Z Kaliningradu nad Don kawałek drogi, ale sława Immanuela dotarła nawet pod monopolowy. Rosyjska agencja prasowa obwieściła, że 16 września w Rostowie dwóch mieszkańców tak żarliwie rozdyskutowało się na temat życia i twórczości Immanuela Kanta, że zaczęli okładać się pięściami. Zdarzenie miało miejsce w kolejce po piwo, podczas miejskiego festynu. Zapalczywi znawcy noumenów nie poprzestali na walce wręcz, jeden z nich w pewnej chwili najwyraźniej odczuł imperatyw kategoryczny, bowiem wyciągnął broń i strzelił adwersarzowi w głowę, oddaliwszy się a posteriori. Postrzał nie okazał się, na szczęście, śmiertelny – jako oddany z broni pneumatycznej (co wskazywałoby na predylekcję sprawcy także do myśli Arystotelesa). Jeden z dyskutantów wylądował w szpitalu, a drugi (ten od pneumy) w areszcie. Grozi mu kilka lat zgłębiania krytyki władzy sądzenia. Dwaj Moskale z Rostowa nad Donem nie wahali się zademonstrować, że filozofia ma sens, że Kant wciąż jeszcze budzi emocje, że warto poświęcić zdrowie, a potencjalnie i życie (swoje i adwersarza) na ołtarzu wyższych wartości cywilizacyjnych.
Czy to nie piękne? Taki mi się snuje dramat: przyszłość będzie przecudnie ideowa na szerokim tle społecznym, które należy odpowiednio skanalizować à la Rostów nad Donem.
Wtedy muskularni fani Ruchu Chorzów na plaży podyskutują z meksykańskimi marineros na temat wyższości Hansa Bellmera nad Fridą Kahlo, a nawet Siqueirosem, wiślaccy „tifosi” obnażą maczety w imię Czycza, nad którego kibole z „Żylety” nieopatrznie przedkładają Białoszewskiego. Panufnik czy Sciarrino – oto jest pytanie, kibol chętnie odpowie na nie w ramach grupowych rozgrywek Ligi Europy. Przewrotnie odpali racę na stadionie przeciwnika na cześć „Luci mie traditrici”. Z okazji Warszawskiej Jesieni legioniści ewentualnie nawet niemieckim fanatykom pokażą, że nie będzie Goebbels (Heiner) pluł nam w twarz. Jest o co się bić. Ponoć w starożytnym Bizancjum (uwaga na Trabzonspor z Trapezuntu – nasi w szalikach już niedługo powiedzą tam: „veni, vidi, vici”, każden jeden) przekupnie na targu zażarcie wykłócali się w sprawach teologicznych przesubtelności trynitarnych i substancjalnych. Teraz też kruszmy kopie w imię czegoś więcej niż niecelna główka Rzeźniczaka. Nie w ciemię bity Sagan wymyśli bardziej ponadczasowy cel. Może już w tym stuleciu przyjdzie nam zapukać „z liścia” do wrót Ligi Mistrzów i podyskutować na piąchy na temat najlepszych wykonań „Zadok the Priest” Haendla. Pinnock czy Gardiner? Idźmy tą drogą, bo wszak my Polacy tak mamy, że lubimy czasem rzucić kości. W szczytnej sprawie. Powoli nadciąga listopad.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















