Reklama

Prymas Wyszyński i Matka Czacka wyniesieni na ołtarze

Prymas Wyszyński i Matka Czacka wyniesieni na ołtarze

13.09.2021
Czyta się kilka minut
W tych obchodach reflektory były skierowane – co jest zrozumiałe – przede wszystkim na postać błogosławionego Prymasa. Wielkiego człowieka, który tworzył naszą historię. Prymas budzi podziw. Błogosławiona Matka Elżbieta Czacka porusza serca.
Beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego i Matki Elżbiety Róży Czackiej. Uroczystości w Świątyni Opatrzności Bożej 12.09.2021 / Jakub Kaminski/East News
K

Kard. Kazimierz Nycz, gospodarz uroczystości beatyfikacyjnych prymasa Wyszyńskiego i Matki Róży Elżbiety Czackiej, zachęcał do uczestniczenia w nich online. Wiadomo, pandemia. Odbyły się one w Świątyni Opatrzności Bożej 12 września. Na zaproszeniu dla koncelebransów (niełatwe do zdobycia!) napisano: „wejście od godz. 10.00 do 11.30. Koncelebra dolny kościół”. Byłem przed dziesiątą.

Można było łatwo dojechać samochodem. Nie pozamykano żadnych ulic, tylko w niektórych miejscach trochę zwężono je barierami. Policja pilnowała porządku, ale się nie naprzykrzała. Wzdłuż ulicy stało kilka autokarów, jednak nie było tłumów, owszem trochę ludzi było. Przed frontem świątyni ustawiono telebim i kilka tysięcy krzeseł. Jak potem mówiono, zgromadziło się tam kilka (mówiono 5-6, a nawet 7) tysięcy osób. Byłem „koncelebrą”, więc udałem się do dolnego kościoła, nieco zdziwiony tym skierowaniem do piwnicy. Okazało się jednak, że ten dolny kościół to tylko przejście. A więc mogłem zobaczyć podziemia Opatrzności Bożej, przejść przestronnymi korytarzami, które gdzieniegdzie udekorowane są olbrzymimi portretami wielkich postaci naszych czasów, np. (ze znajomych) ministra Skubiszewskiego, by dojść do białych jak śnieg marmurowych schodów wiodących do zakrystii.

Nieustannie napływali tam też księża. Przeważnie starsi, pewnie przed laty wyświęceni przez Prymasa i pod jego rządami rozpoczynający pracę. Przy wejściu zakonnica każdemu księdzu proponuje białą, solidną maseczkę. Niby wszyscy biorą, ale nikt nie zakłada. W świątyni dla koncelebransów przygotowano 650 krzeseł połączonych ze sobą i ustawionych w rzędy. Na każdym krześle leżał upominek, dwie książeczki. Pierwsza: przebieg liturgii mszy i beatyfikacji . Druga: „Stefan Kardynał Wyszyński do Polaków i Polonii” z obszerną biografią Prymasa i wybranymi tekstami (ewentualnie fragmentami) jego przemówień. Wydawca – Archidiecezja Warszawska z partnerami: Ministerstwem Kultury, Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego, TVP, KAI i Stacja7.pl oraz „Zakochaj się w Warszawie”. 

Czas oczekiwania wypełniała muzyka, odczytanie życiorysów obojga błogosławionych. Jakieś informacje. Księżowski gwar niestety uniemożliwia wysłuchanie tych komunikatów.

O godzinie 12 do świątyni wkroczył pochód towarzszący delegatowi papieskiemu kardynałowi Marcello Semerarze, prefektowi Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. 130 biskupów zajęło miejsca przy ołtarzu. Papieskiego delegata powitał arcybiskup Warszawy kard. Kazimierz Nycz. Wcześniej do świątyni weszli prezydent Andrzej Duda z małżonką i przedstawiciele najwyższych władz państwowych, premier Mateusz Morawiecki, marszałkowie Sejmu i Senatu, prezes Jarosław Kaczyński. Przyznam, że tego nie zauważyłem, musieli wejść dyskretnie i bez ostentacji, bo tylko ci księża – z oczekujących na rozpoczęcie mszy – którzy ich zauważyli, powstali. Siedząc na drugim końcu pierwszego rzędu zauważyłem jedynie tych wstających na chwilę. Ledwie zdążyłem i ja powstać, oni już siedzieli, więc pomyślałem, że to jakiś fałszywy alarm. A oklaski (długie) rozległy się dopiero wtedy, gdy na zakończenie mszy św. kardynał Nycz wyraził radość z obecności „najwyższych władz państwowych”.

