Reklama

Schody do nieba

Schody do nieba

16.07.2008
Czyta się kilka minut
Mówiono, że gdy idzie po schodach, to nie wiadomo, czy wchodzi, czy schodzi. A przecież to był dżentelmen: trudno, by szedł jak huzar Marii Teresy... To patrzący nie mieli dostatecznie szerokiej perspektywy, by dojrzeć, w którą stronę te schody prowadzą.
P

Politykę Bronisława Geremka kształtowały trzy przekonania: nigdy nie traktował jej jako celu samego w sobie - gry, w której pokonuje się przeciwników. Dzięki polityce osiągał cele położone wysoko i dotyczące nas wszystkich. Rozumiał, że jej istota sprowadza się do osiągania porozumienia w warunkach takich, jakie są. Nie chodziło mu o to, by przeciwnika pokonać i wyeliminować z pola konfrontacji, ale o zawarcie z nim kompromisu, który pozwalałby stronom zachować twarz i żyć w przekonaniu, że "wszystkim nam się udało", więc nikt nie może czuć się przegrany. I trzecia kwestia: Geremek był w polityce uczciwy, nie tolerował trików ani zastawiania pułapek - mówił tak, jak myślał. Taki miał styl, jakkolwiek banalnie by to zabrzmiało.

Banał i slogan to największe niebezpieczeństwa opowiadania o polityku takiego formatu. Architekt? Europejczyk, nie tracący z oka polskiej racji stanu? Specjalnie nie używam słowa "interes", bo jego trywialność nie pasuje do takiej postaci. Patriota najczystszej wody? Bez wątpienia, choć mam jeszcze w uszach głosy tych, którzy mu tego odmawiali, np. dlatego że nie godził się kolejny raz wypełniać oświadczenia lustracyjnego (kiedy prawdomówności poprzednich nikt nie zakwestionował). Zdawał sobie sprawę, że jeśli polski patriotyzm ma zatracić styl heroiczno-tragiczny - w stylu "poszli chłopcy w bój bez broni" - trzeba go uplasować w skali europejskiej. I on te dwie cechy: polskości i europejskości znakomicie godził.

Nieraz słyszałem, że polityka krajowa Geremkowi nie wychodziła - sporo wizji, mało efektów. A mnie się wydaje, że znakomity polityk bywa skuteczny podczas swojej kariery tylko raz - kiedy robi coś tak wielkiego, że wszystko, co było przedtem i potem, wydaje się tylko jakimś pendant.

W jego przypadku czymś takim był Sierpień ’80. Projektów scenariuszy było wówczas sporo; że rozegrał się akurat taki, w którym nikt nie został upokorzony, nie miał poczucia klęski czy daremnej ofiary, ale każdy jakoś włączył się w nową rzeczywistość, to w dużym stopniu jego zasługa.

Po 1989 r. było już trudniej. Choć spierałbym się z tymi, którzy uważają, że w wymiarze krajowym była to polityka niepowodzeń; może prędzej wizji nie przez wszystkich rozumianych. Poza tym, Geremek to nie była postać, która wygrywała dzisiaj, on budował podstawy sukcesu w przyszłości, nawet za cenę tego, by wydawać się, teraz, kimś przegranym.

***

Profesor poniósł jedną poważną porażkę polityczną - w 2001 r., kiedy z powodu spięć ideowo-programowych, a w znacznej mierze i personalnych, z Unii Wolności odeszli zwolennicy skrzydła liberalnego, tworząc Platformę Obywatelską. I nie ma co kryć, że do powstania nowej partii przyczyniła się też rywalizacja Donalda Tuska z Geremkiem we wcześniejszych wyborach na przewodniczącego UW. To była wielka porażka, której Geremek, powściągając ambicje młodych działaczy, nie potrafił zapobiec.

Nie brakowało malkontentów, którzy uważali, iż wszystko przez to, że Profesor jest mentorski, nie dość przystępny, nie informuje; że nawet gdy idzie po schodach, to nie wiadomo, czy wchodzi, czy schodzi. To był dżentelmen, więc trudno, by szedł po schodach jak huzar Marii Teresy... Wydaje mi się też, że to patrzący nie mieli dostatecznie szerokiej perspektywy, by dojrzeć, w którą stronę te schody prowadzą.

W 2004 r. otrzymał mandat w wyborach do Parlamentu Europejskiego. To nie była ucieczka z okrętu nabierającego wody. Bronisław Geremek traktował politykę jak służbę i właśnie w Brukseli otwierało się dla niego pole do działań najbardziej skutecznych i pożytecznych: dla Polski, dla nas wszystkich. Dowiódł tego nieraz. Może też w jakimś sensie czuł się rozczarowany dominującą w Polsce wizją uprawiania polityki? Czy może raczej polityczki, polegającej na knuciu po kątach, by wyrzucić kogoś z siodła? Może, ale był z natury optymistą, więc nie podejrzewam, by takie decyzje wynikały z poczucia klęski odniesionej w polityce krajowej.

Z drugiej strony, Profesor nie przystawał do tego wszystkiego, co dzieje się u nas, gdzie i problemy, i ludzie są mniejszego kalibru. Tak jakby warunki krajowe wypychały ludzi gdzie indziej - "za granicą się realizujcie". Zły pieniądz wypiera dobry... No proszę, znowu banał.

Prof. MARIAN FILAR (ur. 1942) jest prawnikiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, posłem z ramienia Partii Demokratycznej - demokraci.pl.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]