłogę miks przeszłości z jak najbardziej współczesnym, alternatywnym graniem.

Płytę zamyka wspaniała interpretacja „Białej lokomotywy”. Hipnotyczna, szybka, pulsująca muzyką hinduską i swojskimi rytmami kolejowymi, z transowym beatem, od którego nie sposób się uwolnić, w wykonaniu Babu Króla jest hymnem przeciwko rozpaczy, której Sted nie potrafił umknąć:


Gdzie brzęczą pszczoły
pluszcze rzeka
Gdzie słońca blask i cienie
drzew
Do tej co na mnie w życiu czeka
Do życia znowu nieś mnie nieś
Biała lokomotywo

(„Biała lokomotywa”)


Naiwne? I co w tym złego, skoro w interpretacji Bajzla i Budynia jednocześnie porywa do tańca i chwyta za gardło.

Ciekawe, czy przyjmie się przy ogniskach? 


Babu Król „Sted”, Creative Music 201 Budyń (Jacek Szymkiewicz) – wokal, saksofon tenorowy, Bajzel (Piotr Piasecki) – wokal, gitara barytonowa, gitara basowa, efekty.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18-19/2012