Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Po co nam polscy intelektualiści?

Po co nam polscy intelektualiści?

10.08.2015
Czyta się kilka minut
Trudno dziś dostrzec próby tworzenia nowych języków opisu rzeczywistości, widać zaś jak na dłoni zdumiewający nawrót do idei tak archaicznych, że przyjmujących formę złowieszczej groteski.
C

Czesław Miłosz pytał kiedyś, „czy w ogóle ma istnieć literatura polska, jeżeli znikną specyficzne polskie problemy i zostaną jedynie ludzkie, takie jak wszędzie”? „Może i nie powinna – odpowiadał – ale jest pisana po polsku, a język niesie ze sobą całą przeszłość ludzkiej wspólnoty”. Podobnie moglibyśmy zapytać, czy w ogóle ma istnieć polski intelektualista, skoro żyjemy w globalnym świecie, w którym problemy są „jedynie ludzkie, takie jak wszędzie”? Może nie powinien, może wystarczą nam „głosy z zewnątrz”, o których pisała u początku tej debaty Magdalena Nowicka, albo „międzynarodowa klasa intelektualna”, wspomniana przez Agatę Bielik-Robson, do której polskie elity intelektualne, zwłaszcza te młode, tak często chcą należeć?

Może. Tyle że tak jak literatura polska nie ma sensu bez mierzenia się z polskim, szczególnym doświadczeniem, które wyraża się w języku, tak samo nie ma...

9390

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

polscy. Skoro polscy Intelektualiści nie są vatykańskimi a vatykańscy tu rządzą, więc nic dziwnego, że polscy Intelektualiści nie są potrzebni vatykańskim najeźdźcom, jako konkurencja w rządzeniu zbiorową wyobraźnią polskiej nieinteligencji. Nieinteligencji bezmyślnie podającej Polskę na tacę i "broniącej" krzyży, czyli praw do nieograniczonych przywilejów podatkowych ludzi którzy się wynajęli vatykanowi. Ja reprezentując głównie siebie ale i niepotrzebnych wam polskich intelektualistów nie pozwalam wam bezkarnie zawłaszczać Polski, polskiego patriotyzmu, polskiej historii czemu daję świadectwo zamieszczanymi tutaj tekstami.

Nie jestem niestety intelektualistką, pochodzę z tzw. inteligencji pracującej, warstwy społecznej po 1990 roku całkowicie "startej z powierzchni ziemi". Pewnie dlatego nie rozumiem co autor miał na myśli.. W tym natomiast fragmencie: " nie dostrzegam – może poza paroma wyjątkami – poważnych prób tworzenia zupełnie nowego języka opisu polskiej wspólnoty i polskiej rzeczywistości. Tym zaś, nie polityką, winien się zajmować polski intelektualista. Widzę za to – co przyjmuję z coraz większą zgrozą – nawrót do najbardziej archaicznych polskich idei, takich jak mit ofiarniczej inteligencji, zagrożonej ojczyzny, skorumpowanych, antydemokratycznych elit czy niepodmiotowego społeczeństwa, które to idee mogły jeszcze znajdywać wyjaśnienie w czasach niewoli, przywoływane jednak dziś przyjmować mogą już tylko formę złowieszczej groteski." - rozumiem, ale się nie zgadzam... Nie jest dla mnie żadną "ideą" fakt obserwowany, że elity polityczne w Polsce są antydemokratyczne, a społeczeństwo nie jest traktowane podmiotowo przez "władzę". Samo używanie słowa "demokracja" - to jest groteska! To nie żadna DEMOkracja ale całkiem inny twór - PARTIOkracja. Nie jest to choroba tylko polska, z tego co czytam i oglądam wynika, że wszystkie tzw. demokracje cierpią na to samo. To z tego jak sądzę biorą się ruchy "Oburzonych" i podobne, a także próby odnowy politycznej jak hiszpański Podemos i grecka Syriza. Społeczeństwa czują się oszukiwane przez polityków, a nie bardzo mogą sobie z tym poradzić, ponieważ "demokracja" partyjna coraz bardziej oddala się od swoich społeczeństw i coraz bardziej je lekceważy. U nas też. :(

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]