Prywatyzacja "na odchodnym"

Rząd tuż przed wyborami przeprowadza częściową prywatyzację Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, firmy zajmującej się dystrybucją gazu na terenie kraju. Opozycja protestuje uważając, że może grozić to bezpieczeństwu energetycznemu Polski, a Jan Rokita i Kazimierz Marcinkiewicz zapowiedzieli przeprowadzenie, po wyborach, renacjonalizacji infrastruktury przesyłowej.
Czyta się kilka minut

W całej sprawie chodzi nie tyle o PGNiG, bowiem pseudoprywatyzacja, polegająca na wyzbyciu się przez państwo 28 proc. udziałów (15,3 proc. sprzedawanych poprzez ofertę publiczną, 12,7 proc. przekazanych pracownikom, którzy nie będą mogli sprzedać ich przez dwa lata), nie powoduje utraty przez Skarb Państwa kontroli nad przedsiębiorstwem. Rzecz cała idzie o EuRoPol Gaz, firmę zarządzającą gazociągiem jamalskim, w którym rosyjski Gazprom ma 48 proc. akcji. Pozostałymi 52 proc. zarządza strona polska, z tym że 48 proc. znajduje się w rękach PGNiG, a 4 proc. w rękach Gas Trading, kontrolowanego przez Aleksandra Gudzowatego. Tutaj, teoretycznie, można sobie wyobrazić sytuację, w której poprzez skup akcji PGNiG jakiś podmiot (praktycznie Gazprom) jeśli nawet nie przejmie kontroli, to poważnie zwiększy swoją moc decyzyjną. Rząd odpiera ten zarzut twierdząc, że przy prywatyzacji PGNiG zastosowane będą zabezpieczenia przed takim rozwojem wydarzeń.

Zapewne ma rację. I dlatego straszenie renacjonalizacją - na co w wyjątkowych przypadkach Konstytucja zezwala - uznać należy raczej za element kampanii wyborczej niż rzeczywisty program działań. Gracze giełdowi to czują i popyt na akcje PGNiG zbytnio - po oświadczeniu Jana Rokity - się nie zmniejszył.

Pewne wątpliwości jednak pozostają. Dlaczego rząd, któremu ufa kilka procent wyborców, decyduje się “za pięć dwunasta" na kontrowersyjną prywatyzację? Przecież elementarna kultura polityczna wymaga, aby taką decyzję pozostawić następcom. I chociaż podejrzenia, że jest to działanie zmierzające do oddania polskiego rynku gazu pod kontrolę Rosjan, nie mają mocnego uzasadnienia i w całej sprawieraczej chodzi o możliwość, na odchodnym, umocnienia we władzach sprywatyzowanego przedsiębiorstwa swoich ludzi (niech się chłopaki sprawdzają w biznesie, skoro w polityce im nie poszło), to niesmak pozostaje. Pewnych rzeczy bowiem dżentelmeni robić nie powinni!

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2005