Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Spotkania

Spotkania

16.02.2014
Czyta się kilka minut
Antropologia kulturowa – dziedzina, która na gruncie polskim wyrosła na ludoznawczych podwalinach wyciosanych przez Oskara Kolberga – nie zalicza się do dziedzin niewinnych ani bezpiecznych.
Oskar Kolberg. Druk wg ryciny Piotra Stachiewicza Fot. Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze / IMIT
P

Powstała z ciekawości i chęci przekraczania mentalnych oraz kulturowych granic, stawiając badacza w sytuacji najbardziej nieprzewidywalnej: w sytuacji spotkania. A autentyczne spotkanie jest zawsze dynamiczne, nie do końca kontrolowane – oraz wyjątkowe.

W dodatku etnograficzne spotkanie stawia podwójne wymagania, gdyż dzieje się dwutorowo. Pierwotna antropologiczna chęć spotkania z obcością i odmiennością obraca się bowiem w konieczność spotkania również z samym sobą, z własnym wnętrzem i fizycznością, oraz z własnymi – choć ukształtowanymi kulturowo i społecznie – nawykami, odczuciami i ograniczeniami. Refleksja nad odmiennością innych oraz wewnętrzna autorefleksja, poczucie jedni i wspólnoty oraz dojmujące poczucie osamotnienia to ambiwalentne odczucia, nieobce każdemu, kto zdecydował się na poważnie zgłębiać i praktykować „sztukę antropologii”.

Biografie antropologów, etnologów, etnografów i ich ludoznawczych „ojców” potrafią świetnie przybliżyć specyfikę dyscypliny. Antropologia bowiem nie może być uprawiana tylko i wyłącznie w instytucjonalnych murach akademii czy naukowych towarzystw. Traktowana serio, staje się stylem życia i sposobem oglądu świata, kształtuje prywatne przyjaźnie i popycha do naukowych fascynacji.

Niezwykła, wielotorowa biografia Oskara Kolberga – symbolicznego „ojca założyciela” polskiej etnografii (choć, jak wiemy, nie pierwszego polskiego etnografa) – jest tego świetnym dowodem. Świat „Ludu, jego zwyczajów, sposobu życia, mowy, podań, przysłów, obrzędów, guseł, zabaw, pieśni, muzyki i tańców ” pochłonął tego romantycznego pozytywistę tak bardzo, iż dla niego wywrócił do góry nogami całe swoje życie, włączając równocześnie w kilkudziesięciotomowe ludoznawcze dzieło swą pierwszą, a nie do końca spełnioną miłość – muzykę.

Dziś, poprzez „Wariacje Kolbergowskie”, chcemy zaprosić Państwa do celebrowania dwusetnej rocznicy urodzin Oskara Kolberga. Dumając nad osobowością, pasją i pracowitością tego badacza, dostrzegamy przede wszystkim dokumentalistę światów kulturowo mu odległych. Zaiste, XIX-wiecznemu inteligentowi, wychowanemu na podwórku Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie jako chłopiec bawił się w towarzystwie Fryderyka Chopina, trudno było chyba o głębsze doświadczenie obcości niż spotkanie z – w dużej mierze niepiśmiennymi, a uwłaszczanymi na oczach Kolberga pośród rozlicznych perturbacji po latach niewoli – chłopskimi mieszkańcami wsi. Co przydarzyło się Kolbergowi w czasie tego spotkania z „innością”? Jak bardzo stało się ono jego udziałem? Co z niego nam przekazał? Komu i jak oddał głos, a kogo nie usłyszał...? To pytania, z którymi warto do Kolberga wracać i z którymi warto o Kolberga się spierać, gdyż dotyczą one istoty antropologii.

Tworząc ten dodatek, nie chcieliśmy wpisać Kolberga w poczet poważnych, wiekowych i zasłużonych panów, którzy tak często straszą z naukowych portretów. Jego spuścizna zasługuje na dużo więcej niż tylko na zakurzoną archiwalną szufladę z opisem: „wielki był”. Stąd zrodziły się „wariacje” – kompozycja ze swej natury zmienna, a zatem żywa. I taki też jest, mamy nadzieję, ten dodatek. Składają się nań teksty odsłaniające nie tylko skomplikowany historyczny kontekst Kolbergowskiej epoki i jego „ludu”, ale i teksty niezwykle współczesne, często tworzone przez dzisiejszych dalekich „prawnuków” Kolberga, dla których słowa „wieś”, „obcość” czy „prowincja” niosą nowe znaczenia i wiążą się z ich własnym doświadczeniem etnograficznego spotkania.

Zmienność i wariantowość „wariacji” pozwala również odsłonić indywidualistyczne oblicze antropologii. Niektórzy mówią nawet, że tyle jest antropologii, ilu jest uprawiających ją antropologów. Sporo w tym zdaniu przesady i przerostu narcyzmu nad empatią (choć obie te cechy spotykają się przecież w doświadczeniu antropologicznym). Warto więc może dopełnić je stwierdzeniem, że tyle jest antropologii, ile otwartości i spotkań. Dlatego antropologia – ta najbardziej ludzka z humanistycznych nauk – zawsze będzie „wariacyjna”, dialogiczna i polifoniczna.

Taką polifoniczność antropologicznego dyskursu niejednokrotnie podkreślał Profesor Czesław Robotycki, dla wielu autorów i redaktorów tego dodatku Przyjaciel, Kolega i Autorytet, dla mnie osobiście – pierwszy Mistrz, który wprowadził mnie w sztukę antropologii. Profesor zwracał uwagę, iż de facto reprezentuje ona polifoniczność kultury w ogóle. A polifoniczność dopuszcza i ambiwalencję, i paradoksalność. Kiedy powiadał, że „nie wszystko jest oczywiste”, czynił to z całą świadomością tego, iż świat idei i wyobrażeń, w którym żyjemy i które nami rządzą, jest zarazem światem przez nas kreowanym i odtwarzanym. Dlatego pamiętał i przypominał całym swoim życiem, że świat, człowiek i kultura są po prostu ciekawe i warte namysłu.

Profesor Robotycki przyznał kiedyś w rozmowie, iż ceni terapeutyczny wymiar humanistyki, „która jest próbą odpowiedzi na pytanie »co ja tutaj robię?«”. Uczył, że to właśnie umiejętność stawiania tego pytania (i nieustannego powracania do niego) jest sednem „postawy antropologicznej”. „Już samo oglądanie własnej rzeczywistości i praca nad własną świadomością może stać się rodzajem terapii” – powiedział. Zauważał też, że antropologia wymaga odwagi, gdyż zakłada otwarcie na możliwość zmiany własnego oglądu świata i samego siebie.

Gdy we wrześniu ubiegłego roku narodził się pomysł „Wariacji Kolbergowskich”, oczywistym było, iż będziemy go konsultować z Profesorem Robotyckim. Jako wielki i długoletni sympatyk oraz przyjaciel „Tygodnika”, z chęcią i entuzjazmem wsparł nasze działania. Nie wiedzieliśmy wówczas, że zabraknie go wśród gości zasiadających do Kolbergowskiego urodzinowego stołu...
Profesor zmarł nagle w niedzielę, 19 stycznia 2014 roku. Ten dodatek „Wariacje Kolbergowskie” jest w sposób szczególny dedykowany właśnie Jemu – Antropologowi, który był Człowiekiem...

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]