Rozpoczęło się wielkie wymieranie rozumu – mówi do swojego psa bohater najnowszej powieści Krzysztofa Vargi. „Spośród wielkich wymierań, a było ich dotychczas pięć, kiwaczku, czyli ordowickie, dewońskie, permskie, triasowe i kredowe, najstraszniejsze jest wymieranie obecne – umysłowe”.
Wspomniany bohater jest, owszem, marudny, widzi świat raczej w ciemnych barwach, ba, życzy mu rychłego końca, niemniej w tym akurat wydaje się mieć rację. Jeszcze się rozum tu i ówdzie broni, ale już z sił opada, cofa się, nie wie, jakiego argumentu użyć, aby przebić się przez obcesowość i wszechobecny hałas. Już nie wiadomo, co jest rozumem, już się „rozumem” nazywa byle jakie przekonania, wyobrażenia, uprzedzenia. Och, nawet więcej: już się w imię rozumu rozmaite nierozumne decyzje tłumaczy. (Dialog podsłuchany: „Zaszczepiłeś się?! Człowieku, trzeba mieć rozum! A nie jak ten baran – mówią: szczep się, to ty zaraz lecisz z podwiniętym rękawem. Trzeba myśleć samodzielnie”. „Kiedy właśnie większość się nie szczepi…”. „No widzisz?! Ludzie mają rozum”).
„Polska jest dziś jak książka szyfrem pisana: kto potrafi postawić jej rozumne pytanie, temu także rozumnie odpowie”, pisał przed laty na tych łamach ks. Tischner. Czy dziś napisałby tak samo? To było przeszło pół wieku temu, w czasie, gdy wydawało się, że rozumność na dobre przegrywa z siłą. Dziś nie ma czołgów na ulicach, a odczucia podobne. Tyle że wtedy gdzieś w tle świtała przynajmniej nadzieja na rozumność, może przesadna, może nieostrożna, może nie dość uzasadniona – ale była. Nadzieja na rozumność. Nadzieja, że rozum znaczy więcej niż siła.
A dziś pytamy: czy rozum ma tu jeszcze coś do powiedzenia? Czy też skazani jesteśmy na świat miotany przez przypływy i odpływy narcyzmu, namiętności władzy, beztroski i tak dalej?
Ktoś mówi i robi rzeczy jawnie głupie i szkodliwe, ale i tak znajdą się tacy, co powiedzą, że „sprawny”, „skuteczny”, „wie, jak prowadzić kampanię”. Irytują mnie takie komentarze, jak nie wiem co. Skuteczny?! Ale przecież ludzi w durnia robi! Kłamie, przeinacza fakty, szczuje. Komentator chce być bezstronny, to napisze: „obrał skuteczną strategię”, „wie, jak trafić do wyborców”, „potrafi zmobilizować elektorat”. Czy to rzeczywiście godne pochwały, skoro przy okazji ileś wartości zostanie podeptanych, ileś szkodliwych idei puszczonych w obieg, iluś ludzi skrzywdzonych?
Wyższość zwierząt nad ludźmi, mówi bohater powieści Vargi zatytułowanej „Śmiejący się pies” [więcej o niej także w tekście Moniki Ochędowskiej - przyp. red], polega na tym, „że wyrażając złość bądź radość, strach lub błogość, robią to szczerze. Natomiast my, ludzkość, przez setki tysięcy lat wyuczyliśmy się całej gamy fałszywych min, gestów, formułek. Ćwiczyliśmy się w sztuce mimikry, aż cali staliśmy się jednym wielkim, nienaprawialnym kłamstwem”.
Nudna ta kampania? Może i nudna. Ale przede wszystkim – mnóstwo w niej nieprawdy, nieautentyczności, a w związku z tym także niepewności, w czym właściwie uczestniczymy. No i podłość. Podłość z Bogiem na ustach. Śmieszna – ale podła. Głupia – ale mimo to podła. I dlatego niebezpieczna. Tam, gdzie rozum słabnie, kleją się do głowy najbardziej szkodliwe bzdury.
„Polska jak książka szyfrem…”. Nie wiem, czy mam klucz do Polski. Widzę, jak wielu z nas opiera się temu, co głupie. Żyje mądrze, pracuje rzetelnie, dba o najbliższych i tak dalej. Widzę też, jak mimo wysiłków takich ludzi coś wspólnego się rozkłada, a miejsce nadziei zajmuje poczucie bezsensu, zmarnowanych wysiłków, tryumfującego chaosu. Czy można zatrzymać wielkie wymieranie rozumu? Jak wielu z nas chce naprawdę, żeby było mądrzej, a nie tylko wygodniej, „po naszej myśli”, „żeby się nam tylko nikt nie wtrącał”?
Czytałem niedawno kwestionariusz Prousta wypełniony przez Andrzeja Poniedzielskiego. Na pytanie „Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk?” Poniedzielski odpowiedział: „Że głupota umrze później niż nadzieja”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















