Pożegnanie Anny W.

Raz tylko Panią spotkałam. W katedrze wawelskiej we wrześniu 1980 roku, kiedy świętowaliśmy dziękczynną Mszę świętą po porozumieniach sierpniowych, a odprawiający ją ks. Józef Tischner mówił w homilii: dziękujemy wam, bracia.
Czyta się kilka minut

Mówił do Lecha Wałęsy, otoczonego w pierwszym rzędzie tłumem kamer i dziennikarzy, ale mówił także do Pani, siedzącej bardziej w głębi. A ja sama nie miałam odwagi do Pani podejść i powiedzieć, jak wielka jest ta nasza wdzięczność, którą przez tygodnie poprzedzała troska i niepokój o was oboje i o wszystkich strajkujących stoczniowców, bliskich jak rodzina.

Potem już tylko czytałam o Pani i słuchałam czasem Pani wypowiedzi. W miarę jak płynął czas, coraz mocniej uderzała w nich gorycz, która stała się wreszcie nutą dominującą. Bardzo trudno było się z tym pogodzić, bardzo trudno to zrozumieć. Nadchodził czas świętowania Solidarności, a ta nuta goryczy u Pani, jednego z symboli Solidarności, nie znikała. Trzeba było stawiać sobie pytania, co przegraliśmy i dlaczego jest tak, jak jest.

Wczoraj, kiedy wyczytano po raz pierwszy Pani nazwisko na tragicznej liście pielgrzymujących na cmentarz katyński, pielgrzymów, którym nie dane było dolecieć i złączyć się w modlitwie z ofiarami sprzed siedemdziesięciu lat, odebrałam tę wiadomość w poczuciu, że jakaś najgłębsza tajemnica właśnie się dopełniła. Najpierw w tym, że tam, tuż przed cmentarzem katyńskim dobiegło kresu Pani życie. A nadto w tym, że po drugiej stronie, gdzie teraz Panią znajduję, nie ma już, Bogu dzięki, miejsca na gorycz, że otacza Panią pokój, w którym rozplątane zostały wszystkie zapętlenia wcześniejszych doświadczeń i unieważnione wszystkie ziemskie porachunki.

Niewiele pociechy możemy znaleźć w dniach, które biegną od ostatniej soboty. Ale tajemnica, która Panią objęła, jest jak zapalona lampka nagrobna. Jedyne światełko.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2010