Słuchanie ciszy

Ten film powinien mieć na półce każdy - bez względu na wyznanie, światopogląd czy tryb życia. Każdy, kto potrzebuje wyciszyć się albo zanurzyć wkontemplacji. Każdy, kto czuje potrzebę spotkania nie tyle zżyciem kartuskich mnichów, ile zsamym sobą. Obserwując życie mieszkańców Grand Chartreuse mamy także możliwość konfrontacji zwłasnym doświadczeniem czasu. Jest on jednym zgłównych bohaterów tego bez mała trzyipółgodzinnego filmu.
Czyta się kilka minut

"Wielka cisza" zrobiła w Polsce prawdziwą karierę. W kinach obejrzało ją prawie 70 tysięcy widzów, co, zważywszy na charakter filmu i niewielką ilość kopii, należy uznać za ciekawy fenomen. Jedni wybrali się do kin pewnie ze snobizmu (film zdobył m.in. Europejską Nagrodę Filmową dla najlepszego dokumentu ubiegłego roku), jeszcze inni z przypadku. Nie da się jednak ukryć, że dokumentalny esej Philipa Gröninga od czasu lutowej premiery żyje u nas własnym życiem. Wystarczy prześledzić fora internetowe.

Problem z tym filmem polega na przyjęciu jego reguł. By przeżyć go w pełni, trzeba być trochę jak mnich, który przekracza bramę średniowiecznego opactwa, pozostawiając zgiełk, który otacza nas na co dzień. Sam Gröning przeszedł taki test: najpierw czekając kilkanaście lat na pozwolenie wejścia do klasztoru z kamerą, a potem podporządkowując się na pół roku jego regule. Jeśli ktoś analizuje "Wielką ciszę" przy pomocy szkiełka i oka, pewnie rozminie się z jej sensem. Spotkałam się na przykład z zarzutem, że film zyskałby więcej, gdyby reżyser wykorzystał szansę, jaką było wejrzenie w świat zazwyczaj niedostępny nam, i rzetelnie sfotografował mnisią codzienność - na kształt dokumentów z National Geographic. Ale niemiecki reżyser poszedł znacznie dalej, w tajemniczy sposób zacierając granicę między ekranem i widzem.

Klasyczny dokument próbuje sprawić, byśmy utożsamili się z jego bohaterem. U Gröninga jest inaczej. Przyglądając się mnichom w ich modlitwie, w milczącej krzątaninie czy w nielicznych chwilach beztroskiej zabawy, wcale nie dotykamy ich tajemnicy. Świat Wielkiej Kartuzji odsłania nam swój wycinek, ale wciąż pozostaje niedostępny. Czujemy się jak nowicjusze, którzy jeszcze nie mają pewności, czy to ich świat, choć już czują się przezeń "uwiedzeni". Jesteśmy jak sam Gröning, który pozostaje zdystansowanym obserwatorem, ale dzięki tej obserwacji zaczyna sobie zadawać pytania najpierwsze. Bo oto nagle następuje w filmie niezwykłe odwrócenie ról. To kartuzi zaczynają z ekranu patrzeć na nas. Rodzi się alchemiczna interakcja, która fascynuje i niepokoi.

Fotografując ascetyczny, niezmienny od setek lat żywot kartuskiej wspólnoty, Gröning nie nakręcił bynajmniej filmu minimalistycznego. Malarski przepych filmu, porównywanego do płócien Vermeera czy Juana Sáncheza Cotána (nota bene kartuza), zdaje się nie licować z jego treścią i przesłaniem. Ale autor filmu pokazał świat piękny i doskonały - niczym w momencie stworzenia. Majestat gór, zmieniająca się pogoda, pory dnia i roku, martwe natury przedstawiające proste, używane na co dzień przedmioty nabierają charakteru epifanii.

Nieliczne słowa: biblijne cytaty punktujące kolejne odsłony filmu czy wyznania ślepego mnicha, który raduje się na spotkanie ze śmiercią, zaczynają znaczyć więcej niż w jakimkolwiek innym kontekście. Bo u Gröninga tym kontekstem jest wszechogarniająca cisza, zrazu drażniąca, wymagająca, sztuczna, ale z czasem stająca się naturalnym żywiołem. Po obejrzeniu "Wielkiej ciszy" to nasz świat wydaje się dziwaczny i nieautentyczny. "Tylko w nieskończonej ciszy można zacząć słyszeć. Tylko tam, gdzie nie ma słów, można zacząć widzieć" - czytamy na okładce płyty przedstawiającej przysypany śniegiem stary klasztor przycupnięty w wysokich górach.

Płyta wydana jest elegancko, ale bez zwyczajowo dołączanych atrakcji: wywiadów czy materiałów odkrywających filmową kuchnię. Może trochę żal, ale to przecież film szczególny - nie chce być traktowany jak kolejny produkt konkurujący z innymi. "Wielka cisza" jest filmem trudnym, niczego nie obiecującym, ale warto się poddać tej próbie.

"WIELKA CISZA" ("Die Große Stille") - scen., reż., zdj. i mont.: Philip Gröning, prod.: Francja/Szwajcaria/Niemcy 2005; dystryb.: Gutek Film; premiera dvd: 21 września 2007 r.

Więcej o "Wielkiej ciszy": "TP" nr 5/07, wywiad z Philipem Gröningiem -

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2007