Potakiwacze naprawiają świat

Za pomocą parodii można obnażyć głupotę korporacyjnego świata, ale czy można go w ten sposób zmienić?

20.10.2009

Czyta się kilka minut

Za enigmatyczną nazwą Yes Men (Potakiwacze) stoją Mike Bonanno (a właściwie Igor Vamos) - nauczyciel akademicki z niewielkiej uczelni na północy stanu Nowy Jork, oraz Andy Bichlbaum (Jacques Servin) - bezrobotny programista, pisarz i artysta komputerowy. Z pozoru nieszkodliwi, nieznani nikomu dwaj faceci koło trzydziestki. Nie wiadomo dokładnie, jak się spotkali; wiadomo, że połączyła ich wspólnota poglądów na temat skutków korporacyjnej globalizacji i zamiłowanie do złośliwych żartów. Zaczynali bez pieniędzy, ale za to z pomysłami i z przekonaniem, że jeśli nawet ich satyryczna próba ataku wielkich tego świata się nie powiedzie, to przynajmniej będą się dobrze bawić. Plan był prosty: budować fałszywe strony www, wyśmiewające zakłamanych polityków i bezdusznych biznesmenów.

reBurgery

W początkach swej działalności Yes-Meni zyskali nawet niewielką sławę (jeśli można tak to ująć zważywszy, że ich nazwiska - ani prawdziwe, ani fałszywe - nigdy nie zostały wymienione w kontekście całej sprawy). Ich żarty z George’a W. Busha tak rozzłościły byłego prezydenta USA, że publicznie wypowiedział się na temat konieczności ograniczania wolności słowa w Ameryce. Jednak działalność Potakiwaczy nabrała rozpędu, gdy wpadli na pomysł stworzenia strony www, udającej witrynę Światowej Organizacji Handlu (WTO). Pod adresem GATT.org umieścili absurdalne informacje, parodiujące język i styl korporacyjnych komunikatów prasowych. Nie przypuszczali, że pomysł zaowocuje czymkolwiek poza kilkoma rozbawionymi komentarzami internautów, którzy poznali się na dowcipie. Stało się jednak coś całkiem nieoczekiwanego: jakiś organizator konferencji dla VIP-ów ekonomicznego świata przysłał im zaproszenie, prosząc o przygotowanie przemówienia w imieniu WTO. Zaszokowani sukcesem swego żartu Yes-Meni postanowili dać się zaprosić.

Odziani w zakupione w szmateksie Armii Zbawienia garnitury i zaopatrzeni w domowej roboty wizytówki Bonanno i Bichlbaum pojawili się na konferencji, oczekując, że zostaną natychmiast zdemaskowani i z hukiem wyrzuceni za drzwi. Tymczasem nie tylko wpuszczono ich na salę, ale wysłuchano z uwagą ich absurdalnego referatu, zachęcającego szefów wielkich korporacji do kupowania głosów wyborczych bezpośrednio od obywateli, z pominięciem lobbystów, celem obniżenia kosztów własnych. Zgromadzeni przedstawiciele wielkiego biznesu nie tylko ich nie wyśmiali - zadawali pytania i wyglądali na szczerze zainteresowanych oburzającym pomysłem, który im zaprezentowano.

Zachęceni sukcesem swego wygłupu Andy i Mike pojawiali się w przebraniu przedstawicieli WTO na kolejnych prestiżowych imprezach, na których prezentowali coraz bardziej szokujące pomysły, demaskując prawdziwe, ich zdaniem, oblicze korporacyjnej globalizacji. Z kamiennymi twarzami proponowali więc np. karmienie mieszkańców biedniejszej części świata reBurgerami, czyli kotlecikami produkowanymi z ekskrementów importowanych z bogatszych krajów, albo odziewanie pozostającej na nieustających wakacjach kadry menadżerskiej w idiotycznie wyglądające złociste kostiumy z olbrzymim fallusem z przodu, zwieńczonym telewizyjnym ekranikiem do monitorowania pracowników. "Ku naszemu zdziwieniu - piszą Yes-Meni w wydanej niedawno książce o ich wyczynach - na wszystkich spotkaniach, w których uczestniczyliśmy, udawało nam się bez żadnego problemu oszukać ekspertów - tych samych ekspertów, którzy od lat pchają w gardła światowej populacji rzekomo cudowne lekarstwo »wolnego handlu« i »globalizacji«. Co gorsza, nie udawało nam się sprawić, by nam nie wierzyli".

Na jednej z konferencji udało im się nawet w imieniu organizacji proklamować jej samorozwiązanie i przekształcenie jej w fundację na rzecz pomocy krajom Trzeciego Świata: zgromadzeni decydenci oklaskiwali mówców, a po zakończeniu prezentacji podzielili się nawet na spontaniczne grupy robocze, w których dyskutowano pomysły, jak lepiej i bardziej humanitarnie wykorzystać gigantyczne fundusze i siły ludzkie WTO.

