Sama siebie nazywa „optymistyczną pesymistką” – co, nawet w tej ostrożnej wersji, brzmi dziś niemal jak bluźnierstwo. W świecie zdominowanym przez bezprecedensowe kryzysy – globalne i lokalne – brak nadziei stał się domyślną tonacją literatury.
Auður Ava Ólafsdóttir, islandzka prozaiczka, poetka i dramaturżka, od lat idzie pod prąd tej tendencji. Jej fabuły są pełne światła i subtelnego humoru, choć ich bohaterowie mierzą się z dojmującą pustką i brakiem sensu. Dzięki osobliwej mieszance naiwności i uporu zwykle wychodzą z tych starć zwycięsko. Choć nie bez blizn.
„Radykalność” nadziei – o której w tym roku będziemy rozmawiać podczas Festiwalu Conrada – nie musi przyjmować spektakularnych form. Jonathan Lear, autor tego pojęcia, opisywał los rdzennego plemienia z Ameryki Północnej, które, by przetrwać, musiało na nowo wymyślić sposób życia w radykalnie zmienionej rzeczywistości. U Ólafsdóttir chodzi o sytuacje jednostkowe, bliższe naszym codziennym doświadczeniom – bo nieodłączną częścią tragiczności, z którą przychodzi nam się mierzyć, bywa jej... banalność.
„Blizna”: opowieść o samobójstwie, które zamienia się w ratowanie innych
„Blizna”, powieść z 2016 r., przyniosła Auður Avie Ólafsdóttir międzynarodowe uznanie. Jej bohaterem jest Jónas Ebeneser, 49-letni rozwodnik pogrążony w kryzysie wieku średniego. Ma poczucie, że jego życie się skończyło. Dorosła córka, jak sądzi, już go nie potrzebuje. Małżeństwo rozpadło się dawno temu. Matka, pogrążona w demencji, przestaje go rozpoznawać. Znika z życia innych – i sam zaczyna znikać z własnego.
Postanawia więc zakończyć wszystko samodzielnie. Nie chcąc robić nikomu kłopotu, planuje samobójstwo z dala od domu – gdzieś, gdzie nikt nie będzie musiał po nim sprzątać. Wybiera kraj, który właśnie podnosi się z ruin po wyniszczającej wojnie domowej (jego nazwa nie pada, ale przypomina Syrię). Kupuje bilet w jedną stronę, rezerwuje pokój w świeżo otwartym hotelu i pakuje tylko najpotrzebniejsze rzeczy – w tym skrzynkę z narzędziami. Jónas całe życie prowadził małą firmę remontową – jest prawdziwą złotą rączką.
Od razu pojawia się pytanie: po co mu narzędzia? Ebeneser tłumaczy sobie, że aby się powiesić, potrzebuje solidnego drążka – a w kraju podnoszącym się z ruin może być z tym problem. To jeden z wielu przykładów mroczno-groteskowego humoru, charakterystycznego dla prozy Ólafsdóttir. Narracja, jak zawsze u tej autorki, prowadzona jest w pierwszej osobie – co każe podejrzewać, że bohater oszukuje nas albo siebie. A może jedno i drugie.
To człowiek, który potrafi naprawić niemal wszystko – poza własnym życiem. A przynajmniej takim go poznajemy. Na miejscu okazuje się jednak, że hotel prowadzi rodzeństwo dwudziestolatków (w wieku jego córki), które ledwo wiąże koniec z końcem, a sam budynek jest w opłakanym stanie. Ebeneser odruchowo zaczyna naprawiać wyrwane zawiasy, poluzowane gniazdka i cieknące krany. Wieść o jego umiejętnościach – niemal nadludzkich – szybko rozchodzi się po okolicy. Sieroty, wdowy, ludzie okaleczeni fizycznie i psychicznie, ustawiają się w kolejce, prosząc o podłączenie prądu, wstawienie okien, naprawę kanalizacji – wszystko, co pozwoliłoby im na nowo zamieszkać w zrujnowanym świecie.
Ólafsdóttir jest mistrzynią balansowania na granicy banału i olśniewającej alegorii. Jej oszczędny styl i zapętlające się wokół jednego tematu motywy przypominają pozytywistyczne dykteryjki przeniesione w realia XXI wieku. Ale to właśnie nadmiar metafor – wysypujących się niemal z każdego akapitu – niuansuje kryzys, przez który przechodzi Ebeneser.
