Skrzypienie podłogi

W Niedzielę Palmową słyszeliśmy, jak Mateusz, za prorokami Izajaszem i Zachariaszem, mówi o Jezusie: „Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy”. Król na osiołku? Na źrebięciu? To chyba żart!
Czyta się kilka minut

Byłby to żart, gdyby ta jazda skończyła się bajkowym happy endem. Jezus jednak nie zasiadł na złotym tronie. Nie wziął do ręki berła, nie przypasał miecza. Przeciwnie – pozwolił, „abyśmy przybili Go do krzyża”. Nie dlatego, że nie miał innego wyjścia, ale dlatego, że nie chciał się sobie samemu sprzeniewierzyć. Nie chciał sprawić zawodu swojemu Ojcu, w imieniu którego występował. „Izraelici – mówi Apostoł Piotr – słuchajcie: ukrzyżowaliście Jezusa z Nazaretu, człowieka, którego posłannictwo Bóg nam potwierdził nadziemską mocą i zdumiewającymi znakami, o czym doskonale wiecie”.

Śmierć Jezusa nie położyła jednak kresu Jego historii. Z dnia na dzień wzrastała liczba tych, którzy twierdzili, że Jezus „jednak zmartwychwstał”. Że żyje – ponieważ „uwolnił Go Bóg z więzów śmierci”, gdyż „było niemożliwe, by ona Go pokonała”. A zatem najmocniejszym dowodem na to, że Jezus przeżył śmierć, jest nie co innego, jak tylko wierność Boga. Bóg dotrzymał danego słowa temu, który swój los związał z Jego losem. W identyczny sposób Bóg traktuje nas, skoro Jezus nazywa nas swoimi siostrami i braćmi.

Jednak obecność Jezusa pośród nas wcale nie jest oczywista. Przeciwnie, zobaczenie i usłyszenie Jezusa ciągle nastręcza trudności. Ilustruje to przypadek Kleofasa i jego przyjaciela, uczniów Jezusa. Rozczarowani śmiercią Nauczyciela, rozbici psychicznie, zagubieni, odchodzą z Jerozolimy, sądząc, że wszystkie ich nadzieje związane z Mistrzem legły w gruzach. Śmierć to śmierć. Koniec. Trza wracać, skąd się przyszło. Na szczęście Kleofas i jego towarzysz nie uciekali w panice, na oślep, ale „rozmawiali ze sobą o tym wszystkim, co zaszło”. Pokonani, nie poddawali się, ale próbowali jeszcze raz zmierzyć się ze swoim nieszczęściem. Pod wieczór okazało się, że wszystko wygląda inaczej, niż sądzili. Ten, którego mieli za umarłego, jednak żyje. Przyszedł do nich znowu najzwyczajniej w świecie, jako przypadkowy podróżny. Z tego wniosek, że i dzisiaj Jezus żyje pośród nas nie tylko na sposób duchowy. Jego ciało, czyli Kościół, nie jest jedynie ciałem mistycznym, ale jak najbardziej materialnym. Widzialnym i dotykalnym.

Zbigniew Herbert pisze: „Jeśli po śmierci zechcą nas przemienić w zeschły płomyczek, który chodzi po ścieżkach wiatru – należy zbuntować się. Na nic wiekuisty wypoczynek na łonie powietrza, w cieniu żółtej glorii, wśród mamrotania dwuwymiarowych chórów. Trzeba wstąpić w kamień, w drzewo, w wodę, w szparę furty. Lepiej być skrzypieniem podłogi niż przeraźliwie przeźroczystą doskonałością”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2014