Reklama

Ładowanie...

Pamięć jednego człowieka

Pamięć jednego człowieka

16.10.2006
Czyta się kilka minut
Ponad czterdzieści lat temu, na pierwszym roku studiów socjologicznych, słuchałem wykładów z psychologii ogólnej. Wydaje mi się, że pamiętam nazwisko wykładowcy, ale bolesny brak pewności każe mi je przemilczeć. Wiem, że była to kobieta, ale zdolność rozpoznawania płci nie jest żadnym powodem do chwały. W przeszłości często zastanawiałem się, czytając wspomnienia dowódców partyzanckich z czasów II wojny światowej, jak byli oni w stanie zapamiętać nie tylko szczegóły walk (to jeszcze mogę zrozumieć), ale także nazwiska i pseudonimy podkomendnych. Nie mając wtedy wiedzy z psychologii pamięci, przyjmowałem jednak te niezwykle szczegółowe wspomnienia jako coś naturalnego.
L

Lekcja pokory wkrótce nadeszła. Okazało się, że im dalej wchodziłem w życie, tym mniej pamiętałem z przeszłości. Teraz odnoszę wrażenie, że jest ona całkowicie zamazana, mieszają się w niej daty i nazwiska, a utrwaliły się tylko te wspomnienia, które wiążą się z pozytywnymi bądź negatywnymi emocjami. Nie kryję, że znacznie lepiej pamiętam chwile miłe, szczególnie związane z uczuciami do płci przeciwnej.

Czytając autobiografie lub wspomnienia sławnych ludzi, zawsze byłem pod wrażeniem ich niezwykłej zdolności do odtwarzania przeszłości. Uznawałem to za przebłysk geniuszu i dar dany przez Boga. Patrząc teraz na trzy tomy wspomnień Eliasa Canettiego: "Ocalony język", "Pochodnia w uchu" i "Gra oczu", wszystkie wydane w znakomitej i bardzo kochanej przeze mnie serii Nike, w świetnym tłumaczeniu Marii Przybyłowskiej, zastanawiam się, jak laureat literackiej Nagrody Nobla mógł tak dobrze zapamiętać swoje życie.

Wartość prawdziwego daru pamięci odkryłem ponownie, czytając fascynującą rozmowę-rzekę Michała Komara z Władysławem Bartoszewskim. Od wielu lat z ogromnym zainteresowaniem obserwuję działania i zachowanie wysokiego, dystyngowanego starszego pana, historyka i dyplomaty, którego życiowa energia porównywalna jest z siłą erupcji największych wulkanów świata. Moim wielkim marzeniem jest, by udzielił on przynajmniej kilku lekcji retoryki urzędującemu od roku prezydentowi Polski, dukającemu wolno i z wyraźną niechęcią, a nawet trudem, swoje cenne refleksje na temat współczesnej Polski. Obserwowanie, jak i w jakim tempie mówi Władysław Bartoszewski, podziw dla precyzji słowa i kunsztu wielokrotnie złożonych zdań, jest zadaniem dla sporej grupki uczonych zajmujących się współczesną polszczyzną. Znakomitym pomysłem wydawnictwa było załączenie do książki płyty CD zawierającej fragmenty rozmowy. Pokazują one, jak wspaniale można opowiadać o własnym, jakże spełnionym życiu.

A było to życie oddane Polsce. Profesor mówi: "Dziś, mając osiemdziesiąt pięć lat, zadaję sobie pytanie: ile lat żyłem w wolnej i niepodległej Polsce? Policzmy! Niewiele ponad siedemnaście lat przed wojną i prawie siedemnaście lat po roku 1989 roku. Między jednym i drugim pięć lat wojny i okupacji, potem zaś dziesięciolecia jakiejś autonomii, jakiegoś Królestwa Kongresowego... Wynika z tego, że jednak większość życia spędziłem w państwie niesuwerennym, zależnym". Być może wynik tych prostych obliczeń wyjaśnia niezwykłą konsekwencję działań Władysława Bartoszewskiego. Działań dla Polski.

Władysław Bartoszewski - współzałożyciel Rady Pomocy Żydom "Żegota", referent w Wydziale Informacji Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, redaktor miesięcznika katolickiego "Prawda Młodych". Od listopada 1942 zastępca kierownika komórki więziennej w Wydziale Bezpieczeństwa Departamentu Spraw Wewnętrznych Delegatury Rządu RP na Kraj, potem referent i zastępca kierownika Referatu Żydowskiego w Departamencie Spraw Wewnętrznych. Powstaniec warszawski. Po wojnie współpracownik niepodległościowych organizacji politycznych. Więziony w latach 1946-48 i 1949-54. W 1952 roku skazany na osiem lat więzienia, uznany za niesłusznie skazanego w 1955 roku. Redaktor "Stolicy" i wieloletni współpracownik "Tygodnika Powszechnego". Przez osiemnaście lat tajny współpracownik Radia Wolna Europa. Wykładowca Uniwerstytetu Latającego. A poza tym wybitny historyk, autor znakomitych książek, między innymi: "Ten jest z ojczyzny mojej", "Warszawski pierścień śmierci", "1859 dni Warszawy". Lektura syntetycznego biogramu znajdującego się na końcu ładnie wydanego tomu rzuca po prostu na kolana; aż trudno uwierzyć, że jeden człowiek mógł tego wszystkiego dokonać.

Tę książkę trzeba koniecznie przeczytać. To historia niezwykłego życia, opowiedziana z niezwykłą maestrią polskiego słowa. Daje świadectwo fenomenalnych możliwości intelektualnych jednego człowieka, którego pamięć jest encyklopedią życia kilku pokoleń.

Michał Komar, "Władysław Bartoszewski. Skąd pan jest? Wywiad rzeka", Warszawa 2006, Świat Książki, seria "Autorytety".

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]