Pytania wtóre

"You gotta keep the devil way down in the hole" - śpiewa Tom Waits. "Jeśli chcesz hodować diabła - w głębokim dole trzymaj go". To zdanie pobrzmiewało mi w uszach, kiedy czytałem reportaże Tochmana.
Czyta się kilka minut

Diabły z jego reportaży wyrwały się bowiem z dołów. Są tu, nieopodal: ich ślady można znaleźć w błocie wokół przydrożnej kaplicy gdzieś pod Białymstokiem, kaplicy, w której ofiary tragicznego wypadku podzielono na lepsze i gorsze. W Simoradzu między stawami, tam gdzie zaginęła bez wieści córka Krystyny Jałowiczor, nie ma nawet śladów - a jednak w dusznej od niedopowiedzeń atmosferze zapach diabła jest wyraźnie wyczuwalny. Podobnie jak w popegieerowskiej wsi, w której samotna matka siedmiorga dzieci odważyła się powiedzieć prokuratorowi, co robił z nią ksiądz proboszcz, kiedy była jeszcze dziewczynką.

Bywa i tak, że diabeł zjawia się po fakcie. Jak gdyby wywołany. Zanim pod Białymstokiem wybudowano kapliczkę, był taki dzień, w którym rano zadzwoniły budziki: ludzie wstali, umyli zęby, wyruszyli na pielgrzymkę i wkrótce zginęli. Trzynaście osób: trzech kierowców, dziesięcioro maturzystów. "Pan Bóg miał plan" - tak brzmi pierwsze zdanie reportażu "Mojżeszowy krzak", w którym Tochman opisuje ten wypadek, i jest to chyba jedyne zdanie, którym tę historię można rozpocząć.

Pan Bóg miał plan: "Z cierpienia musi być jakieś dobro" - mówi w ostatniej scenie matka do swojej umierającej córki. Ta wypowiedziana konieczność staje się nagle czymś więcej niż tylko mantrą łagodzącą ból - urasta do roli jednej z najważniejszych zasad budujących świat. Jeżeli bowiem cierpienie nie rodzi dobra, jeżeli nie wywołuje współczucia - powstałą pustkę natychmiast zapełnia zło. Kto straci wiarę w boski plan, ten w swoim poszukiwaniu winnych przekroczy granice, których przekroczyć nie wolno. Kto będzie szukał winnych - ten ich znajdzie.

Dopóki jednak nie zada sobie pytania, czy owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam, zabijając ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy - nie poczuje ukojenia. Dopóki jak ewangeliczni uczniowie na widok kaleki zadawać będzie pytanie: "Kto zawinił - on czy rodzice jego?", nie uśnie spokojnie.

Powtarzam za Tochmanem: "boski plan". Do tytułowego reportażu wracałem trzykrotnie, czytając go za każdym razem bardziej uważnie i starając się zrozumieć, w jakiej roli występuje w tych tekstach Bóg: czy jest bogiem narratora czy jedynie bogiem bohaterów? Czy jest bogiem koniecznie osobowym, czy może za słowem "Bóg" kryje się coś w rodzaju bezosobowej opatrzności?

Nadal tego nie wiem. Jednak w pewnym momencie stało się dla mnie jasne, że to nieważne. Białostocki urzędnik pyta narratora, czy jest wierzący, wyjaśniając, że inaczej rozmawia z osobą wierzącą, a inaczej z niewierzącą. Wojciech Tochman, odwołując się do tradycji chrześcijańskiej, przywołując Augustyna, parafrazując przypowieści i mówiąc nieustannie o Bogu - rozmawia w jednaki sposób z wierzącymi i niewierzącymi. Ludzkie cierpienie i samotność są uniwersalne, a to właśnie one, przywołane już w otwierającym zbiór cytacie z Emila Ciorana, pozostają tutaj w centrum uwagi.

Znane motto mówi, że zabija się człowieka, każąc mu reprezentować kraj. W tym sensie Tochman ocala bohaterów swoich opowieści: zarażony wirusem HIV kapłan homoseksualista, chory na zespół Tou­rette’a chłopak, który w czasie ciągłych ataków choroby lży rodziców i niszczy wszystko wokół, Tomasz Beksiński, cierpiący na depresję twórca kongenialnych tłumaczeń Monty Pythona - w każdym z nich Tochman dostrzega przede wszystkim konkretnego człowieka.

To głęboko istotowe spojrzenie wyróżnia zebrane w książce teksty spośród dziesiątków reportaży, których papierowi bohaterowie istnieją jedynie pretekstowo, jako uzasadnienie dla wypracowań na temat prześladowania mniejszości seksualnych, ksenofobii albo nietolerancji. Tochman niewątpliwie przejawia społeczną wrażliwość - ale używanie tego zdewaluowanego w ideologicznych gierkach określenia brzmi tutaj uwłaczająco. Powiedzmy więc po prostu: wrażliwość; ta prawdziwa jest bowiem jedna i nie wymaga dookreśleń.

Od przeciętnych reportaży, publikowanych każdego tygodnia w prasie, odróżnia te teksty także imponujący warsztat. Język, którego używa Tochman, jest mocny, klarowny, nieprzesłaniający nawet na chwilę tego, co najważniejsze. Konstrukcje opowieści, dające poczucie obcowania z głęboko przemyślanym projektem, nie są przy tym skażone śladami wysiłku: cechuje je architektoniczna niemal lekkość.

Powtarzana do znudzenia prawda głosi, iż literatura powinna raczej stawiać pytania, niż udzielać odpowiedzi. W reportażach Wojciecha Tochmana pojawia się wiele pytań: zwięzłych i pozornie prostych - na które zaskakująco trudno odpowiedzieć. Z milczenia czytelnika, z namysłu, z nagle uświadomionej trudności rodzą się pytania nowe, jeszcze ważniejsze, których próżno szukać explicite w tekstach, a z którymi nie sposób się nie zmierzyć po lekturze "Wściekłego psa". To jest wyznacznikiem wartości tej książki.

Wojciech Tochman, "Wściekły pies", Wydawnictwo Znak, Kraków 2007

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 02/2008