Próba o Ukrainie

Esej, czyli próba – w tym przypadku próba opisu, czy może diagnozy ukraińskiej tożsamości. Fragmentaryczna, ale dociekliwa, a przy tym bardzo osobista.
Czyta się kilka minut

„Ten kraj przypomina biesagi” – zaczyna Prochaśko. Biesagi, czyli podwójny worek podróżny przewieszany przez ramię. Wędrowiec niesie w nim swój dobytek, wrzuca do niego to, co znajdzie po drodze i co może się przydać. Gdy się czegoś szuka, trzeba wysypać wszystko. „Ten kraj przypomina to, co wysypało się z biesag podczas poszukiwań czegoś potrzebnego”.

A więc podwójność: chaos i malowniczość, pogańsko-chrześcijańska dwuwiara, współistnienie sprzecznych tradycji. Wspaniała przyroda i góry śmieci. Także – przestrzeń pomiędzy odległą tradycją kijowskiego imperium, pielęgnowanym przez wieki mitem a niespodziewanym odzyskaniem państwowości i niepodległości. „To, co się dzieje teraz – pisze autor – jest jednym wielkim laboratorium, eksperymentem in vivo”. Laboratorium, w którym i Europa, i Rosja prowadzą badania.

Esej Prochaśki powstał już po Pomarańczowej Rewolucji, a przed zeszłorocznym buntem Majdanu i rosyjską interwencją na wschodzie Ukrainy. Nie jest komentarzem do aktualnych wydarzeń, ale teraz podczas lektury trudno o nich nie myśleć. Zwłaszcza kiedy się czyta o relacjach między zachodem a wschodem kraju, porównanych do niezbyt dobranego małżeństwa obdarzonego trudnym dzieckiem – niepodległym państwem. Albo o nauczycielkach-komsomołkach z Naddnieprza, które po II wojnie osiedlono w galicyjskim domu babki autora. Przychodzili do nich chłopcy z lasu. „Nikt nikogo nie zgwałcił ani nie zarżnął. Nikt nikogo nie wydał NKWD. Po prostu po jakimś czasie chłopców powystrzelano, a dziewczęta wydoroślały”...

Taras Prochaśko, rocznik 1968, urodzony i do dziś mieszkający w Iwano-Frankiwsku, czyli dawnym Stanisławowie, prozaik znany u nas z trzech książek wydanych przez Czarne, jest też tłumaczem „Na wysokiej połoninie” Stanisława Vincenza. W jego wędrówkach po zachodniej Ukrainie Karpaty stanowią stację bardzo istotną. Pokucie, Huculszczyzna i huculskie owczarstwo, klasztor Studytów w Dorze, Zakarpacie. Ważny jest oczywiście Lwów, ale także ukraińskie Polesie z jeziorem Pisocznym. Z wykształcenia biolog, Prochaśko chętnie sięga po metaforykę botaniczną. Różnorodność gatunków, roślin rodzimych i przyniesionych z innych stron, flora miejska i las jako ideał wnętrza, ale też jako obszar bezwzględnej eksploatacji. Rytuałowi kiszenia kapusty, opisanemu z czułością niemal religijną, towarzyszy wspomnienie piosenki śpiewanej przez dziadka podczas szatkowania główek: „Pisze Stalin do Hitlera, mielą żarna jak cholera...”. Bo przyroda, historia, obyczaj i polityka splatają się w tej książce w mocną tkaninę.


Taras Prochaśko, „W gazetach tego nie napiszą”, przeł. Renata Rusnak, Wołowiec 2014, Wydawnictwo Czarne, seria Sulina, ss. 164

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2014