Reklama

Spełnione marzenie

Spełnione marzenie

16.01.2006
Czyta się kilka minut
Prezydent USA George W. Bush, prezydent Słowacji Ivan Gašparovič i prezydent Rosji Władimir Putin w Bratysławie
P

PATRYCJA BUKALSKA: - Jest Pan prezydentem Słowacji już ponad rok. Czy przed wyborami inaczej patrzył Pan na Słowację niż teraz jako głowa państwa?

IVAN GAŠPAROVIČ: - Nie. Na Słowację zawsze patrzyłem jako na kraj zdolnych ludzi, kraj, który ze swoją kulturą i pracowitością był w stanie przeżyć tysiąclecie bez własnego państwa. A obecnie jest państwem suwerennym, demokratycznym, które jest członkiem najważniejszych organizacji międzynarodowych. Poznałem dobrze Słowację w ciągu ostatnich 13 lat [od 1993 r., kiedy powstała Republika Słowacka - red.] i widzę, co w tym czasie mój kraj osiągnął.

Przedtem o Słowacji nikt właściwie nie wiedział. Od czasu Wielkomorawskiego Państwa Samona z VII w. zawsze byliśmy albo rządzeni przez obcych, albo byliśmy częścią innego państwa: należeliśmy do Monarchii Austro-Węgierskiej, byliśmy w Czechosłowacji. Przez chwilę mieliśmy swoje państwo [zależne od Niemców państwo ks. Tisa w czasie II wojny światowej - red.], choć na innych warunkach, niż byśmy to sobie wyobrażali...

Dopiero w 1993 r. można powiedzieć, że udało nam się spełnić nasz cel: być postrzeganym jako naród i to naród, który jest szanowany w świecie. Teraz Słowacja jest wiarygodnym państwem, akceptowanym przez wszystkich zagranicznych partnerów. Jest członkiem NATO, UE, niedługo będziemy niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. To wszystko są sukcesy, które zdarzyły się w ciągu zaledwie 13 lat i nie znajdzie pani w historii przypadku, aby jakieś państwo osiągnęło tak wiele w tak krótkim czasie. Właśnie tak patrzę na Słowację: jestem dumny z państwa i jego obywateli, z ich pracy i osiągnięć.

- Polacy mieli podobne doświadczenia. Przez ponad 100 lat byliśmy pozbawieni swojego państwa…

- A my przez 1200 lat!

- Jak zatem Słowakom udało się przetrwać i nie stracić tożsamości?

- Słowacy przeżyli ciężkie lata wynaradawiania, ciężkie lata madziaryzacji, a i pierwsze lata istnienia Czechosłowacji nie dopuściły Słowaków do równoprawnej z Republiką Czeską pozycji w państwie. Ale dzisiaj mamy niezależne państwo. Zachowaliśmy swoje terytorium, język, kulturę. Ludzie zachowali i wiarę. Nasza wytrwałość zaowocowała niepodległym państwem.

- Skoro nawiązał pan do Czechosłowacji, jakie teraz są stosunki z państwem czeskim? Jaka będzie przyszłość stosunków słowacko-czeskich? Czy będą w jakiś sposób szczególne, czy takie same jak z innymi sąsiednimi państwami, np. z Polską?

- Z Czechami wiążą nas dwie historie. Nie tylko historia narodów słowiańskich, ale i historia wspólnego członkostwa w państwie: w ramach Austro-Węgier i, potem, Czechosłowacji. To, że teraz już w tym jednym państwie nie jesteśmy, jest wynikiem nie zawsze dobrze rozumianej współpracy w ramach państwa czechosłowackiego. W ciągu tych ponad 70 lat Słowacja musiała ustępować w wielu sprawach dotyczących polityki zagranicznej, a także w polityce wewnętrznej: ekonomicznej, przemysłowej.

Kiedy powstawała Czechosłowacja, jednym z warunków bycia we wspólnym państwie było uprzemysłowienie Słowacji i wyrównanie poziomu rozwoju ekonomicznego. Aż do rozpadu Czechosłowacji to się nie stało. Teraz jest inaczej: i Czesi, i my mamy swoje państwa, odrębną politykę wewnętrzną i zagraniczną, i to, co kiedyś przy debatach zawsze wisiało w powietrzu - czescy przedstawiciele mówili, że muszą pracować na Słowaków, a Słowacy odpowiadali, że Czesi ich okradają - otóż czegoś takiego już teraz się nigdzie nie usłyszy. Każdy ma swoje państwo, swoją politykę, a polityczne, ekonomiczne czy nawet towarzyskie stosunki z Czechami są tak dobre, jak nigdy wcześniej.

- W jednym z publikowanych niedawno sondaży podano, że większość Słowaków ocenia swoją obecną sytuację życiową gorzej niż przed upadkiem komunizmu. Tylko jedna piąta uważa, że teraz jej życie jest lepsze. Jak Pan to tłumaczy?

- To zrozumiałe. Słowacja miała bardzo trudny start po rozpadzie federacji czechosłowackiej. Nasze położenie ekonomiczne w porównaniu z Czechami było dużo gorsze. Nie mieliśmy rezerw dewizowych, rozpadał się przemysł maszynowy, który przynosił większość wpływów budżetowych. Od razu więc na Słowacji ludzie zaczęli tracić pracę. Pogląd tych ludzi ma więc swoje uzasadnienie. Z drugiej strony, musieliśmy zmienić cały porządek prawny, stosunki majątkowe, znaleźliśmy się w sytuacji, kiedy pewna grupa ludzi musiała odczuć to negatywnie. W społeczeństwie nastąpiły zmiany wywołane przejściem na gospodarkę rynkową; w opiece zdrowotnej, szkolnictwie, kulturze brakowało pieniędzy. Okazało się, że zatrudnienia nie zapewnia państwo, ale i prywatni przedsiębiorcy. Z konstytucji zniknęło zdanie, że każdy musi mieć pracę. Bezrobocie to wielki problem.