Bezkarna kontestacja

Nawet premiera pierwszego filmu dokumentalnego o wyczynach Yes-Menów, który w 2003 roku objechał wszystkie niezależne festiwale filmowe z Toronto i Sundance włącznie, nie przeszkodziła Potakiwaczom w kontynuowaniu działalności. Niecały rok po tym, jak kinowa publiczność Europy i Ameryki poznała twarze bezczelnych żartownisiów, Bonanno i Bichlbaum wystąpili w telewizji BBC, podszywając się pod przedstawicieli jednej z największych firm chemicznych na świecie - Dow Chemicals - i w imieniu koncernu zapowiedzieli ogromne odszkodowania dla mieszkańców indyjskiego miasteczka Bhopal, dwadzieścia lat wcześniej dotkniętego gigantyczną katastrofą ekologiczną, spowodowaną przez zakłady chemiczne, których Dow jest obecnie właścicielem. W ciągu dwudziestu minut od nadania komunikatu akcje Dow straciły na wartości ponad 2 miliardy dolarów, ale firma nigdy nie zdecydowała się ścigać Yes-Menów za wyrządzone szkody.

Nie skarżyły ich także firmy Exxon Mobil, Haliburton, McDonalds, Federalna Agencja do Spraw Mieszkaniowych (HUD) stanu Luizjana ani gazety "New York Post" i "New York Times", które padły ofiarą późniejszych żartów. Gdyby nawet któraś z tych firm zapragnęła pozwać żartownisiów do sądu, rosnąca rzesza sympatyków duetu Bichlbaum-Bonanno z pewnością zrzuciłaby się na dobrego prawnika.

Przez ostatnie lata zdołali zbudować wokół swojej działalności całkiem sporą organizację, której członkowie, w większości anonimowi, wspierają Yes-Menów nie tylko moralnie, ale i finansowo, co pozwoliło na przeprowadzenie kilku spektakularnych akcji, takich jak wydrukowanie miliona egzemplarzy fałszywych wydań dwóch największych nowojorskich dzienników i rozdanie ich zdumionym przechodniom. Warto przy tym wspomnieć, że epizod z fałszywym wydaniem konserwatywnego "New York Post" był jedynym, który zaowocował otwartym konfliktem Yes-Menów z prawem: przedstawiciele gazety, której właścicielem jest magnat prasowy Rupert Murdoch, złożyli doniesienie o przestępstwie, skutkiem czego zatrzymany przy rozdawaniu fałszywych gazet Andy Bichlbaum spędził noc w areszcie.

Dziecinne wygłupy

Tej jesieni trafił do amerykańskich kin kolejny film poświęcony działaniom pary aktywistów - "The Yes-Men Fix The World" ("Yes-Meni naprawiają świat"); w listopadzie także polska publiczność będzie miała okazję zapoznać się z tym dokumentem. Zgodnie z duchem dotychczasowej działalności Potakiwaczy, obraz ten zrealizowany jest w konwencji żartobliwej parodii - jednak refleksja, jaka nasuwa się po jego obejrzeniu, jest raczej niewesoła. Owszem, wyczyny rosnącej w siłę artystyczno-alterglobalistycznej organizacji, której przewodzą Bichlbaum i Bonanno, są bardzo inteligentne i diablo zabawne (co przyznają nawet ci, którzy nie podzielają politycznych przekonań aktywistów). Jest jednak coś przerażającego w fakcie, że za każdym razem sala pełna dorosłych, poważnych i niepokojąco wpływowych ludzi oklaskuje oburzające i nieludzkie pomysły bez mrugnięcia okiem. Korporacyjni decydenci są na tyle zawstydzeni po każdym zdemaskowanym oszustwie, że nie kierują sprawy na drogę prawną - ale też nie zmieniają swojego sposobu myślenia. Wielu poszkodowanych krytykuje Yes-Menów za stosowane przez nich metody, twierdząc, że przypominają dziecinne wygłupy. Może jednak "dziecinny" jest w tym kontekście przymiotnikiem, który powinien budzić nadzieję. Z dokumentacji filmowej wynika, że ze wszystkich audytoriów, przed jakimi Yes-Meni w przebraniu VIP-ów wygłaszali dotąd swoje bezwstydnie śmieszne referaty, jedynie publiczność złożona ze studentów jednej z amerykańskich uczelni artystycznych zaprotestowała i wprost nazwała ich pomysły nonsensem. Widać nic się nie zmieniło od czasów, gdy Andersen pisał swą słynną baśń o nowych szatach cesarza: wciąż potrzeba dziecka - lub kogoś o duszy dziecka - by krzyknąć, że cesarz jest nagi.

YES-MENI NAPRAWIAJĄ ŚWIAT (The Yes Men Fix the World) - reż. i scen. Andy Bichlbaum, Mike Bonanno, prod. Francja 2008, dystryb. Against Gravity, w kinach od 20 listopada.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2009