Polski hydraulik

Pomysł sprzed dwóch lat był prosty: w powiększonej Unii powinien obowiązywać jednolity rynek usług, gdyż zwiększy to konkurencję, dynamikę rozwoju i stworzy nowe miejsca pracy...
Czyta się kilka minut

Na pytanie, na jakich warunkach świadczona ma być usługa poza granicami własnego kraju, ówczesny komisarz Bolkestein odpowiedział: na warunkach kraju, z którego świadczący usługę pochodzi. Polski hydraulik powinien w Brukseli brać za usługę tyle, ile bierze w Białymstoku.

Pomysł był dobry, ale nie dla wszystkich. Widmo hydraulika z Polski, który swoje zrobi, wprawdzie tanio, ale zaraz zniknie i nie da gwarancji - nie było wzięte z powietrza. Pomysł otwierał drogę do quasi-oficjalnej pracy na czarno. Perspektywa taka wyprowadziła na ulice zachodnich miast tysiące protestujących. I Parlament Europejski przegłosował dyrektywę, ale w takim kształcie, że polski hydraulik będzie mógł pracować legalnie w Brukseli tylko za takie wynagrodzenie jak Belg. Pomysł Bolkesteina był dobry, ale dla Unii, w której wszędzie panują takie same standardy. Dlatego Bolkestein przegrał.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 09/2006