Przyszła do mnie sympatyczna dziennikarka telewizyjna. Byłem uprzedzony, że chodzi o wypowiedź o znaczeniu rozpoczętej właśnie podróży Benedykta XVI. Dziennikarka wydobyła kartkę z przygotowanymi pytaniami. "Na czym - brzmiało pierwsze - Benedykt XVI w czasie tej podróży może się potknąć?". Zostawiam na boku ocenę takiego sposobu pokazywania wydarzeń - odpowiedziałem, że może się potknąć na wszystkim: że to zależy od sposobu odbioru i skomentowania tego, co się stanie. Możliwości wpływania na nastawienie odbiorców są tu przeogromne, a chcąc wyrobić sobie własne zdanie należy sięgać do źródeł. Niestety nie można polegać na mediach.
Wobec takiego postawienia sprawy moja sympatyczna rozmówczyni brnęła dalej. Jan Paweł II - mówiła - swoją wizytę w Ziemi Świętej rozegrał perfekcyjnie i nikt do niczego nie mógł się przyczepić. Ta młoda osoba się myliła. Kiedy "nasz Papież" złożył we wnęce muru zwanego Ścianą Płaczu arkusik z fragmentem jubileuszowego mea culpa, popełnił "błąd", na który natychmiast rzucili się niechętni mu ortodoksi. Żydzi swoje prośby składają na kartkach ściśle poskładanych (ich treść ma być znana tylko Bogu), Jan Paweł II położył w zagłębieniu muru arkusik otwarty, z tekstem dostępnym obiektywom aparatów i oczom zgromadzonych.
Skandal jednak nie wybuchł. Głosy zgorszonych nie zostały przez wielkie media podchwycone. Zatruwanie klimatu wizyty byłoby zbyt oczywistym absurdem, a zdjęcie papieskiego (rozłożonego) arkusiku umieszczonego w załomie muru przeszło do historii.
Wydarzenie obecnego etapu podróży? Kiedy to piszę, uważam za wydarzenie słowa wypowiedziane na powitanie Papieża w meczecie al-Hussein przez reprezentanta domu królewskiego, księcia Ghazi bin-Tala, zresztą teologa. Podziękował on Papieżowi za wyjaśnienia udzielone przez Watykan po słynnym wykładzie w Ratyzbonie 12 września 2006 r.
Przypomniał, że przywołane wtedy przez Benedykta XVI wypowiedzi były cytatem, a nie wyrazem własnych przekonań. Publiczne uznanie fałszywości interpretacji, które dały asumpt do antypapieskiej kampanii, położyło - mam nadzieję - kres legendzie o "potknięciu" Benedykta, którego w rzeczywistości nie było.
Oczywiście w Izraelu, jak niemal wszędzie i zawsze z okazji papieskich wizyt, było słychać głosy nieprzychylne. Dla podgrzania nastrojów rozpuszczono wiadomość (fałszywą) o zamiarze rewindykowania prawa kontroli Watykanu nad 28 miejscami świętymi w Jerozolimie i 19 w Zajordanii. W rzeczywistości od roku 2000 w specjalnej komisji toczą się rozmowy dotyczące Wieczernika, który od 1967 r. pozostaje pod kontrolą Izraela i jest jedynym świętym miejscem w tym kraju, gdzie nie wolno odprawiać Mszy. Przyczyna? W przekonaniu żydowskich ortodoksów w podziemiach budynku znajduje się grób Dawida. Jak na ironię, symboliczną obecność tego grobu wymyśliła pierwsza wspólnota judeo-chrześcijańska dla podkreślenia ciągłości obu Przymierzy.
Tak więc były protesty: było prowokacyjne wypominanie młodzieńczej przynależności obecnego Papieża do Hitlerjugend, kwestii beatyfikacji Piusa XII (nuncjusz w Izraelu oświadczył, że prace nad katalogowaniem niedostępnych dotychczas dokumentów są prowadzone w przyspieszonym tempie, by mogły być jak najszybciej udostępnione badaczom). Ale przecież na nie mniejszą uwagę zasługują głosy pozytywne. 11 maja w prestiżowej gazecie "Ha’aretz" ukazał się podpisany przez ok. 200 rabinów list do Benedykta XVI. List jest podjęciem wyrażonego w soborowym dokumencie "Nostra aetate" pragnienia Kościoła, by "ożywić i zalecić obustronne poznanie się i poszanowanie, które osiągnąć można zwłaszcza przez studia biblijne i teologiczne oraz przez braterskie rozmowy".
Podróż Benedykta XVI jest kolejnym etapem trwającego od Soboru Watykańskiego II procesu zasypywania przepaści między żydami i chrześcijanami, dążeniem do dialogu między chrześcijaństwem i islamem. Jest więc to podróż ważna, i to nie ze względu na nieporozumienia wynikłe z fałszywej interpretacji papieskiego wykładu w Ratyzbonie czy szumu wokół zdjęcia kar kościelnych z biskupa Williamsona.
Można czekać na prawdziwe czy rzekome potknięcia Benedykta XVI w czasie podróży do Jordanii, Palestyny i Izraela. Można też śledzić ją jako naukę mądrości, jak ten dialog z miłością prowadzić. Przecież prowadzenie go to sprawa nie tylko papieży.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















