START II, czyli dawnych kronik czar

Kiedy w 1991 r. prezydenci Bush senior i Gorbaczow podpisywali pierwszy układ między USA a ZSRR o redukcji strategicznych arsenałów nuklearnych (zwany START), był to jeden z symboli końca "zimnej wojny".
Czyta się kilka minut

Stany i istniejący jeszcze Związek Sowiecki były niekwestionowanymi mocarstwami, które wyznaczały zasady gry politycznej w skali globu. Dziś żadne z tych porównań nie ma sensu. Nie tylko dlatego, że Rosja nie ma ułamka tej siły, którą dysponował ZSRR, a Stany walczą ze spadkiem swej globalnej pozycji. Dzisiaj nie ma już po prostu tandemu amerykańsko-rosyjskiego, który stanowiłby strategiczny punkt odniesienia dla reszty państw. Tymczasem ceremonia w Pradze w minionym tygodniu - podpisanie układu nazwanego START II, a przewidującego ograniczenie arsenałów atomowych USA i Rosji - miała w sobie coś ze starych kronik, na których utrwalono dobre wspomnienia z przeszłości. Prezydent Miedwiediew chciał widzieć w niej dowód na powrót Rosji do głównego roli partnera/rywala (niepotrzebne skreślić) Stanów Zjednoczonych. Prezydent Obama z kolei marzył o tym, aby kompromis z Rosją był - tak jak 20 lat temu - wydarzeniem rozstrzygającym wiele problemów globalnego bezpieczeństwa. Obaj wiedzą jednak, że układ START II ma znaczenie przede wszystkim prestiżowe: jest orężem w retorycznej walce o interesy narodowe i wizję świata bez broni nuklearnej.

Ale czy to znaczy, że szkoda było papieru i atramentu? Nie. Słowa i deklaracje także mają swe znaczenie. Nadają działaniom politycznym wiarygodność, bez której żadne cywilizowane państwo nie może zrealizować swych celów. W takim znaczeniu START II tworzy lepszy klimat dla współpracy - np. przy zwiększaniu presji na Iran, a być może (choć trudno to sobie wyobrazić w praktyce) także na Koreę Północną.

Naiwnością byłoby natomiast założenie, że zarówno Waszyngton, jak i Moskwa (o reszcie świata nie wspominając) całkowicie porzucili logikę atomowego odstraszania. Broń nuklearna jest dzisiaj bowiem tańsza i sprawia mniej problemów niż utrzymanie zastępów dobrze wyszkolonego i wyposażonego wojska. Nie wymawia posłuszeństwa swym mocodawcom i nie jest podatna na indoktrynację. Dla polityki militarnej ekspansji jest wprawdzie pozbawiona praktycznego znaczenia - to się akurat nie zmieniło od czasów "zimnej wojny" - ale za to stanowi solidną gwarancję przed interwencją z zewnątrz.

Choć więc obecne arsenały nuklearne pozostaną - nawet po ich redukcji - na tyle duże, że starczyłyby na obrócenie Ziemi w perzynę, perspektywa ich eliminacji jest tak samo odległa, jak wizja świata bez wojen.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2010