Ale też, zauważmy, w ostatnich latach nastąpiły zmiany na lepsze. Na Słowację przybyli wielcy inwestorzy, znów rozwija się przemysł maszynowy i chemiczny. Poprawia się sytuacja w rolnictwie. Nie osiągnęliśmy oczywiście jeszcze tych parametrów jak wtedy, gdy obywatel nie musiał rozwiązywać sam wszystkich tych problemów, które zaprzątają go dziś. Kiedy zachorował, szedł do lekarza, który leczył go za darmo, lekarstwa miał też za darmo. Teraz musi za to płacić. Jest to więc pewien etap, w ramach którego pogorszyły się kwestie socjalne. Ale jestem przekonany, że przyszłość będzie inna. Więcej Słowaków będzie zadowolonych. I to jest zadanie dla nas, polityków, ale też i wszystkich ludzi.

- Co Pan sądzi o przyszłości małych krajów w Unii Europejskiej? Czy takie państwa jak Słowacja, Austria i Czechy są skazane na decyzje większych krajów, czy też poprzez współpracę mogłyby osiągnąć większy wpływ w Unii?

- Wszystkim krajom, które zostały do niej niedawno przyjęte, Unia Europejska bardzo pomogła, bo dla krajów tych otworzył się wielki europejski rynek, a inwestycje pomogły rozpędzić przemysł, zwiększyć dynamikę gospodarki. Np. w ciągu kilku lat Słowacja została największym światowym producentem samochodów w przeliczeniu na mieszkańca. Gdybyśmy nie byli w Unii, nie udałoby się nam tego tak szybko osiągnąć. Zatem i małym krajom Unia przyniosła wiele dobrego.

Pozostaje jednak pytanie, czy polityka unijna może zależeć jedynie od poglądów wielkich państw założycielskich? Otóż nie, swoją rolę mają do odegrania i mniejsze kraje. Są one w stanie tworzyć struktury jak Grupa Wyszehradzka i w ten sposób forsować swoją politykę. Grupa Wyszehradzka pokazała swą efektywność i w wielu sprawach udało nam się porozumieć. Nie jest to jakaś sformalizowana instytucja, ale kiedy jest potrzeba i wszystkie cztery państwa mają wspólny interes, potrafią współpracować.

Kto do Unii wniósł nowego ducha dynamizmu, rozwoju? To były właśnie małe kraje, takie jak Słowacja. To my zaczęliśmy reformy, na które państwa zachodnie jeszcze się nie odważyły. I jeśli się nie odważą, motorem Unii będą właśnie te kraje, które dynamicznie się rozwijają. Nie mam więc żadnych obaw co do przyszłości naszych krajów: Słowacji, Polski, Czech i Węgier. Co więcej, takie kraje już przecież funkcjonowały w Unii i odnoszą sukcesy, wystarczy popatrzeć na Finlandię, Holandię czy Luksemburg.

Unia Europejska ma więc przed sobą przyszłość, ale potrzebuje reformy i zmiany poglądu na własną modernizację, na inwestycje na polu nauki i badań, tak, abyśmy mogli konkurować ze Stanami Zjednoczonymi i z krajami azjatyckimi, np. Japonią. Jeśli w tym nie uda nam się zjednoczyć i każdy będzie starał się przeforsować swoje interesy, to Unia może przestać spełniać swoje cele.

- Jakie są największe wyzwania stojące przed Słowacją? Walka z bezrobociem? Dalsze reformy?

- Najważniejsze, aby państwa się wzajemnie szanowały i traktowały jako równorzędni partnerzy. Właśnie z tego punktu widzenia sytuacja między nowymi a starymi członkami Unii Europejskiej jest dziś interesująca. Np. kwestia bezrobocia: niektóre stare kraje członkowskie ustanowiły okresy przejściowe, jeśli chodzi o możliwość zatrudniania obywateli nowych państw. Ale w przypadku Słowacji nie jest to żaden problem. Słowak zawsze potrafił znaleźć sobie pracę za granicą. A i w samej Słowacji są inwestycje i bezrobocie spada. Jest to więc bardziej problem polityczny, że obywatel słowacki nie jest takim samym obywatelem jak Niemiec czy Holender. A jednocześnie mówi się, że jesteśmy w Unii, że mamy wspólny rynek i takie same prawa. Z tym trzeba sobie w przyszłości poradzić, szczególnie dotyczy to krajów najbogatszych, założycielskich.

- Mam wrażenie, że teraz państwa środkowoeuropejskie interesują się sobą mniej niż w latach 90. Co można zrobić, aby zwiększyć to wzajemne zainteresowanie? Żeby Polacy nie mówili o "czeskich Tatrach"...

- Mówiłem o tym na początku. Jeszcze niedawno mało kto wiedział, że Słowacja w ogóle istnieje. Ludzie myśleli o Słowacji jedynie jako o części Czechosłowacji, a za granicą często mówiono tylko o Czechach. Teraz jest inaczej. W czasie moich podróży zagranicznych nie zdarzyło mi się spotkać kogoś, kto by nie wiedział np., gdzie jest Słowacja.

Nie mam też poczucia, żeby Polacy nie wiedzieli, że Tatry są słowackie, a nie czeskie. Szczerze mówiąc, ja się nigdy z czymś takim nie spotkałem. Byłem ostatnio w Oravicy po słowackiej stronie i Słowaka tam nie widziałem. Sami Polacy odpoczywali w wodach termalnych. Zapraszamy.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]