Przewodnik po Wenecji

Andreas Scholl: To bardzo wdzięczny repertuar, pełna skrajnych emocji włoska muzyka barokowa. Dla śpiewaka, falsecisty, jest źródłem wielkiej uciechy – pozwala zarówno na popisy techniczne, jak liryczne uniesienia.
Czyta się kilka minut
Andreas Scholl / Fot. James Mcmillan / DECCA
Andreas Scholl / Fot. James Mcmillan / DECCA

KLAUDIA BARANOWSKA: Na koncert w ramach Festiwalu w Łańcucie wybrał Pan m.in. kantaty Vivaldiego i Caldary – kompozytorów bardzo silnie związanych z Wenecją.

ANDREAS SCHOLL: Wystąpię z moim najnowszym programem, który nazywam „Vaghe luci” – od tytułu jednej z kantat Antonia Caldary. To bardzo wdzięczny repertuar, pełna skrajnych emocji włoska muzyka barokowa. Dla śpiewaka, falsecisty, to źródło wielkiej uciechy – pozwala zarówno na popisy techniczne, jak i liryczne uniesienia.

Kiedy myślimy o muzyce w Wenecji – w wyobraźni słyszymy mandolinę.

To skojarzenie jak najbardziej właściwe. Instrument ten ma kluczową rolę w tym repertuarze, który może być traktowany jako muzyczny przewodnik po barokowej Wenecji. Niezwykle ważny w tym przedsięwzięciu jest udział Aviego Avitala – świetnego mandolinisty z Izraela, który od kilku lat umacnia swoją pozycję w środowisku muzycznym, jest obecnie jednym z najciekawszych wirtuozów swojego instrumentu.

Niektóre utwory – dwie Sonaty Vivaldiego – zostały oryginalnie napisane na mandolinę, są bardzo stylowe, rdzennie weneckie, podobnie jak anonimowe pieśni gondolierów. Kantaty Caldary również nie pozostawiają cienia wątpliwości, gdzie wzrastał ich twórca. Aby podkreślić charakter utworów, Avi Avital wykonuje wybrane partie na mandolinie w swoim opracowaniu. Brzmi to naprawdę bardzo urokliwie.

To znakomity artysta, poznałem go kilka lat temu, ale dopiero niedawno zaczęliśmy grać razem. Pozostałych muzyków znam od wielu lat, to członkowie orkiestry Accademia Bizantina, mojego ulubionego zespołu.

Obok kompozycji Włochów w programie znalazły się również młodzieńcze kantaty Händla, które napisał podczas pobytu w Italii. Czy dorównują swym kunsztem dziełom włoskich mistrzów?

Naturalnie. Podróże do Włoch były wtedy bardzo modne, każdy szanujący się twórca powinien był Włochy odwiedzić, by studiować kompozycję, zapoznać się z panującymi trendami. Najbardziej podobało się to, co włoskie. Händel był mistrzem włoskiej kantaty, napisał ich bardzo dużo – około 80 – w ciągu zaledwie trzech lat. Został w pełni zaakceptowany i był bardzo doceniany przez ówczesnych włoskich kompozytorów.

Kantata „Sento là che ristretto” to zapowiedź jego arcydzieł operowych. Uwagę zwraca zarówno dramaturgia kompozycji, jak i jej ogólny lekki, bardzo rozrywkowy charakter. Jest w niej przepiękna aria, w której solista może pobawić się rubatem, dać upust swojej wyobraźni. Uwielbiam czuć tę wolność i swobodę, jednak ze wsparciem bardzo stabilnego basso continuo.

Händel przyjechał do Rzymu, kiedy miał mniej więcej 20 lat. Chciał studiować kompozycję, ale był już w tamtym czasie znany i poważany w środowisku muzycznym. Bardzo szybko trafił pod skrzydła kardynała Pietra Ottoboniego i Benedetta Pamphilego – dwóch słynnych mecenasów kultury i sztuki, protektorów artystów, zwłaszcza muzyków.

W każdą niedzielę organizowano wielkie przyjęcie w rezydencji kardynała Ottoboniego – Palazzo della Cancelleria. Młodzi twórcy co tydzień układali nową kantatę, poeci pisali wiersze, a następnie wykonywali swoje kompozycje, chwaląc się między sobą nowymi osiągnięciami. Był to rodzaj przyjacielskich zawodów.

Wydaje się, że dogłębnie analizuje Pan muzykę, którą Pan wykonuje; że stara się Pan znać okoliczności jej powstania, cały kontekst, tło historyczne. Czy potrzebuje Pan tej wiedzy do stworzenia satysfakcjonującej interpretacji?

Studiowałem w Schola Cantorum Basiliensis, a to wyjątkowe miejsce, najważniejsze zagłębie muzyki dawnej i wykonawstwa historycznego w Europie. Ówczesny dyrektor instytucji zaznaczał, że nie chcą produkować muzyków-idiotów, którzy są wyspecjalizowani tylko w jednej dziedzinie, lecz wszechstronnych artystów, którzy wiedzą również, co wykonują.

Studia w Bazylei są bardzo złożone. Obok zajęć śpiewu czy gry na instrumentach prowadzone są wykłady z historii muzyki, dawnych instrumentów, notacji, kontrapunktu, a także zajęcia tańców historycznych. Praktyczna wiedza o tym, jak tańczono w renesansie czy baroku, jest czasami kluczowa, bardzo pomocna przy wykonywanym repertuarze. Choć akurat w moim przypadku nie było to najbardziej zajmujące, bo nie jestem zbyt dobrym tancerzem.

Nie jestem muzykologiem, ale oczywiście poznając nowy repertuar, staram się dowiedzieć o nim jak najwięcej, odnaleźć właściwy kontekst, słucham różnych nagrań.

Jakich emocji możemy spodziewać się po tym programie?

To repertuar niezwykle dynamiczny, pełen blasku, budzący pozytywne emocje. Muzyka wyrafinowana, interesująca, niosąca piękne melodie niezwykle płodnych twórców, wysublimowanych melodystów. To podróż do Wenecji epoki baroku. ©


ANDREAS SCHOLL wystąpi wraz z AVIM AVITALEM i sekcją basso continuo orkiestry Accademia Bizantina 28 maja, o godz. 19.00 w Sali Balowej Zamku w Łańcucie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2015

Artykuł pochodzi z dodatku Spotkajmy się w Łańcucie