Pobożne babcie gasną powoli

„TP” 20 / 2018
Czyta się kilka minut

W związku z publikacjami, również w „TP”, na temat starości i starzenia się społeczeństwa naszła mnie refleksja na temat prostego, codziennego przemijania.

To przemijanie starych kobiet, których imiona znowu stają się dziś modne.

Antoniny, Marie, Franciszki, Zofie. Nigdy nie poddawały się trendom: trzeba walczyć, żyć, domknąć domowy budżet. Dom, działka, dzieci. To przez lata był ich cel. We wszystkim, co robiły, przyświecała im rodzina. Teraz powoli gasną. Choć jeszcze tli się w nich życie, jedną nogą są już po drugiej stronie. Wierzą, że czeka tam na nie dawno zmarły mąż, przedwcześnie zmarłe dzieci i dobry Bóg.

Porządek dnia odmierza im rytm modlitwy. Zakonny tryb narzuciły sobie same. Gdy nad ranem budzi je ból połamanych osteoporozą żeber, nie patrzą na zegarek. Wiedzą, że to czas na godzinki. Potem rytuał jak u sióstr Łazarza – nakładanie szmat. Najlepiej te z dobrej tetry. Miękkie, dobrze wchłaniające maści i balsamy.

Coraz słabsze, same przed sobą wstydzą się swojej niedołężności. Jedzą w ukryciu, bo źle dopasowane sztuczne zęby sprzyjają mlaskaniu. Wyniszczony, aluminiowy widelec drży w wykręconych palcach. Pali je zgaga i wstyd, że są nieestetyczne przy jedzeniu. Takie dobre obiady robiły dawniej. Dziś nie chcą jeść. Zasuszają się. Podświadome anorektyczki.

Jak średniowieczne ascetki przedkładają modlitwę nad obiad. Bo już piętnasta. Jak jeść, kiedy wybiła Godzina Miłosierdzia Bożego? W zniszczonych palcach przekładają wyświechtane różańce. Pachnione sztuczną różą, takie „od Ojca Świętego”, te z Częstochowy, Kalwarii, Lichenia...

Oczyma duszy już widzą swoje nagrobki, ale w głębi duszy nie chcą odejść. Maniakalnie łykają tabletki. Terapie umacniają wiarą. Łykają przepłacone nalewki sygnowane świętymi i zakonnikami. Suplementy beatyfikacji do kupienia za jedną piątą ich żebraczej emerytury po mężu. Swoich świadczeń nie mają. Zahukane przez teściów, mężów i ojców, nie pracowały zawodowo.

Teraz, jeszcze przed wiecznym spoczynkiem, starają się odpoczywać. Ale odpoczynek je męczy. Nawet najlepsze siedzisko nie zamortyzuje bólu dziewięćdziesięciu paru lat trudnego życia. Czasem się uśmiechają, ale to uśmiech kwaśny jak winny ocet.

Nie są same, ale dzieci i wnuki nie umieją towarzyszyć im w codziennym wygasaniu. Nikt nie zrozumie fascynacji wykrochmaloną garsonką przygotowaną na ostatni rejs. Ubraniem, które regularnie poddawane jest zabiegom upiększającym. Siebie odświeżyć już nie mogą, ale sukienki do trumny muszą być wiecznie młode.

One same dziś przypominają swoje własne książeczki do modlitwy. Wyświechtane i pomięte. Pomarszczone jak wysłużone latami strony litanii. Spięte gumką codziennej rutyny, która chroni je przed rozsypką.

To ostatnie takie kobiety.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2018