Tak jak bohater książki krok po kroku naprawia otaczający go świat, tak Ólafsdóttir rozbudowuje językową rzeczywistość swojej opowieści. W ciasnym i mrocznym uniwersum pojawia się coraz więcej światła, przestrzeni i powietrza. Liczne remonty toczą się równolegle z poszerzaniem i oczyszczaniem języka – tego, którym Ebeneser próbuje nadać sens własnej historii. W prostych, zbawiennych dla innych czynnościach odnajduje coś, co przypomina sens życia. Dzięki odremontowanemu językowi potrafi to nie tylko poczuć, ale też – choćby nieporadnie – o tym opowiedzieć.
Ogrodnictwo jako sposób na odbudowę życia po stracie
W literackim uniwersum Ólafsdóttir naprawiaczy nie brakuje. Elektrycy, hydraulicy, stolarze – ludzie, którzy próbują poskładać na nowo nie tylko domy, ale i siebie. Szczególną odmianą tej figury jest ogrodnik – bohater powieści „Afleggjarinn” (2007), której tytuł można przetłumaczyć jako „odrost” lub „boczna odnoga”. Choć książka wciąż nie została przetłumaczona na polski, to właśnie ona przyniosła autorce pierwsze ważne nagrody, przekłady na inne języki i uznanie skandynawskiej krytyki.
Głównym bohaterem i narratorem powieści jest Lobbi – dwudziestokilkuletni mężczyzna, który właśnie doświadczył dwóch życiowych wstrząsów: niespodziewanej śmierci matki oraz narodzin córki (będącej owocem przypadkowego i krótkiego romansu). Zrezygnowany i zagubiony, opuszcza rodzinny dom i wyrusza do nieokreślonego kraju na południu Europy, by objąć posadę przyklasztornego ogrodnika. Jego zadaniem jest odtworzenie zapomnianego, ale słynnego niegdyś ogrodu różanego. Z Islandii zabiera ze sobą sadzonki unikalnej odmiany róży o ośmiu płatkach. Proza Ólafsdóttir jest oszczędna, ale metafory potrafią tu rozkwitać szeroko i pięknie.
Jednak samotność, rutyna i konieczność zajęcia się małą córką – którą matka wkrótce przywozi do klasztoru – sprawiają, że Lobbi zaczyna stopniowo porządkować nie tylko ogród, ale i własne życie. Kobieta zostawia dziecko pod jego opieką na jakiś czas; próbują nawet stworzyć coś na kształt rodziny, ale są zbyt młodzi i niedoświadczeni, by mogło się to udać.
Tak jak wcześniej Ebeneser w „Bliźnie”, Lobbi skupia się na pojedynczych, konkretnych działaniach: sadzeniu, podlewaniu, gotowaniu, przewijaniu. W tych prostych, powtarzalnych czynnościach odnajduje coś w rodzaju rytmu i sensu – czegoś, czego wcześniej mu brakowało.
Tym razem nie chodzi już o remont, lecz o ogrodnictwo – pielęgnację, przesadzanie, tworzenie nowych odmian. Dbanie o to, co żywe i kruche. Praca Lobbiego nie polega na przywracaniu tego, co było, lecz na towarzyszeniu czemuś, co dopiero kiełkuje – czasem z resztek, które zdążyły już obumrzeć. Stąd tytuł powieści. Życie, sugeruje Ólafsdóttir, nie toczy się liniowo. Przypomina raczej system korzeni – z rozwidleniami, ślepymi zakończeniami i niespodziewanie wypuszczanymi pędami. Czasem coś się urywa, ale w innym miejscu wyrasta coś nowego.
Najzwyczajniejsza kobieta na wyspie
Bohaterka powieści „DJ Bambi”, która wkrótce ukaże się po polsku, ma 61 lat. Mieszka samotnie w jednym z reykjavickich bloków, jest na emeryturze i właśnie minęło sześć lat, odkąd złożyła wniosek o operację korekty płci. Urodziła się jako Vilhjálmur, ale od zawsze wiedziała, że to nie jest jej imię. Przez dekady funkcjonowała pomiędzy tym, kim czuła się naprawdę, a tym, kim pozwalał jej być świat. Teraz nazywa się Logn – po islandzku: cisza, bezwietrzna pogoda, zjawisko rzadkie i trudne do uchwycenia, szczególnie na tej surowej, wietrznej wyspie.
