Polska długów

Czyta się kilka minut

1009 dni potrzebuje średnio w Polsce przedsiębiorca, by drogą sądową odzyskać swoje pieniądze od dłużników - ogłosili właśnie eksperci Banku Światowego. Nawet w Rosji okres ten wynosi tylko 300 dni. A w krajach Unii Europejskiej nie przekracza 140.

Oczywiście powodem jest słabość wymiaru sprawiedliwości, a zwłaszcza sądownictwa. Efektem jest zaś nie tylko osłabienie życia gospodarczego, ale też rozwój struktur przestępczych. Skoro państwo ze swymi instytucjami nie jest w stanie pomóc biznesmenom w odzyskaniu należnych im od nieuczciwych partnerów pieniędzy, to wielu z nich w determinacji sięgnie po nieformalne już sposoby wyjścia na swoje, na przykład wchodząc w układ mafią, zawsze gotową przecież do użycia wobec opornych wierzycieli wszelkich metod.

Ale praprzyczyna zjawiska tkwi gdzie indziej: w obyczaju zwlekania ile się da z wszelkimi płatnościami, który wykształcił się w polskiej gospodarce. I umocnił na tyle, że zadłużanie się zyskało status naturalnej metody prowadzenia interesów także w firmach chcących uchodzić za markowe i poważne. Więcej: to uregulowanie zobowiązania w terminie uchodzić zaczęło za dowód wyjątkowego frajerstwa.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 8/2003