I z innej beczki. Zdanie w reportażu z warszawskich wieców ("Polityka na ulicy", "TP" nr 42/06): "Tyle trzeba, by dojechać z Dąbrowy Górniczej - tłumaczy Ślązak", stawiające znak równości: "przyjechał z Dąbrowy Górniczej, czyli Ślązak", jest klasycznym przykładem dość powszechnej w Polsce (również wśród osób zabierających głos publicznie) ignorancji w sprawach "śląskości". Otóż Ślązacy stanowią specyficzną grupę kulturową o cechach zdeterminowanych przez kilkusetletnie oderwanie Śląska od zasadniczego trzonu Polski. (Nie mam przy tym na myśli aspiracji pewnej ich części do statusu odrębnej narodowości). W związku z tym nie wystarcza mieszkać np. w Katowicach, aby eo ipso być Ślązakiem (podobnie jak nie każdy mieszkaniec Kartuz jest Kaszubem i nie każdy mieszkaniec Zakopanego jest góralem). Tym bardziej włączenie pewnych części dawnej Kongresówki i Galicji do województwa śląskiego nie uzasadnia nazywania tych terenów Śląskiem, a mieszkańców Zagłębia Dąbrowskiego (mimo jego identycznej z Górnym Śląskiem struktury przemysłowej), podobnie jak Częstochowy czy Żywca - Ślązakami. (Pewną szansą uniknięcia tego nieporozumienia było nazwanie województwa po prostu katowickim - analogicznie do łódzkiego, lubelskiego i opolskiego).
JULIUSZ ZYCHOWICZ (Kraków; rodem spod Dąbrowy Górniczej)
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