Przebieg beatyfikacji (po rozpoczęciu mszy św.) nie różnił się od innych beatyfikacji: prezentacja postaci kandydatów na ołtarze – kardynała Wyszyńskiego, następnie Matki Róży Czackiej (kard. Nycz), potem odczytanie przez kardynała Marcello Semerano (po łacinie) Listu Apostolskiego papieża Franciszka, w którym wpisuje w poczet błogosławionych kardynała Wyszyńskiego i Matkę Czacką. Później jeszcze lektura tego listu po polsku. Po każdym odczytaniu oklaski. Zwykle w tym momencie następuje powolnie odsłonięcie wizerunków nowych błogosławionych. Tu wizerunki były zamknięte w szafkach umieszczonych nad ołtarzem z obu stron historycznej kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Nie było więc „odsłaniania”, lecz po prostu drzwiczki szafek błyskawicznie się otworzyły ukazując oba wizerunki. Potem było wniesienie relikwii przy akompaniamencie hymnów beatyfikacyjnych, poetycko wątpliwych i znacznie dłuższych niż wniesienie relikwii.

W przypadku kardynała Wyszyńskiego zrezygnowano z pobierania relikwii ze zwłok. Jako relikwię potraktowano oryginalny rękopis aktu osobistego oddania się Matce Bożej napisany podczas uwięzienia w Stoczku Warmińskim 8 grudnia 1953 r. Drugi relikwiarz, ozdobiony bursztynem, zawiera fragment kości Matki Czackiej. Przedstawia wyrzeźbione w drewnie dłonie Błogosławionej czytające fragment Psalmu 126 napisanego alfabetem Braille’a. Słowami tego psalmu założycielka Lasek modliła się przed śmiercią: „Ci, którzy we łzach sieją, żąć będą w radości. Idą i płaczą niosąc ziarno na zasiew, lecz powrócą z radością niosąc swoje snopy”. Rzeźba dłoni na relikwiarzu powstała na podstawie odlewu wykonanego jeszcze za życia matki Elżbiety jako pomoc naukowa. Odlew miał służyć niewidomym uczniom jako wzór właściwego układu palców przy czytaniu pisma Braille’a.

Z Braille’em mogliśmy się jeszcze spotkać podczas uroczystości, kiedy niewidomi odczytywali (wspaniale) liturgiczne lektury z Księgi Mądrości Syracha, a potem jedno z wezwań modlitwy wiernych.

Piękne, znakomicie oświetlone  wnętrze świątyni Opatrzności Bożej, udział tak wielu biskupów i księży, doskonale przygotowana liturgia, a zwłaszcza połączone chóry Archikatedry Warszawskiej, Tibi Domine, Cantores Minores – Archikatedralny Chór Męski, Chór Centrum Myśli Jana Pawła II i Warszawski Chór Papieski im. św. Jana Pawła II dawały poczucie doniosłości wydarzenia. Myślę, że uczestniczący w nim na miejscu, a chyba też i widzowie oglądający beatyfikację w telewizji pozostaliśmy pod wielkim wrażeniem tego kościelnego wydarzenia.

W tych obchodach reflektory były skierowane – co jest zrozumiałe – przede wszystkim na postać błogosławionego Prymasa. Wielkiego człowieka, który tworzył naszą historię. Prymas budzi podziw. Błogosławiona Matka Elżbieta Czacka porusza serca.

I na koniec jakby post scriptum. W relacjach z beatyfikacji będą wymieniane postacie, które w niej brały udział, kardynałowie (np. Krajewski z Watykanu), inni duchowni, świeccy. Mnie uderzyła obecność kogoś, o kim z pewnością nikt nie napisze: Grzegorza Gałązki – fotografa.  Pamiętam, jak przed laty jako nikomu nieznany i bez możnych protektorów młody Grzegorz do Watykanu dotarł z Torunia, czy raczej z jakiejś wsi pod Toruniem. I stał się cenionym fotografem. Beatyfikacyjny wizerunek Jana Pawła II na fasadzie bazyliki św. Piotra był jego dziełem. Mieszka i pracuje w Rzymie. Kiedy zobaczyłem go (oczywiście obwieszonego aparatami) na beatyfikacji, pomyślałem, że być może kardynał Marcello Semerero zabrał go ze sobą jako nadwornego dokumentalistę. Albo – pomyślałem – jego instynkt fotografa kazał mu być tu i w tym momencie, być tu i fotografować, więc przyjechał.            

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jeszcze treść jest dla mnie nieznana, ale zdjęcie mną wstrząsnęło - dlaczego tego nikt nie widzi: na lewo biskupi, na prawo świeccy (wierzący?) Jak pasterz ma pachnieć owcami, kiedy się od nich oddziela tak ostentacyjnie? Czemu nie jest to jeden, radosny świętujący tłum? Boję się takiego kościoła.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]