Skąd się wziął koronawirus

Biały Dom chciał „ucięcia spekulacji” w sprawie pochodzenia SARS-CoV-2. Nie udało się. Czy laboratorium w Wuhan było jednak powiązane z wybuchem pandemii?
Czyta się kilka minut
Mieszkańcy Wuhan nad rzeką Jangcy, która po obfitych opadach zalała bulwary i park. Chiny, 26 maja 2021 r. / FOT. CHINA DAILY / REUTERS / FORUM /
Mieszkańcy Wuhan nad rzeką Jangcy, która po obfitych opadach zalała bulwary i park. Chiny, 26 maja 2021 r. / FOT. CHINA DAILY / REUTERS / FORUM /

Mniej więcej rok temu prezydent Do­nald Trump zaczął lansować teorię, że koronawirus pochodzi z laboratorium w Wuhan. Teraz jego następca, Joe Biden, ogłosił, że chce nowego śledztwa wywiadu w tej sprawie. To – jak zapowiedział Biały Dom – ma uciąć spekulacje o pochodzeniu wirusa.

Pekin zareagował furią. Rzecznik chińskiego MSZ oskarżył Waszyngton o nieodpowiedzialność i brak szacunku dla nauki. „Ich celem jest stygmatyzowanie nas i polityczne manipulacje” – grzmiał podczas konferencji prasowej.

Choć ostatnio w mediach ponownie pojawiają się doniesienia o tajemniczym pochodzeniu SARS-CoV-2, to za sprawą badań genomu wirusa konsensus naukowy w tej sprawie już od dawna jest jasny. Genetycy pod kierownictwem Kristiana Andersena z Laboratorium Scrippsa wykluczyli, by wirus został stworzony przez człowieka. Z ustaleń naukowców wynika, że SARS-CoV-2 zawiera przypadkowe, rozrzucone po całym kodzie genetycznym mutacje, wynikające z naturalnych procesów. Gdyby wirus był stworzony w laboratorium, naukowcy znaleźliby w nim całe bloki genów z innych wirusów. 


CZYTAJ WIĘCEJ: AKTUALIZOWANY SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


Co więcej, badaczom udało się odtworzyć kroki ewolucyjne, jakie ­SARS-CoV-2 musiał wykonać, by zarazić człowieka. Najbardziej prawdopodobny scenariusz wygląda tak: hodowane na przemysłową skalę zwierzęta (cywety, łuskowce albo bambusowce) weszły w kontakt z występującym u miejscowych nietoperzy wirusem o 96-procentowym pokrewieństwie z SARS-CoV-2. Następnie wirus przeszedł mutację w organizmie nowego nosiciela, która pozwoliła mu na efektywne zakażenie człowieka. Podobną drogę, z nosicielem pośrednim, pokonało wcześniej wiele innych wirusów, wśród nich HIV, SARS czy MERS. Teraz na tej samej ścieżce może być ptasia grypa. Eksperci od lat przestrzegają, że to konsekwencja dewastacji środowiska naturalnego. Pandemia COVID-19 w tym kontekście może być strzałem ostrzegawczym.

To jednak nie wyklucza możliwości, że „pacjentem zero” był ktoś zatrudniony w Instytucie Wirusologii Wuhan, na którym skupiają się teorie o pochodzeniu innym niż naturalne. Opublikowany niedawno raport, mający pochodzić z amerykańskiego wywiadu, wskazuje, że w listopadzie 2019 r. troje pracowników laboratorium trafiło do szpitala z objawami podobnymi do grypy. Oficjalnie pierwsze przypadki COVID-19 zarejestrowano miesiąc później. Czy laboratorium badało wyizolowanego w przyrodzie wirusa, który na skutek wypadku wydostał się na zewnątrz? Tego też nie da się wykluczyć, choć to wciąż mało prawdopodobne.

Opublikowany w marcu raport WHO wskazywał taki scenariusz jako najmniej realny. Jego autorów z międzynarodowego zespołu skrytykowano jednak za ścisłą współpracę z chińskimi władzami.

Oświadczenie prezydenta USA dało pożywkę nowej fali sensacyjnych teorii, choć jasno wyrażoną intencją Białego Domu jest „ucięcie spekulacji” w sprawie pochodzenia wirusa. Na razie efekt jest jednak odwrotny. Face­book, który od miesięcy zabiegał, by rozprzestrzeniające się w portalu kłamstwa nie zniweczyły wysiłków na rzecz walki z pandemią (za co był oskarżany o cenzurę), teraz na decyzję Bidena zareagował dopuszczając publikowanie treści, które wcześniej blokował.

Dodatkowo problemem może okazać się to, że Joe Biden dał agencjom wywiadowczym na dojście do sedna sprawy 90 dni. Eksperci są przekonani, że to za mało czasu. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2021