Słowo to nie opisuje konkretnego stanu, ale brak: wiatru, ruchu, kierunku. To imię przejściowe, tymczasowe, wciąż czeka, by zastąpić je innym – Guðríður, po ukochanej babce. Rodzina jednak nie wyraża zgody – Logn trwa więc w zawieszeniu. Jak ironicznie zauważają niektórzy (a inni z troską): jest najstarszą transpłciową kobietą na Islandii, a mimo to wciąż nie może być w pełni tym, kim pragnie.
„DJ Bambi” to także opowieść o tym, że tożsamość nie jest czymś, co ustala się raz na zawsze. Nie jest stabilnym fundamentem, ale raczej procesem – fragmentarycznym, narażonym na zewnętrzne zakłócenia, zależnym od pamięci, języka i spojrzeń innych. Przeszłość, która wydaje się punktem oparcia, nieustannie się przemieszcza, wymaga korekt, przypisów, a czasem – bolesnej redakcji. Tym razem Ólafsdóttir nie pyta o przyszłość ani teraźniejszość, ale o to, jak – i czy w ogóle – da się uporządkować to, co za nami.
Powieść ma szkatułkowy charakter. Jej główną osią jest relacja Logn z dawną znajomą ze szkoły, dziś dziennikarką, która postanawia napisać o niej książkę. Logn jest sceptyczna – podejrzewa, że chodzi wyłącznie o modny, dobrze sprzedający się temat transpłciowości. Mimo to kobiety się zaprzyjaźniają, a rozmowy stają się coraz bardziej osobiste. W pewnym momencie dziennikarka stwierdza: „Jesteś najzwyczajniejszą kobietą, jaką poznałam w życiu” – co Logn przyjmuje jako osobliwe, ale cenne uznanie. Projekt książki zostaje zarzucony. Opowieść jednak powstaje – tyle że napisana przez samą bohaterkę.
Jak inni bohaterowie Ólafsdóttir, Logn mówi we własnym imieniu (narracja pierwszoosobowa ma tu kluczowe znaczenie). Jej język jest nierówny, chwilami nieporadny, pełen dygresji i szczegółów. Ale właśnie w tej koślawości (oczywiście po mistrzowsku wystylizowanej przez pisarkę) realizuje się ta wielka potrzeba autentyczności. To sposób mówienia kogoś, kto przez lata nie miał komu opowiedzieć swojej historii. Narracja o codzienności, o rzeczach pozornie małych i nieistotnych, która właśnie dzięki temu staje się tak przeszywająca.
Bo radykalna nadzieja, o której będziemy w tym roku rozmawiać na Festiwalu Conrada, zawsze zaczyna się od małych kroków. Od tego, że ktoś odzyskuje sprawczość, zaczyna mówić własnym głosem, próbuje opowiadać swoją historię na własnych zasadach. To nie jest łatwe. Na szczęście pomaga w tym Auður Avy Ólafsdóttir.
Bohaterowie powieści Auður Avy Ólafsdóttir to osoby pogubione, zmęczone, zmagające się z depresją albo żałobą – a jednak podejmujące próbę poskładania codzienności na nowo. Czasem wystarczy skrzynka z narzędziami, innym razem kilka sadzonek róży albo własne imię wypowiedziane na głos. Podczas spotkania z pisarką porozmawiamy o radykalnej nadziei, która nie unosi się ponad rzeczywistość, ale tkwi w niej głęboko – w codziennych gestach i uporze mówienia własnym głosem. Spotkanie poprowadzi Michał Sowiński.
AUÐUR AVA ÓLAFSDÓTTIR (ur. 1958) – islandzka pisarka, autorka bestsellerowej powieści „Blizna”, uhonorowanej Literacką Nagrodą Rady Nordyckiej (2018), która ukazała się w Polsce w 2020 r. w przekładzie Jacka Godka (Wydawnictwo Poznańskie). Jej twórczość wyróżnia się delikatnym humorem, humanizmem i precyzją języka. Studiowała historię sztuki i filozofię, pracowała jako wykładowczyni na Uniwersytecie Islandzkim i jako dyrektorka Muzeum Uniwersyteckiego w Reykjavíku. Jesienią 2025 r. nakładem Wydawnictwa Poznańskiego ukaże się jej powieść „DJ Bambi”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















