Pół wieku niepodległości Singapuru

Kiedyś rybacki port, dziś światowe centrum handlu: Singapur świętuje właśnie pół wieku niepodległości.
Czyta się kilka minut
 / Fot. Philip Gendreau / BETTMANN / CORBIS; PROFIMEDIA / CORBIS
/ Fot. Philip Gendreau / BETTMANN / CORBIS; PROFIMEDIA / CORBIS

Kiedy w 1965 r. to azjatyckie miasto zmuszono do opuszczenia federacji z Malezją, niewielu wróżyło mu dobrą przyszłość. 50 lat później jest miejscem wyjątkowym: jedynym w świecie w pełni niezależnym państwem-miastem, światowym centrum handlu i finansów, ważnym portem. A także… jedyną pośród najbogatszych państw świata republiką, w której nigdy nie zmieniła się partia rządząca. Jest też, w dużej mierze, dziełem jednego człowieka – zmarłego w marcu Lee Kuan Yewa, premiera w latach 1959-90, który przeobraził Singapur w Azję w wersji light: kraj bez korupcji, chaosu w ruchu ulicznym, w którym w powszechnym użyciu jest język angielski, a woda z kranu nadaje się do picia. I choć light bywa również miejscowa demokracja (Lee Kuan Yew tłumaczył, że bez ograniczenia niektórych swobód obywatelskich sukces transformacji nie byłby możliwy), na Singapur z zazdrością spogląda dziś nie tylko Azja. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 33/2015