Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Rachunek za ucieczkę

Rachunek za ucieczkę

21.10.2013
Czyta się kilka minut
Gdy czytam „Miedzę”, zaczynam rozmyślać, czy nie uciekać z Warszawy, póki jeszcze nie jest za późno: znaleźć sobie jakąś wioskę i wieść tam żywot pustelnika.
P

Po obezwładniającym „Południu” Andrzej Muszyński wraca do domu. Na swoją wieś, do małopolskich Sosnowic, w których urodził się i wychował. „Miedza” to zbiór opowiadań o miejscu, które go ukształtowało, z którego wyrósł i w pewnym momencie uciekł. A ucieczka to zawsze rozwiązanie tymczasowe, prędzej czy później trzeba się z nim rozliczyć. Muszyński robi to w swojej świetnej książce.
Już w „Południu” przedstawił się jako mistrz opisu. Jest w nim precyzyjny i bezlitosny. Jego reportaże z krajów, gdzie „słońce grzeje jak nagła śmierć”, odbiera się wszystkimi zmysłami. Tamte teksty szeleszczą, szemrzą i szumią. Tężeją ciszą lub eksplodują gwarem. Ale dalekie krainy opisywane w tamtej książce dawały Muszyńskiemu pole do popisu. Pisząc o małopolskiej wsi, dowodzi jednak, że to nie kwestia intensywności doznań, a jedynie talentu jest kluczowa w jego pisarstwie.
Muszyński umie też słuchać, jest więc „Miedza” bogatsza od „Południa” o język swoich bohaterów. Tam, gdzieś na końcu świata, był skazany na angielski bądź swoich tłumaczy. Siłą rzeczy to, co usłyszał, trafiało do niego przefiltrowane, a przez to uboższe. To męka i utrapienie wszystkich reporterów pracujących za granicą. W Sosnowicach Muszyński może się wyżyć, po prostu siada i słucha, a to, co usłyszał, przenosi na papier. Robi to w taki sposób, że ja po „Miedzy” czekam na zbiór polskich reportaży tego autora.
Czytając tę książkę i mając w pamięci „Południe”, trudno zresztą nie ulec pokusie zadania sobie prostego pytania: „A gdyby to wszystko była prawda?”. Muszyński do tego sam prowokuje, bo elementy fikcji miesza z zapisem rzeczywistości. Lubię tak o tej książce myśleć – jak o reportażu, w najlepszym polskim wydaniu. Że nic tu nie jest zmyślone, a wszystko zasłyszane. Mam nawet ciche podejrzenie, że tak właśnie jest. Chcę wierzyć, że historie zebrane w tym tomiku nie są tylko wytworem fantazji Andrzeja Muszyńskiego. One się wydarzyły naprawdę, w tej krainie, którą Muszyński zamieszkuje i którą tak plastycznymi obrazami postanowił nam włożyć do głowy. Po przeczytaniu „Miedzy” chcę tę krainę odwiedzić.
Można się tą książką zachłysnąć, można się w niej zatopić, żałując jedynie, że jest tak krótka, że przyjemności nie wystarczy na długo. Można też w trakcie jej czytania zapomnieć, po co ona powstała. Muszyński zdaje się o tym wiedzieć, jest czujny. W reporterskim tekście z Kambodży odpowiada na to pytanie. Wędrując na najwyższy szczyt niedostępnych Gór Kardamonowych, przeżywa swego rodzaju misterium. A potem dobitnie i bezpretensjonalnie potwierdza to, co inni być może tylko podejrzewają – podróżujemy głównie po to, by skosztować słodyczy powrotu i zrozumieć, kim naprawdę jesteśmy. W konkluzji autoironicznie pisze o spotkaniu z kambodżańskimi chłopami: „Oni zazdrościli mi, ja im i dopiero gdzieś na styku naszych uczuć rodziło się uczucie, które miało coś wspólnego z wolnością i z tym nieszczęsnym byciem sobą, ale tak czy inaczej nie było pisane żadnemu z nas”. A potem wraca do Sosnowic, wysiada z charczącego pekaesu w środku polskiego sierpnia i już wszystko rozumie.
Bo „Miedza” to książka o zrośnięciu z miejscem. Muszyński kocha je i jednocześnie nienawidzi, jest krytyczny i sentymentalny. Wie jednak, że wobec tego akurat kawałka ziemi na zawsze pozostanie bezradny, bo jego jedynego sobie nie wybrał.

Andrzej Muszyński, Miedza, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013

FILIP SPRINGER (ur. 1982) jest fotoreporterem i dziennikarzem. Opublikował książki „Miedzianka. Historia znikania”, „Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL”, „Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach” oraz – omawianą w poprzednich „Książkach w Tygodniku” – „Wannę z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]